Reklama

Za samochodami nie biegam

10/09/2013 00:00
- Ty gówniarzu! Ja tam dwadzieścia lat stawałem, a ty mnie teraz wzywasz?! - staruszek poprzeklinał i pobiegł na skargę do burmistrza. Efekt? 150 złotych do zapłaty i punkt karny

Pomarańczową kamizelkę widać z daleka. - To jest mój wyjściowy mundur – kamizelka Piotra Graczyka świeci się, jakby przed chwilą ją wyszczotkował. Sprawdzamy, jak takie cudo działa na ludzi.

Przy Placu Paderewskiego tłoku nie ma. Trzecia część parkingu pusta, za to bezpłatna wnęka między budynkami wypełniona autami od ściany do ściany. Pierwsza reakcja? Pani z auta zaparkowanego prawidłowo broni właściciela volvo zajmującego całą szerokość chodnika. Zapewnia, że właściciel szwedzkiego auta zaraz wróci, bo mieszka tuż obok. - Jak przechodnie widzą, że robię fotkę samochodu, to często mają pretensje, że nie daję szansy kierowcom. Mówią, że nie powinienem od razu karać. Że jestem młodym, nowym pracownikiem i sieję burzę na parkingach – kontroler zarządza spacer wzdłuż parkingu. Panią siedzącą w aucie stojącym na chodniku poucza, że tu parkować nie wolno. Kobieta dzwoni po kierowcę. A właściciela volvo nie ma. Pstryk – zdjęcie na dowód, a wezwanie do urzędu trafia za wycieraczkę. – To kosztuje 150 złotych i punkt karny – wyjaśnia Piotr Graczyk. Najtańszy bilet parkingowy złotówkę.

Pan w golfie płacić nie będzie. Na widok pomarańczowej kamizelki odpala auto i odjeżdża.
- Ja za samochodami nie biegam, ale mam go na uwadze. Jeżeli raz mi ktoś uciekł, to na drugi raz go pamiętam – twierdzi kontroler z pięciomiesięcznym stażem i podchodzi do ciemnego audi. Suv błyszczy w słońcu, ale biletu parkingowego za szybą nie ma. Piotr Graczyk zagląda do środka. – Nie powinienem, ale czasem ludzie tłumaczą się, że mieli bilet, ale gdzieś im spadł – tłumaczy pomocnik straży miejskiej. Chce być człowiekiem. - Łagodnie traktuję kierowców, nie jestem dręczycielem – zapewnia. – Jak kogoś spotkam, to pouczam i wysyłam do parkomatu po najtańszy bilet i sprawa jest załatwiona.

Jednak na ciemnych obiciach w audi nie ma śladu papieru. Wezwanie do urzędu trafia za wycieraczkę. Opłata dodatkowa to w takim przypadku 50 złotych.
[[reklama]]
Monitoring prawdę ci powie

Jedni krzyczą, inni milczą. Niektórzy rzucają wezwanie na biurko w siedzibie straży miejskiej z pytaniem: CO TO JEST?! – Wiadomo, nikt nie lubi być kontrolowany, a tym bardziej karany – P. Graczyk zauważa. Spokojniejsi kierowcy pytają go: dlaczego? I tłumaczą się.
Najczęściej mówią, że:
- Nie wiedziałem, że to jest strefa płatna. Stawałem tydzień temu i nie trzeba było płacić. Nie zwróciłem uwagi na znaki.
- Dziecko źle się poczuło, szybko trzeba było pójść do toalety (no i jest to dziecko na ręku czy trzymane za rączkę jako dowód).
- Pan na Studziennej, że przekazał bilet koledze, bo ten go chciał.
- Parkomat nie działał w danym momencie. Niczego nie było na wyświetlaczu.
- Nie miałem drobnych. Poszedłem do sklepu rozmienić pieniądze.
- Ja tylko na chwileczkę, już odjeżdżam.

Wszystko można sprawdzić. Piotr Graczyk robi to kamerą. – Jak ktoś się tłumaczy, to mówię ok., sprawdzimy na monitoringu. Mam spisaną godzinę, kiedy ktoś stał, więc to nie problem. Przeważnie panie przyznają się, że jednak tego biletu nie miały – mężczyzna uśmiecha się znacząco.
[[reklama]]
Taka praca

Od początku tego roku wezwań do uiszczenia opłaty dodatkowej z czterech stref płatnego parkowania w Złotowie było ponad sto osiemdziesiąt. Za brak biletów parkingowych kierowcy zapłacili 9100 złotych. Część z nich pewnie denerwuje widok faceta w pomarańczowym. – Ludzie różnie na mnie reagują. Czasem jak idę jest zabawnie, bo robi się kolejka przed parkomatem, a ludzie wołają do mnie: mój jest ten czerwony – opowiada. Po piętnastej, gdy jest już po pracy, kontroler wciąż wzbudza zainteresowanie. Ludzie pytają, czy już mogą parkować bez obawy przed opłatą. – Zezwalam – śmieje się Piotr Graczyk.

Strefy płatnego parkowania kontroler odwiedza kilka razy dziennie. Zawsze chodzi inną trasą. Nie dla zmylenia przeciwnika, ale zwyczajnie – dla urozmaicenia pracy. A że ktoś mu powie, że jest niepotrzebny? - To jest moja praca, mój obowiązek, który wykonuję. Nie przejmuję się krytyką. Wiem jak jest, wiem, co mam robić – odpowiada mężczyzna i pozdrawia kierowcę wkładającego bilet za szybę samochodu.

Łukasz Opłatek


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości