Ze wstępnych ustaleń wynika, że kiedy myśliwy schodził z ambony od broni urwał się pasek i ta, spadając, musiała uderzyć o szczebel drabiny po czym wystrzeliła. Kula weszła w ciało w pośladek, wyszła koło łopatki. Trzy godziny później Bogdan G. Mieszkaniec Piły zmarł. Najprawdopodobniej z wykrwawienia. Tego dnia polował razem z Leonem Wrzeszczem, łowczym koła „Łoś” w Okonku, do którego obaj należeli.
- Zadzwonił do mnie dokładnie siedem po piątej, pytał, czy widziałem jakąś zwierzynę – wspomina feralny poranek łowczy. Odpowiedział, że widział dwie sarny, ale zszedł z ambony i idzie w kierunku drewnianego baraku, w którym spali. Kolega stwierdził, że też zaraz schodzi, ale zajdzie po drodze nad jeziorko, może na łączce coś się trafi.
- Po minucie zadzwonił po raz drugi i powiedział, że chyba przestrzelił sobie płuco. Myślałem, że się przesłyszałem i kazałem mu powtórzyć. Potwierdził i dodał, że pluje krwią. Krzyknąłem, że już jadę – tłumaczy myśliwy. Leon Jerzy Wrzeszcz pamięta, że był tą wiadomością wstrząśnięty, bał się, czy zastanie kolegę żywego. Kiedy dojechał Bogdan siedział pod amboną, był przytomny, broń stała oparta o drabinę. – Pytam go jeszcze raz, co się stało. „Postrzeliłem się” – odparł. – Zadzwoniłem natychmiast pod 112. Kazałem mu spokojnie siedzieć, a sam wyjechałem na szosę, bo karetka sama by tu nie trafiła. Pierwsi nadjechali policjanci, wytłumaczyłem im, jak mają dalej jechać. Dwie minuty potem nadjechała karetka – wspomina.
[[reklama]]
Żona już wie
Kiedy wrócił na miejsce tragedii, poprosił kolegę, aby mu podał numer telefonu do żony. – „Ona już wie” powiedział do mnie. Kilka minut potem zadzwonił do mnie jego zięć z Włoch, gdzie był z rodziną na wczasach - też już wiedział. Prosiłem go o numer do teściowej, żebym ją na bieżąco informował. Z Bogdana telefonu policjantka zadzwoniła do jego żony, ta powiedziała tylko, że jedzie już do Złotowa. Po jakiejś pół godzinie zadzwoniła do mnie, że wraca do Piły, bo Bogdana tam zabrali - wspomina Leon Wrzeszcz.
Z tego, co mężczyzna zauważył w momencie, kiedy ratownicy opatrywali rannego, kula musiała wejść w okolicach pośladka, a wyjść koło łopatki. Mocno krwawił, bo w poniedziałek, trzy dni po wypadku, na piasku było pełno śladów krwi.
- Bogdan tłumaczył policjantom, że urwał mu się pasek od broni, kiedy schodził z ambony. Broń musiała uderzyć o coś twardego, pewnie szczebel drabiny i wystrzeliła – twierdzi. Przyznaje, że kolega, zanim zaczął schodzić, powinien broń rozładować. Nie zrobił jednak tego. Łowczy zadzwonił jeszcze do członka koła „Łoś”, mieszkańca Lędyczka, Jana Węglowskiego, żeby przyjechał z kimś i zabrał Bogdana samochód.
Jak dowiedział się o jego śmierci? – Koło dziesiątej zadzwonił do mnie jego drugi zięć, ten co mieszka w Pile, pytał, co z samochodem. Dałem mu numer telefonu do Węglowskiego, żeby się z nim kontaktował. „A jak teściu się czuje?” zapytałem. „Niestety, po ósmej zmarł. Kula przebiła tętnicę” –
usłyszałem.
Ordynator oddziału ratunkowego Danuta Romejko tłumaczy, że karetka nie dotarła do szpitala w Złotowie, bowiem lekarz pogotowia stwierdził, iż stan rannego znacznie się pogorszył i kazał kierowcy jechać prosto do szpitala w Pile.
[[reklama]]
Nie zdążył
Ze zmarłym znali się od ponad trzydziestu lat. Obaj pracowali w Pile, polowali niemal zawsze razem. – Był bardzo dobrym człowiekiem. Miał rozrusznik serca, ale nie oszczędzał się. Kochał las i polowania. Szkoda człowieka, miał dopiero sześćdziesiąt dwa lata – wspomina kolegę łowczy.
Zmarły miał dwie córki. W piątek chwalił się Leonowi Wrzeszczowi, że urodziła mu się czwarta wnuczka. Żona tego dnia skończyła pracę w szkole i przeszła na emeryturę. – Mówił do mnie, że planuje jakąś dłuższą, atrakcyjną wycieczkę z małżonką. Nie zdążył… – dodaje.
Podobną opinię o koledze wypowiada prezes koła PZŁ „Łoś” Ryszard Szapiel z Okonka. – Był budowlańcem, bardzo nam pomógł przy remoncie schroniska myśliwskiego w Chwalimiu. Nigdy nie odmówił nam pomocy. Koło straciło bardzo dobrego myśliwego, a przede wszystkim wspaniałego człowieka – mówi.
Przyczynę tragedii badają policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Złotowie, pod nadzorem miejscowej Prokuratury Rejonowej.
Ryszard Mikietyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze