Kilka tygodni temu pielęgniarki i położne ponownie protestowały, również w Złotowie. Co wywalczyły? Z Bernadetą Pawełek i Jadwigą Łazarską ze związku pielęgniarek i położnych złotowskiego szpitala, rozmawia Piotr Steffen
Przed wejściem ustawy z 1 lipca, którą już akcją protestacyjną pielęgniarek i położnych była czerwcowa manifestacja?
Trudno powiedzieć, przez lata było ich wiele. Niewiele mogłyśmy jednak wskórać. Teraz też wyszłyśmy bez przekonania, że realizacja naszych postulatów jest możliwa.
Skąd brak wiary?
Bo nie było systemowych ustaleń, które zapewniałyby nam wyższe zarobki. Za długo słyszałyśmy o tym, że choć pieniądze do szpitali trafiają, potrzeb jest zbyt wiele, abyśmy my mogły otrzymać pieniądze. Mówiono nam, że trzeba byłoby je komuś zabrać albo mniej inwestować w szpital. Przez lata byłyśmy wyrozumiałe, jasne było dla nas, że muszą być pieniądze na jedno czy drugie urządzenie do badań. Inna sprawa, że były lata, kiedy szpital wyrabiał kontrakt ponad normę. Pokątnie dowiadywałyśmy się, że NFZ te pieniądze wypłacał, wyrównywał, ale premii dla personelu nie było, a przecież nadwyżki były wypracowywane wszystkimi rękoma, przez: salowe, pielęgniarki, laborantki itd....
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 92% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!