Reklama

Zadzwonił do mnie i powiedział: postrzeliłem się

11/07/2014 00:00
Rankiem, w sobotę 28 czerwca niedaleko Chwalimia w gminie Okonek doszło do tragedii. Od wystrzału z własnej broni zginął myśliwy. Przedstawiamy pełen zapis tych wydarzeń

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kiedy myśliwy schodził z ambony od broni urwał się pasek i ta, spadając, musiała uderzyć o szczebel drabiny po czym wystrzeliła. Kula weszła w ciało w pośladek, wyszła koło łopatki. Trzy godziny później Bogdan G. Mieszkaniec Piły zmarł. Najprawdopodobniej z wykrwawienia. Tego dnia polował razem z Leonem Wrzeszczem, łowczym koła „Łoś” w Okonku, do którego obaj należeli.

- Zadzwonił do mnie dokładnie siedem po piątej, pytał, czy widziałem jakąś zwierzynę – wspomina feralny poranek łowczy. Odpowiedział, że widział dwie sarny, ale zszedł z ambony i idzie w kierunku drewnianego baraku, w którym spali. Kolega stwierdził, że też zaraz schodzi, ale zajdzie po drodze nad jeziorko, może na łączce coś się trafi.

Reklama

- Po minucie zadzwonił po raz drugi i powiedział, że chyba przestrzelił sobie płuco. Myślałem, że się przesłyszałem i kazałem mu powtórzyć. Potwierdził i dodał, że pluje krwią. Krzyknąłem, że już jadę – tłumaczy myśliwy. Leon Jerzy Wrzeszcz pamięta, że był tą wiadomością wstrząśnięty, bał się, czy zastanie kolegę żywego. Kiedy dojechał Bogdan siedział pod amboną, był przytomny, broń stała oparta o drabinę. – Pytam go jeszcze raz, co się stało. „Postrzeliłem się” – odparł. – Zadzwoniłem natychmiast pod 112. Kazałem mu spokojnie siedzieć, a sam wyjechałem na szosę, bo karetka sama by tu nie trafiła. Pierwsi nadjechali policjanci, wytłumaczyłem im, jak mają dalej jechać. Dwie minuty potem nadjechała karetka – wspomina.

 

Reklama

[[reklama]]


Żona już wie

Kiedy wrócił na miejsce tragedii, poprosił kolegę, aby mu podał numer telefonu do żony. – „Ona już wie” powiedział do mnie. Kilka minut potem zadzwonił do mnie jego zięć z Włoch, gdzie był z rodziną na wczasach - też już wiedział. Prosiłem go o numer do teściowej, żebym ją na bieżąco informował. Z Bogdana telefonu policjantka zadzwoniła do jego żony, ta powiedziała tylko, że jedzie już do Złotowa. Po jakiejś pół godzinie zadzwoniła do mnie, że wraca do Piły, bo Bogdana tam zabrali - wspomina Leon Wrzeszcz.

Reklama

Z tego, co mężczyzna zauważył w momencie, kiedy ratownicy opatrywali rannego, kula musiała wejść w okolicach pośladka, a wyjść koło łopatki. Mocno krwawił, bo w poniedziałek, trzy dni po wypadku, na piasku było pełno śladów krwi.

- Bogdan tłumaczył policjantom, że urwał mu się pasek od broni, kiedy schodził z ambony. Broń musiała uderzyć o coś twardego, pewnie szczebel drabiny i wystrzeliła – twierdzi. Przyznaje, że kolega, zanim zaczął schodzić, powinien broń rozładować. Nie zrobił jednak tego. Łowczy zadzwonił jeszcze do członka koła „Łoś”, mieszkańca Lędyczka, Jana Węglowskiego, żeby przyjechał z kimś i zabrał Bogdana samochód.

Reklama

Jak dowiedział się o jego śmierci? – Koło dziesiątej zadzwonił do mnie jego drugi zięć, ten co mieszka w Pile, pytał, co z samochodem. Dałem mu numer telefonu do Węglowskiego, żeby się z nim kontaktował. „A jak teściu się czuje?” zapytałem. „Niestety, po ósmej zmarł. Kula przebiła tętnicę” –

usłyszałem.

Ordynator oddziału ratunkowego Danuta Romejko tłumaczy, że karetka nie dotarła do szpitala w Złotowie, bowiem lekarz pogotowia stwierdził, iż stan rannego znacznie się pogorszył i kazał kierowcy jechać prosto do szpitala w Pile.

Reklama


[[reklama]]

 

Nie zdążył

Ze zmarłym znali się od ponad trzydziestu lat. Obaj pracowali w Pile, polowali niemal zawsze razem. – Był bardzo dobrym człowiekiem. Miał rozrusznik serca, ale nie oszczędzał się. Kochał las i polowania. Szkoda człowieka, miał dopiero sześćdziesiąt dwa lata – wspomina kolegę łowczy.

Zmarły miał dwie córki. W piątek chwalił się Leonowi Wrzeszczowi, że urodziła mu się czwarta wnuczka. Żona tego dnia skończyła pracę w szkole i przeszła na emeryturę. – Mówił do mnie, że planuje jakąś dłuższą, atrakcyjną wycieczkę z małżonką. Nie zdążył… – dodaje.

Reklama

Podobną opinię o koledze wypowiada prezes koła PZŁ „Łoś” Ryszard Szapiel z Okonka. – Był budowlańcem, bardzo nam pomógł przy remoncie schroniska myśliwskiego w Chwalimiu. Nigdy nie odmówił nam pomocy. Koło straciło bardzo dobrego myśliwego, a przede wszystkim wspaniałego człowieka – mówi.

Przyczynę tragedii badają policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Złotowie, pod nadzorem miejscowej Prokuratury Rejonowej.

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości