-Z każdym dniem coraz więcej potrzebowałem żeby się upić. Bywało, że w ciągu doby kilka razy byłem pijany. W najgorszym okresie nie trzeźwiałam przez osiem, dziesięć, nawet jedenaście dni ? wyznaje nasz rozmówca
Spotykamy się na promenadzie. Wolnym krokiem przemierzamy pomost. Przysiadamy na jego końcu, nad samą wodą. Rozmawiamy -Kiedy szedłem tędy pijany to nie widziałem piękna. Teraz dostrzegam naturę – mówi złotowianin obejmując wzrokiem asfaltowy trakt, wiodący wokół Jeziora Miejskiego. -Nie piję od pięciu miesięcy – opowiada, prosząc,o zachowanie anonimowości. [[reklama]] Koniec jazdy
-Pierwszy raz spróbowałem piwa kiedy miałem 17-lat – opowiada będący jeszcze sporo przed trzydziestką mężczyzna. Zasmakowało na tyle, że stało się ulubionym trunkiem naszego rozmówcy. -Wódkę pijałem rzadko – wyjaśnia. Kiedy złotowianin zorientował się, że odmówienie sobie alkoholu może stanowić problem? -Kiedy miałem 19 lat zauważyłem, że trzęsą mi się ręce. Poszedłem do lekarza – opowiada, wspominając, że żadnej diagnozy od niego nie usłyszał. Nigdzie więcej pomocy nie szukał. Pił coraz więcej. Efekt? Niezdana matura. Na swoje szczęście władzę w resorcie edukacji dzierżył wówczas Roman Giertych, który pomimo głośnych protestów wprowadził tzw. amnestię maturalną. Złotowianin dostał się więc na studia. Skończył informatykę. Niestety wielu sukcesów w tamtym okresie nie odnotował. Wręcz przeciwnie – będąc pod wpływem brał udział w różnych ekscesach. -Nie raz jeździłem po pijaku – precyzuje. Jeden z takich wybryków, które dotąd uchodziły mu płazem, nie skończył się jednak happy endem. Po rozstaniu z dziewczyną, którą – jak przyznaje – w kwestii alkoholu oszukiwał, pijany, razem z kolegą, który wziął na siebie rolę kierowcy, wybrał się do Piły. Podróż miała jasny cel: skorzystanie z usług pań do towarzystwa. Ostatecznie do realizacji planu nie doszło, panowie wrócili więc do Złotowa. Przed jednym ze sklepów pożegnali się, potem nasz rozmówca wsiadł za kierownicę. -Chyba chciałem zaparkować – wyjaśnia. Uderzył w drzewo. Policja, która zjawiła się na miejscu zdarzenia stwierdziła ponad 2,5 promila. -Mówili na mnie kamikadze – wspomina dziś z lekkim uśmiechem, choć wcześniej wcale nie było mu do śmiechu. -Myśleli, że chciałem się zabić – wyjaśnia. [[reklama]] Być jak Bon Scott
Złotowianin ma za sobą kilka prób samobójczych, wypadek samochodowy nie był jednak targnięciem się na życie, a wynikiem zmąconego alkoholem umysłu i słabej koordynacji. Życie, łykając tabletki, chciał sobie wcześniej odebrać dwukrotnie. Za pierwszym razem zwrócił zawartość żołądka, za drugim środki nasenne okazały się nieskuteczne. -Dlaczego próbowałeś się zabić? - pytam. -Byłem młody, moje myślenie było takie, że umrę tak jak wokalista AC/DC – odpowiada. Bon Scott w trakcie imprezy zakrztusił się własnymi wymiocinami. -Zresztą alkohol mnie denerwował – dopowiada, wyjaśniając, że chciał skończyć z nałogiem, ale bał się iść na detoks. Negatywne emocje uwalniał tnąc sobie ręce. Jego przedramiona naznaczone są bliznami.
Do przodu w końcu popchnął go tata, który zgłosił sprawę Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Skierowano go na leczenie. [[nowa_strona]] Walka
-Na początku nie chciałem przyznać, że jestem alkoholikiem – nasz rozmówca nawet nie dopuszczał do siebie tej myśli. W trakcie półtoramiesięcznego odwyku wiele rzeczy sobie jednak uzmysłowił. Zrobił rachunek sumienia, spojrzał prawdzie w oczy. -3 lata byłem pijany non stop. Piłem na umór – przyznaje – dzisiaj zaczynam życie na nowo – w abstynencji, bo trzeźwy nie jestem – mówi, tłumacząc, że fizyczna trzeźwość nie idzie w parze z psychiczną. [[reklama]] Diabeł kusi
-Boję się wyzwalaczy – każdy dzień abstynencji naznaczony jest zmaganiami z samym sobą i z otoczeniem. -Alkohol wszędzie krąży, w reklamach, w sklepach. Najbardziej boję się, że jak będę miał pieniądze to pójdę, kupię i wypiję. Kusi mnie, ale potrafię o tym zapomnieć – przyznaje. Alkoholizm to choroba. Jak się okazuje jednak, skutecznie można stawić jej czoła. Warunek jest jeden – trzeba naprawdę chcieć. Nasz rozmówca znalazł w sobie dość siły i podjął wyzwanie, w zasadzie podejmuje je każdego dnia. Dzięki wpojonych mu na terapii zasadach, z walki o trzeźwość wychodzi zwycięsko. [[reklama]] Wszystkie kolory tęczy
W ciągu ostatnich pięciu miesięcy w życiu naszego rozmówcy zaszły ogromne zmiany. Najważniejsza? -Nie chcę umrzeć – odpowiada, dodając, że siły do walki z nałogiem dodają mu komentarze znajomych i bliskich. Po wielokroć słyszane „tak trzymaj” buduje jego siłę. Co jeszcze? -Potrafię się cieszyć spacerem, śpiewem ptaków, każdym dniem. Dostrzegam naturę. Wcześniej nie dostrzegałem – mówi. Kolejnym sukcesem jest odzyskane niedawno prawo jazdy, dobrze dzieje się też w sferze uczuciowej. Pojawiła się kobieta, nic więcej nie będziemy jednak zdradzać. -Powoli, małymi kroczkami idę do przodu. Wszystkiego nie da się od razu zrobić – mężczyzna wie, że czeka go jeszcze sporo pracy. Ale i sporo dobrego. Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze