Reklama

Zaczynam życie na nowo

15/07/2012 00:00
-Z każdym dniem coraz więcej potrzebowałem żeby się upić. Bywało, że w ciągu doby kilka razy byłem pijany. W najgorszym okresie nie trzeźwiałam przez osiem, dziesięć, nawet jedenaście dni ? wyznaje nasz rozmówca

Spotykamy się na promenadzie. Wolnym krokiem przemierzamy pomost. Przysiadamy na jego końcu, nad samą wodą. Rozmawiamy -Kiedy szedłem tędy pijany to nie widziałem piękna. Teraz dostrzegam naturę – mówi złotowianin obejmując wzrokiem asfaltowy trakt, wiodący wokół Jeziora Miejskiego. -Nie piję od pięciu miesięcy – opowiada, prosząc,o zachowanie anonimowości.
[[reklama]]
Koniec jazdy

-Pierwszy raz spróbowałem piwa kiedy miałem 17-lat – opowiada będący jeszcze sporo przed trzydziestką mężczyzna. Zasmakowało na tyle, że stało się ulubionym trunkiem naszego rozmówcy. -Wódkę pijałem rzadko – wyjaśnia. Kiedy złotowianin zorientował się, że odmówienie sobie alkoholu może stanowić problem? -Kiedy miałem 19 lat zauważyłem, że trzęsą mi się ręce. Poszedłem do lekarza – opowiada, wspominając, że żadnej diagnozy od niego nie usłyszał. Nigdzie więcej pomocy nie szukał. Pił coraz więcej. Efekt? Niezdana matura. Na swoje szczęście władzę w resorcie edukacji dzierżył wówczas Roman Giertych, który pomimo głośnych protestów wprowadził tzw. amnestię maturalną. Złotowianin dostał się więc na studia. Skończył informatykę. Niestety wielu sukcesów w tamtym okresie nie odnotował. Wręcz przeciwnie – będąc pod wpływem brał udział w różnych ekscesach. -Nie raz jeździłem po pijaku – precyzuje. Jeden z takich wybryków, które dotąd uchodziły mu płazem, nie skończył się jednak happy endem. Po rozstaniu z dziewczyną, którą – jak przyznaje – w kwestii alkoholu oszukiwał, pijany, razem z kolegą, który wziął na siebie rolę kierowcy, wybrał się do Piły. Podróż miała jasny cel: skorzystanie z usług pań do towarzystwa. Ostatecznie do realizacji planu nie doszło, panowie wrócili więc do Złotowa. Przed jednym ze sklepów pożegnali się, potem nasz rozmówca wsiadł za kierownicę. -Chyba chciałem zaparkować – wyjaśnia. Uderzył w drzewo. Policja, która zjawiła się na miejscu zdarzenia stwierdziła ponad 2,5 promila. -Mówili na mnie kamikadze – wspomina dziś z lekkim uśmiechem, choć wcześniej wcale nie było mu do śmiechu. -Myśleli, że chciałem się zabić – wyjaśnia.
[[reklama]]
Być jak Bon Scott

Złotowianin ma za sobą kilka prób samobójczych, wypadek samochodowy nie był jednak targnięciem się na życie, a wynikiem zmąconego alkoholem umysłu i słabej koordynacji. Życie, łykając tabletki, chciał sobie wcześniej odebrać dwukrotnie. Za pierwszym razem zwrócił zawartość żołądka, za drugim środki nasenne okazały się nieskuteczne. -Dlaczego próbowałeś się zabić? - pytam. -Byłem młody, moje myślenie było takie, że umrę tak jak wokalista AC/DC – odpowiada. Bon Scott w trakcie imprezy zakrztusił się własnymi wymiocinami. -Zresztą alkohol mnie denerwował – dopowiada, wyjaśniając, że chciał skończyć z nałogiem, ale bał się iść na detoks. Negatywne emocje uwalniał tnąc sobie ręce. Jego przedramiona naznaczone są bliznami.

Do przodu w końcu popchnął go tata, który zgłosił sprawę Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Skierowano go na leczenie.
[[nowa_strona]]
Walka

-Na początku nie chciałem przyznać, że jestem alkoholikiem – nasz rozmówca nawet nie dopuszczał do siebie tej myśli. W trakcie półtoramiesięcznego odwyku wiele rzeczy sobie jednak uzmysłowił. Zrobił rachunek sumienia, spojrzał prawdzie w oczy. -3 lata byłem pijany non stop. Piłem na umór – przyznaje – dzisiaj zaczynam życie na nowo – w abstynencji, bo trzeźwy nie jestem – mówi, tłumacząc, że fizyczna trzeźwość nie idzie w parze z psychiczną.
[[reklama]]
Diabeł kusi

-Boję się wyzwalaczy – każdy dzień abstynencji naznaczony jest zmaganiami z samym sobą i z otoczeniem. -Alkohol wszędzie krąży, w reklamach, w sklepach. Najbardziej boję się, że jak będę miał pieniądze to pójdę, kupię i wypiję. Kusi mnie, ale potrafię o tym zapomnieć – przyznaje. Alkoholizm to choroba. Jak się okazuje jednak, skutecznie można stawić jej czoła. Warunek jest jeden – trzeba naprawdę chcieć. Nasz rozmówca znalazł w sobie dość siły i podjął wyzwanie, w zasadzie podejmuje je każdego dnia. Dzięki wpojonych mu na terapii zasadach, z walki o trzeźwość wychodzi zwycięsko.
[[reklama]]
Wszystkie kolory tęczy

W ciągu ostatnich pięciu miesięcy w życiu naszego rozmówcy zaszły ogromne zmiany. Najważniejsza? -Nie chcę umrzeć – odpowiada, dodając, że siły do walki z nałogiem dodają mu komentarze znajomych i bliskich. Po wielokroć słyszane „tak trzymaj” buduje jego siłę. Co jeszcze? -Potrafię się cieszyć spacerem, śpiewem ptaków, każdym dniem. Dostrzegam naturę. Wcześniej nie dostrzegałem – mówi. Kolejnym sukcesem jest odzyskane niedawno prawo jazdy, dobrze dzieje się też w sferze uczuciowej. Pojawiła się kobieta, nic więcej nie będziemy jednak zdradzać. -Powoli, małymi kroczkami idę do przodu. Wszystkiego nie da się od razu zrobić – mężczyzna wie, że czeka go jeszcze sporo pracy. Ale i sporo dobrego.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości