Może to zabrzmi śmiesznie, ale kojarzy mi się z pożarem. Pracując w Nadleśnictwie Złotów miałem dyżur przeciwpożarowy i zostałem wezwany do palącego się pod Krajenką pociągu. Na sygnałach zajechałem na przejazd, a tam telewizja kręci film. O co w tym chodzi? A to pan nie wie? Nie wiem. Heniu Szopiński, którego wtedy nie znałem, wytłumaczył mi, że to jest Blues Express. To był mój pierwszy bliższy kontakt ze słowem „Zakrzewo”.
W okresie transformacji gospodarczej, czyli z początkiem lat 90, żona straciła pracę w aptece w Złotowie i nadarzyła się okazja otwarcia własnej, w Zakrzewie właśnie. Jakiś czas żona dojeżdżała, w końcu przeprowadziliśmy się do Zakrzewa, vis a vis apteki. Życie potoczyło się tak, że zostałem sam, żona odeszła po kilkuletniej walce z nowotworem, a Aptekę „Remedium” prowadzi obecnie syn Łukasz.
Reklama
Na pewno specyficzne jest tu to, że w piątek i sobotę każdy bierze do ręki miotłę, grabie i sprząta teren przed domem. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Ale jest coś ciekawszego – tutaj wszyscy wszystkim mówią „dzień dobry”. Obcy pytają mnie, dlaczego, bo w bloku ktoś zamknie drzwi i już sąsiada nie zna. Tu po prostu tak jest.
Miłość do Zakrzewa narastała we mnie z czasem. Musiałem też zapracować na akceptację środowiska. Wkupić się własnym zaangażowaniem, bo tu praktycznie nie ma domu, z którego ktoś czegoś społecznie by nie robił.
Nigdy nie unikałem pracy na rzecz lokalnej społeczności, do dziś pomagam tym, którym jest najtrudniej, czyli małym organizacjom. Piszę wnioski, pomagam startować w konkursach, doradzam. Wiele z nich pozyskało dzięki temu pieniądze i materiały.
Reklama

Mam ich ze 20 tys., na różne tematy, są dobrze skatalogowane. Część z nich pokazuje rzeczy, których już tutaj nie ma. Niedawno zburzony został piękny zabytkowy dom. Ślad po nim został tylko na moim zdjęciu. Dwa lata temu zrobiłem też dokumentację fotograficzną wszystkich ulic Zakrzewa. Jeśli zdrowie dopisze, za kilka lat znowu je sfotografuję i będzie można je porównać. Tak naprawdę to jestem przyrodnikiem, dlatego tematem moich fotograficznych prac jest świat lasu, łąki, pola...
Tak, bo z historii i przyrody powinniśmy wyciągać pewną naukę - tak w jedno, jak i w drugie nie powinniśmy specjalnie ingerować. Wie pan, ten dom, o którym wspomniałem, był z drewna, z polepą – dziś takich rzeczy już się nie robi. A jak pokazać młodym, jak łączy się belki bez gwoździ? Ja to pokazałem na tych fotografiach.
Reklama
Od początku w mojej galerii nie ma moich komentarzy. Kto ją ogląda, ma sobie wyrobić swoje zdanie sam. Staram się robić zdjęcia w taki sposób, by były one czymś więcej niż obrazkiem. By miały głębszy przekaz. Kto ma trochę bardziej wrażliwą duszę, to go dostrzeże.
Nie znam tej pani, wiem tylko, że jest z Gdańska lub Gdyni, a kiedyś mieszkała w Kujanie. Niewykluczone że za dziesięć dni się spotkamy. Myślę, że u tej pani chodzi o sentyment do regionu, z którego pochodzi.
Mając kilkanaście lat dostałem aparat marki Druh. Z wykręcanym obiektywem, na błonę zwojową, który robił 9 albo 12 zdjęć. Gdy dowiedziałem się, że mogę sam je wywoływać, to zdobyłem papier fotograficzny chlorowy. Robiło się na nim zdjęcia stykowe. Po prostu w ramkę wkładało się papier i błonę, zamykało na zatrzaski i naświetlało żarówką, zwykłą domową. Potem papier do wywoływacza, utrwalacza i już. Ale zdjęcie było formatu kliszy.
Reklama
To była magia! Byłem za mały, żeby pojąć ten chemiczny proces, więc był to czarodziejski płyn i proszek, z których nagle, pod tym światłem, pokazywał się obraz. No magia. W szkole średniej robiłem sam zdjęcia kolorowe, prowadziłem też kółko fotograficzne. Natomiast gdy poszedłem do pracy w zakładach płyt pilśniowych, to zacząłem dorabiać w gazetach jako reporter. Dzięki temu opublikowałem sporo opowiadań i reportaży przyrodniczych, byłaby z tego mała książka.
Jest. Pokażę panu zdjęcia, które przygotowuję na prezentację pod roboczym tytułem „Światłem malowane”. Jest na nich coś więcej niż obrazek. Jest atmosfera, od ciepła do grozy.
Reklama
Tej wrażliwości na piękno przyrody nikt nie jest mi w stanie odebrać. Martwi mnie tylko to, że większość ludzi wartości tego terenu nie dostrzega. Wejdzie ktoś do lasu, depcze wszystko w drodze po borowika, na pajęczyny ponarzeka, kleszczami się pomartwi i tyle. To cały świat, który zobaczył, a tak naprawdę żyjemy w otoczeniu cudownej, kolorowej przyrody.
To była trudna sytuacja – straciłem możliwość pracy w zawodzie leśnika, odszedłem z wilczym biletem, z dnia na dzień. Z bólem serca musiałem zrobić grubą krechę i zacząć wszystko od nowa. Przez cztery lata byłem bez pracy.
Reklama
Czułem się fatalnie, bo miałem zablokowane wszystkie możliwości zatrudnienia w zawodzie. W tej sprawie, w której zachowałem się uczciwie, pracę stracił też generalny dyrektor Lasów Państwowych. I to on, po powrocie do LP, załatwił mi ten wilczy bilet.
Przez te cztery lata więc współpracowałem z żoną w aptece. Ona opłacała moje składki, ale ja nie pobierałem pensji.
Było to możliwe, ponieważ do starostwa nie sięgały „leśne macki”. Pomocną dłoń wyciągnął do mnie, nieżyjący już, Romuald Duszara - do dzisiaj zachowuję go w życzliwej pamięci. Moja rola w urzędzie polegała na „łapaniu” wszystkich spraw pod względem organizacyjno–prawnym. I tyle.
Reklama
Jednak przepracowanie w lasach 25 lat, od leśniczego do spraw łąkowo–rolnych, przez głównego inżyniera i wydział kontroli w RDLP, po zastępcę nadleśniczego i zajmowanie się tam trudnymi sprawami dało mi spore doświadczenie administracyjno-prawne, a to właśnie jest niezbędne przy sprawowaniu funkcji sekretarza.
W gminach dziś jest wójt, a nie ma zarządu i tak jest lepiej. Wójt stał się niezależny i za decyzje odpowiada sam. Nie zarząd, który kiwał głową raz na jakiś czas. Żałuję, że powiat tylko z nazwy jest szczeblem samorządu, bo tak naprawdę odbywa się tam zarządzanie polityczne. Głosujemy na partię i ona wybiera swoje władze samorządowe i rządzi. A sekretarz z mocy ustaw ma stać na straży apolityczności działania urzędu. Sekretarze wszystkich szczebli mają ustawowy zakaz przynależności do partii politycznych i moim zdaniem jest to prawidłowe rozwiązanie.
Reklama
Co ja mam, biedny robaczek, powiedzieć? Konstrukcja tego samorządu jest taka, że zwycięzcy próbują wprowadzać swoje zmiany. Na szczęście sekretarz nie jest powoływany przez radę, ale na zasadach zwykłej umowy o pracę i zmiana na tym stanowisku odbywa się nie z przyczyn zachcianek politycznych lecz według prawa zawartego w prawie pracy. Takie rozwiązanie prawne chroni przed zakusami polityków, którzy chcą dobrać się do tego stanowiska, szczególnie w okresie zmiany władzy.
Lekko nie było, ale dziś z podniesioną głową odchodzę na emeryturę.
Reklama
Taka jest rola człowieka, który zarządza 100 osobami. Na pewno nie jestem cholerykiem. Przez te 12 lat w starostwie uczyłem urzędników, że nie ważne, kto jest na korytarzu – babcia w kapciach, rolnik w gumofilcach, ktoś zmarznięty czy uśmiechnięty. Jeśli czujesz, że jest w tym wielkim budynku zagubiony, to podejdź i zapytaj „w czym pomóc?”. Z początku dziwnie na mnie patrzono, ale z czasem pracownicy zaczęli o to pytać. Prywatnie też staram się ludziom pomagać. Nigdy nie chcę niczego w zamian.
To była dla mnie największa niespodzianka ostatnich lat. Gdy wyczytano moje nazwisko myślałem, że się przesłyszałem i nie bardzo kwapiłem się, żeby to wyróżnienie odbierać. Zwłaszcza, że byłem ubrany na sportowo, niestosownie do okoliczności. Cóż, każdy ma w sobie trochę próżności, stąd miło mi było.
Reklama
Panie Łukaszu, wraz z liczbą medali mój kalendarz życia rośnie. To normalne, że gdy człowiek próbuje robić coś więcej niż standardowo, to prędzej czy później ktoś to zauważy, powie dobre słowo, zaprosi na spotkanie. To też nagroda, to nie musi być medal.
Zakrzewo nie jest już tak zamknięte jak kiedyś, żyje tu coraz więcej osób z zewnątrz, np. ze Złotowa i one też mają głos. Po wyborze do rady wyszedłem z propozycją modernizacji terenu wokół ośrodka zdrowia, po czym wieszano na mnie i na wójcie psy. A dziś nowożeńcy i dzieci idące do komunii świętej robią sobie zdjęcia przed tą fontanną. Potrzeba było czasu, by ludzie ten pomysł zaakceptowali.
Czas zabrać się za ogrzewanie domów. Zakrzewo zmienia się w miasteczko, nie powinniśmy już palić w każdym domu czym popadnie i zanieczyszczać atmosfery. Powinniśmy pomyśleć np. o ogrzewaniu gazem, do czego są już delikatne przymiarki. Bardzo łatwo jest zrobić kawałek chodnika, a tutaj trzeba najpierw przekonać ludzi. To samo z nową kwaterą pod cmentarz. Jestem jednak spokojnym człowiekiem i podejmę się tych zadań. W wyborach na pewno wystartuję.
Wciąż poluję, choć robię to bardzo rozważnie. Nie interesuje mnie polowanie na ilość, na efekt. Jak chcę powalczyć z dzikiem, to robię to z ziemi. Idę na wprost niego i albo wygra jeden, albo drugi. A dzik ma bardzo wyostrzony węch... Szukam adrenaliny, ale prywatnie. Po 47 lat pracy zawodowej powiedziałem „dość”. Kapitał, który odłożyłem na koncie emerytalnym już mi wystarczy, jeszcze dzieciom i wnukom pomogę.
W jedną z najwspanialszych miejscowości, z cudownymi ludźmi. Oni też się sprzeczają i kłócą, ale wystarczy jedno porządne hasło i już są razem.
Trzeba zrobić. Bo samo się nie zrobi. Pokochałem to podejście, dlatego z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Zakrzewo to moje życie.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Andrzej ,może parę zdań o historii sprzed 1980 roku? To jest ciekawe!!
W Zakrzewie pracowałem w latach 1977 -1981.Wspaniali ludzie!
Andrzej ,może parę zdań o historii sprzed 1980 roku? To jest ciekawe!!
W Zakrzewie pracowałem w latach 1977 -1981.Wspaniali ludzie!