- Od innych zawsze wymagam tyle, ile od siebie - mówi komendant gminny OSP, który kilkanaście dni temu odebrał w Warszawie awans na stopień oficerski. Z Krzysztofem Olczakiem rozmawia Piotr Steffen
Przy okazji materiału, który ukazał się w walentynkowym wydaniu „Aktualności” przyznał Pan, że w okresie narzeczeństwa z góry zapowiedział przyszłej małżonce, że straż jest w Pana życiu najważniejsza. Niedawny awans zdaje się potwierdzać te słowa.
Z czasem hierarchia wartości ulega zmianie. Wtedy byłem kawalerem. Z chwilą zawarcia związku, a zwłaszcza z momentem pojawienia się dzieci ten pogląd się zmienił. Ale faktem jest, że bycie strażakiem to nie tylko moja pasja, ale też zawodowe zajęcie, z którego żyję. Powiedzmy, że dzisiaj są to dla mnie wartości równorzędne.
Od młodych lat był Pan przekonany o wyborze takiego zawodu?
Tak się jakoś wszystko ułożyło. Faktycznie od młodości ciągnęło mnie do straży. Początki to OSP Osowo, bo z tamtego sołectwa pochodzę. Nawet gdy z rodzicami przeprowadziliśmy się już do Lipki, należałem przez jakiś czas do OSP Osowo. Później była poznańska szkoła chorążych, zmieniona w trakcie mojej nauki na szkołę aspirantów pożarnictwa, w której naukę rozpocząłem we wrześniu 1992 roku, zaraz po szkole średniej. Wcale nie było łatwo tam się dostać, bo na jedno miejsce było pięciu czy sześciu chętnych. W tej chwili to zainteresowanie jest ponoć jeszcze większe. Dopiero po powrocie ze szkoły związałem się z OSP Lipka, a od 1994 roku pracuję w Komendzie Powiatowej PSP w Złotowie. Od 1996 roku jestem też komendantem gminnym OSP.
Kilkanaście dni temu przyjął Pan w Warszawie mianowanie na stopień oficerski, więc całkiem daleko Pan zaszedł.
Nie ja jedyny z jednostki w Złotowie, bo w tym roku mianowanie na pierwszy stopień oficerski miało od nas pięciu strażaków. Jesteśmy wyjątkiem od reguły, nie pamiętam, żeby przez ostatnie ponad dwie dekady w naszej jednostce miała miejsce podobna sytuacja. Na uroczystościach mianowani byli strażacy z całego kraju. O ile się nie mylę, chyba tylko z naszej, niewielkiej przecież jednostki, awanse otrzymało tylu strażaków. A wcale nie jest tak, że stopnie przyznaje się obligatoryjnie. W stolicy mianowanych było około 190 strażaków posiadających tytuł technika pożarnictwa, ale wniosków o awanse było kilkakrotnie więcej. Wiele rozpatrzono negatywnie.
Jak bardzo różni się zawodowa praca od służby w OSP?
W komendzie jest pewna zhierarchizowana zależność i wszystko jest jasno określone. W przypadku OSP należy mieć świadomość tego, że to jest stowarzyszenie i że są tam ludzie, którzy do czegoś się dobrowolnie zdeklarowali, ale do niczego nie można ich zmuszać. I dlatego, w moim odczuciu, w OSP służba jest często bardziej złożona niż w komendzie. Tu do każdego trzeba umieć indywidualnie podejść. Chociażby z tego względu, że w tej służbie sytuacje są różne, dla większości ludzi niespotykane i zawsze zostaje w głowie coś, co widziało się na miejscu zdarzenia.
Z tym bagażem przeżyć trzeba wrócić do domu i normalnie funkcjonować.
Pana nigdy nie przerażał widok cierpiących ludzi, często mocno poranionych i tragicznie ginących?
Jest dziwny mechanizm, i strażacy w większości to potwierdzają, że emocje przychodzą dopiero po zdarzeniu. One nie mogą wpływać na naszą pracę w trakcie akcji. Refleksja i przemyślenia przychodzą później. Oczywiście najtrudniej jest wtedy, gdy cierpią dzieci bądź osoby, które znamy. Takie sytuacje najtrudniej się przeżywa.
Był Pan świadkiem zdarzenia, którego ciężar „namawiał” do zmiany pracy? Korzystał Pan kiedyś ze wsparcia psychologa?
Spotykałem się z trudnymi sytuacjami, ale aż tak dramatycznych, żeby rozważać rezygnację z pracy, na szczęście nie miałem okazji przeżyć. Z pomocy psychologa również nie korzystałem, choć były zdarzenia, kiedy strażacy w naszym powiecie, i to zarówno zawodowi jak i druhowie z OSP, korzystali z takiego wsparcia. Mamy do dyspozycji psychologów przy komendzie wojewódzkiej w Poznaniu. Jeśli jest potrzeba, przyjeżdżają do komendy czy nawet do jednostki OSP i rozmawiają ze strażakami. Niektórzy sami potrafią odreagować trudne sytuacje. Ja akurat mam tyle zajęć, że bardzo szybko potrafię zająć czymś umysł: od domowych po samorządowe obowiązki z tytułu pełnienia funkcji przewodniczącego Rady Gminy Lipka.
OSP Lipka, z racji tego, że ma w swoich szeregach oficera Olczaka, jest najlepszą jednostką w gminie? A może na większym obszarze?
Jestem bardzo sceptycznie nastawiony do takich porównań, zwłaszcza do wszelkich punktowych ocen. Generalnie nie oddają one w pełni specyfiki służby, liczby stanowią wyłącznie o pewnej statystyce np. ilości zdarzeń, do których dysponowane są poszczególne jednostki, ale przecież nie oddają w żaden sposób zaangażowania i strażackiego trudu, który jest wymagany podczas działań. Bardzo trudno zweryfikować, która jednostka jest lepsza. Wpływ na takie opinie ma zbyt wiele składowych. Poza tym nie jestem jedynym zawodowym strażakiem w powiecie, który jest jednocześnie członkiem jednostki OSP, choć faktycznie w gminie Lipka jedynym.
[[reklama]]
Będąc zawodowym strażakiem jest Pan szczególnie wymagający względem jednostek OSP jako komendant gminny?
Nie docierają do mnie opinie, żeby tak było.
Jak jest w komendzie? Słyszałem opinie, że należy Pan do zdecydowanie bardziej wymagających osób.
Jeżeli źródła tak mówią, nie będę się spierał. Mogę tylko uzupełnić, że od innych zawsze wymagam tyle, ile od siebie. Dowódcy dzielą się ponoć na dwie kategorie: jedni mówią „naprzód”, drudzy „za mną”. Ja, w moim przekonaniu, należę do tych drugich. Staram się dawać przykład, ale wymagam także od innych. Taka jest w moim odczuciu rola każdego dowódcy
Jakim strażakiem jest Krzysztof Olczak w ocenie zwierzchników? Zbiera Pan wyłącznie pochlebne opinie?
Do każdego można mieć uwagi, bo każdy popełnia błędy. Służba nauczyła mnie przede wszystkim pokory, bo żywioły, z którymi mamy do czynienia podczas zdarzeń, jak i sytuacje, są nieprzewidywalne, stwarzają zagrożenie nie tylko dla osób poszkodowanych, ale również dla strażaków.
Ale ma Pan poczucie, że zasłużył na oficerski stopień?
Na pewno do tego dążyłem. Po to rozpocząłem studia, zresztą drugi raz, bo nie ukrywam, że jedno nieskuteczne podejście miałem już lata temu. Jeżeli teraz udało mi się spełnić pewne wymagania i przełożeni na różnych szczeblach wyrazili pozytywną opinię, to chyba zasłużyłem na ten stopień. Tym bardziej cieszę się, że dotychczasowe 23 lata służby udało się zamknąć takim wyróżnieniem. Bardzo dziękuję przełożonym, że wyrazili wolę zainwestowania we mnie w taki sposób.
Może Pan zobrazować, jakie miejsce zajmuje w hierarchii złotowskiej komendy?
Po najwyższym rangą komendancie powiatowym są poszczególni naczelnicy i dowódcy wydziałów. Najbardziej licznym jest jednostka ratowniczo-gaśnicza, w której jest ponad trzydzieści etatów. Na czele jednostki stoi dowódca JRG, który ma swojego zastępcę. Ponieważ pracujemy na trzech zmianach, jest też trzech dowódców tych zmian. Ja jestem jednym z nich.
Dążył Pan do oficerskiego stopnia i cel udało się osiągnąć. Jaki jest kolejny? Jest Pan zainteresowany funkcją komendanta złotowskiej straży? Niektórzy mówią, że ma Pan w sobie tyle ambicji.
Dalszy cel nie jest jeszcze sprecyzowany, ale aż tak wielkich aspiracji nie mam. Droga dojścia do funkcji komendanta jest tak złożoną formułą, że dla mnie nie jest to raczej możliwe. Na dzisiaj potrzebuję przede wszystkim stabilizacji i poświęcenia większej ilości czasu rodzinie. Praca zawodowa, trwające kilka lat studia, sporo zajęć przy pełnieniu funkcji przewodniczącego rady - to wszystko sprawiło, że w pewnym momencie zreflektowałem się, że brakuje mi czasu dla najbliższych. W pierwszej kolejności to właśnie muszę nadrobić.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze