Reklama

Żal po Mrocznych Cieniach

05/10/2012 09:52
Nie wiem czy z czystym sumieniem mogłabym polecić ten film. Jestem nim głęboko rozczarowana... Nie pomogły nawet nasze złotowskie makramy

Jestem zła. Nie, jestem wściekła. Mamy wszystko co powinno skazać ten film na okrutny sukces. Johnny Depp, Helena Bonham Carter, reżyser Tim Burton, czego chcieć więcej ? A jednak okazało się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Reżyser pewnie byłby zadowolony z takiego porównania, w końcu śmierć, zgnilizna i potworki nie są mu obce, niestety nie ma powodu do radości. Kiepska, oklepana fabuła, zero akcji, ani większego sensu... czy mam wymieniać dalej ? Jedynym pozytywnym akcentem jest fakt, że Tim Burton uparcie trwa przy swoim meksykańskim uwielbieniu śmierci, przy trupio bladych twarzach z wyraźnie zaznaczonymi konturami, no i wielkimi, okrągłymi oczami. No tak, są jeszcze nierozłączni towarzysze dzielący najwyraźniej zamiłowanie do tego typu opowiastek, Deep i partnerka reżysera, Bonham Carter.

[[reklama]]

Mamy rok 1752. Rodzina Collinsów w poszukiwaniu lepszego życia przypływa do Ameryki, gdzie na jednym z wybrzeży udaje jej się stworzyć prawdziwe imperium rybactwa. Wkrótce rodzina staje się największym potentatem w okolicy, dzięki niej powstaje nowe miasto, port u wybrzeży wód również nosi ich nazwisko. Życie wydaje się idealne, bowiem pomimo bogactw dla trójosobowej rodziny wciąż najważniejsza jest wzajemna miłość i poszanowanie. To dzięki wpajanym od najmłodszych lat Barnabas (Depp) do końca życia najmocniej miłuje rodzinę i to jej bronić będzie z całych sił. Niestety, nie wszystkim jest w smak zbyt widoczne szczęście Collinsów. Angelique, kobieta z ubogich sfer, już od najmłodszych lat aspirująca do życia pełnego luksusu, knuje spisek przeciwko nim. Sposobem na dojście do odpowiedniego poziomu okazała się „miłość” do Barnabasa. Kiedy ten po upojnych nocach w końcu odrzuca jej zaloty, kobieta postanawia zabić jego rodziców, a gdy dowiaduje się, że miłość swą ofiarował pięknej Josette, zabiła również i ją. Z rozpaczy mężczyzna rzuca się ze skały w otchłań oceanu... śmierć jednak nie dla niego była. Wiedźma Angelique rzuciła na niego klątwę i tak o to przystojny Barnabas przemienił się w wampira, który do końca swoich dni miał czuć niewyobrażalny ból i tęsknotę. W końcu kobieta zakopuje mężczyznę w żelaznej trumnie, w której mija mu 200 lat.

Wtem akcja filmu przenosi nas do lat "70. Te same okolice i nawet okazały dom Collinsów wciąż poraża swym przepychem. Widzimy młodą dziewczynę Victorię, która wkracza w progi pałacu jako guwernantka Dawida, najmłodszego i ostatniego z rodu. Oczywiście jest to ta sama aktorka grająca wcześniej ukochaną Barnabasa, nietrudno więc domyślić się jaką rolę przyjdzie jej w dalszej części filmu odegrać. Nie zaskakuje również fakt, że rodzina jest na skraju bankructwa i wciąż nawiedzana jest przez klątwę sprzed dwóch stuleci - wszystkie kobiety kończą „na herbatce z tuńczykami”. Kiedy przypadkiem trumna z dorosłym Collinsem zostaje odkopana, zdezorientowany wampir próbuje ratować honor swojego rodu. Przywraca blask posiadłości, stawia na nogi fabrykę puszek rybnych, na ocean znów wypływają kutry rybackie. Znów się zakochuje, w guwernantce widząc swoją utraconą lata temu miłość i … w tym momencie znów pojawia się wiedźma Angelique, która przez dwa stulecia zdążyła zrujnować Collinsów, a sama stać się kobietą sukcesu. Stara miłość jednak nie rdzewieje i kiedy dowiaduje się o powstałym z martwych ukochanym, na nowo próbuje go dla siebie pozyskać. Koniec końców czarownica umiera i choć Victoria z rozpaczy, że jej ukochany jest nie z tego świata, rzuca się ze skały... i tak wszystko kończy się happy endem. Barnabas gryzie lubą i oboje od tej chwili żyć będą sobie szczęśliwi, chłepcząc krew innych ludzi. Nic to jednak, czego się w końcu nie robi dla miłości ?

Temat jakże w obecnych czasach pociągający – wampiry, eteryczne kochanki pragnące zamienić się w te same krwiożercze istoty co ich trupio bladzi mężczyźni. Nie wiem tylko czemu miał służyć ten film. Czy Burton zamierzał przełamać ów zachwyt i wydawało mu się, że groteska w połączeniu z wampirami i wilkołakami (o tak, ten motyw również się pojawił) będzie lekiem na całe zło ? Jedyny moment gdzie wytężyłam swoją uwagę była scena z makramami Jolanty Surmy, złotowianki.

Powstrzymam się już od komentarza od niezbyt trafnie dopracowanych scen z rzygającą zieloną fontanną wiedźmą i nastolatką o owłosionych, wykrzywionych nogach. Naprawdę mi żal. Będę musiała długo leczyć się z tak złego wrażenia po Mrocznych Cieniach – szkoda Timie Burtonie.

Agnieszka Piec

Poniżej trailer filmu :


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości