- Jak ktoś ma "doła", jest niepewny siebie, czuje się nie najlepiej we własnej skórze, to zamiast iść na jakąś kozetkę do psychoanalityka, powinien pojechać do Gruzji na dwa tygodnie i posiedzieć z Gruzinami przy stole - proponuje Anna Dziewit-Meller, dziennikarka i podróżniczka
We wtorek, 6 sierpnia na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej, nasze miasto odwiedzili Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller. Spotkanie z dziennikarską parą odbyło się w sali kinowej Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej, w ramach promocji ich autorskiej książki „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji”, wydanej w 2011 r. Jak przyznał współautor publikacja jest „niezbalansowana emocjonalnie”, bo taka właśnie jest Gruzja, w której przejście od dramatu do komedii następuje zaledwie w ciągu 5 sekund. – Piszemy w książce, że ona nie rości sobie żadnych pretensji do obiektywizmu, bo jesteśmy Gruzją zaczadzeni – dodaje.
[[reklama]]
Zdaniem dziennikarzy Gruzja to kraina wyśmienitego jedzenia, pełna smaków, zapachów, pięknych, barwnych krajobrazów przyrody i małych miasteczek z bogactwem architektury sakralnej. To kraj, w którym wino leje się strumieniami, a lokalna i folklorystyczna tradycja nie ulega przedawnieniu, lecz jest powszechnie kultywowana – tu się muzykuje, śpiewa i tańczy. Autorzy wielokrotnie podkreślali, że Gruzini są niezwykle gościnni, serdeczni, życzliwi i nad wyraz wylewni. Przywoływali liczne anegdoty, opowiadające o tym, jak mieszkańcy tego urokliwego regionu świata pozbywają się swoich dóbr materialnych, gdy tylko gość obdarzy je uznaniem. Stąd Mellerowie szczerze odradzali przyszłym zwiedzającym wypowiadania pochwał, bo w Gruzji nigdy nie da się przewidzieć, z czym człowiekowi przyjdzie potem wracać do siebie. Dla Gruzinów wszystko, co gruzińskie jest bowiem najlepsze – czy mowa o jedzeniu, czy też o niebie nad Gruzją, bo i ono przecież jest gruzińskie. [[nowa_strona]] Gaumardżos, czyli na zdrowie Objaśniając znaczenie tytułu książki, jej autorzy odnieśli się do radości, jaką Gruzini czerpią z każdego dnia. Sposób, w jaki celebrują oni spotkania przy stole jest niecodzienny – to wręcz sztuka świętowania. Supra, która w dosłownym tłumaczeniu oznacza obrus, jest rodzajem rytualnej uczty, wspólnej biesiady z rozmowami o sztuce, polityce, religii, życiu i śmierci. W Gruzji to czas utrwalania więzi między członkami rodziny i przyjaciółmi. W trakcie każdej uroczystości Gruzini wznoszą tradycyjne toasty, których kolejność pilnuje tamada – osoba specjalnie do tego wyznaczona. Gruzińskie toasty znacznie różnią się od naszych, polskich. Najczęściej są wznoszone na stojąco, np. za rodziców, ojczyznę, przodków, miłość i trwają od kilku do nawet kilkudziesięciu minut. Są ciekawe, niekiedy przewrotne, lecz zawsze stanowią popis oratorstwa i piękna głosu mówcy. – Oby te drzewa, z których zostaną zrobione nasze trumny, jeszcze nie zostały zasadzone – cytuje dla przykładu Anna Dziewit-Meller. Każdorazowo toast kończy się głośnym okrzykiem „Gaumardżos!”, co w przekładzie z języka gruzińskiego na polski znaczy „życzę ci zwycięstwa” i jest odpowiednikiem naszego „na zdrowie”. Nic więc dziwnego, że w książce Mellerów tak wiele miejsca zajmują opisy poświęcone alkoholowym libacjom.
[[reklama]]
Warto zobaczyć, warto zabrać Wśród miejsc w Gruzji, zarekomendowanych przez dziennikarską parę do zwiedzenia, znalazły się miasta Batumi i Tbilisi, stolica państwa gruzińskiego. Sezon turystyczny trwa tam od maja do października. Jednak według Mellerów, najlepszym miesiącem w roku na przeprowadzenie takiej wyprawy jest wrzesień. Podróżnicy radzili również, by przed przekroczeniem granic Gruzji pamiętać o zaopatrzeniu się w drobne upominki dla gruzińskiej ludności. Na proponowanej przez nich liście prezentów powinny się znaleźć, m.in. kiełbasa sucha krakowska, ptasie mleczko, tzw. małpki, czyli stu- lub dwustumililitrowe buteleczki z wódką, najlepiej z Żubrówką oraz szklane naczynia, np. kieliszki lub szklanki.
Tobiasz Buzała
[[gal=824]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze