Niemal trzydzieści pięć lat na boisku, setki strzelonych bramek. Był również trenerem Włókniarza Okonek. Nadszedł moment, że trzeba definitywnie pożegnać się z piłką
- Pamiętam, że pierwsze trampokorki o rozmiarze 1 założyłem w wieku ośmiu lat. Zadebiutowałem w meczu Włókniarza z Polonezem Warszawa w Jastrowiu, oni byli tam na obozie. Przegraliśmy wówczas 4:1 – wspomina wydarzenia z 1978 roku Zbigniew Żerko. Mając dwanaście lat grał w pierwszej drużynie juniorów, czternaście – seniorów. Ale wtedy były inne przepisy, dzisiaj w seniorach może grać dopiero szesnastolatek. Zbyszek grał zarówno w ataku jak i w pomocy, był jednym z najlepszych strzelców.
Niemal od początku – z małą przerwą na start w drużynie Zawiszy Bydgoszcz – u jego boku grał brat Jurek. Jako juniorzy zagrali w ataku w ekipie Polonii Chodzież, na 105 bramek strzelonych w sezonie przez tę drużynę niemal połowa była dziełem braci Żerków. Kiedy okonecki Włókniarz wszedł do tak zwanego makroregionu, wrócili do rodzinnego miasta. Zbyszek grał we Włókniarzu przez kilka lat, potem dwa lata w Orle Wałcz. W 1998 roku wyjechał do pracy w Niemczech. Nie zawiesił jednak piłkarskich butów na kołku, grał dwóch niemieckich czwartoligowych klubach. [[reklama]]
Do Okonka wrócił w 2006 roku, dwukrotnie był trenerem Włókniarza, mimo skończonych 36 lat grywał też w pierwszym składzie. W międzyczasie w Chodzieży koledzy założyli Stowarzyszenie Piłkarzy Oldboyów, z którymi często gra, ostatni raz w sierpniu na wygranym turnieju w Jastrowiu. Nie zamierza również zrezygnować z gry w jastrowskiej halówce. Na więcej niestety nie starczy mu już czasu.
W sobotę 3 września odbył się pożegnalny mecz Zbigniewa Żerko w drużynie Włókniarza Okonek. Od kolegów z drużyny otrzymał w prezencie „Jasia Wędrowniczka”, a od zarządu klubu wędkę.
Wędkarstwo jest tym hobby, któremu poświęca ostatnio najwięcej czasu. – Po całym tygodniu pracy przyjemnie jest posiedzieć z wędką nad wodą. Tego mi najbardziej dotychczas brakowało. Poza tym w kole terenowym w Okonku jest doskonała atmosfera, staram się uczestniczyć w każdych zawodach, mimo że jak na razie sukcesów wielkich nie osiągnąłem. No ale ja dopiero zaczynam – śmieje się najlepszy piłkarz wśród wędkarzy.
Kuba, syn Zbyszka, nie poszedł w ślady ojca, bardziej interesuje go siatkówka i bieganie, startował w ostatnim Półmaratonie Lipcowym w Okonku.
Z przejścia na piłkarską emeryturę najbardziej cieszy się chyba żona Ewa, mimo że przez cały okres jego kariery wspomagała go i motywowała. Z okazji czterdziestych urodzin, zrobiła mu w prezencie piękny album, w którym zamieszczone są zdjęcia od początku jego przygody z piłką aż po czas teraźniejszy. Są też wycinki z gazet, w tym kilka z „Aktualności Lokalnych”.
Ryszard Mikietyński fot. D. Kazimierczak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze