Reklama

Zaprotestowałem

28/08/2012 00:00
Obrażalski, unosi się honorem, sam przyznaje, że taki właśnie ma charakter. Uznał, że nie jest chciany, ale problemów nie stwarza, jedynie głośno mówi, co myśli. Potwierdza, że chodzi o brak polityki sportowej w gminie, ale też o pieniądze. - To był mój protest - argumentuje swoje decyzje. Z Markiem Bednarkiem rozmawia Piotr Steffen

Dlaczego nie jest Pan już animatorem na Orliku?
Był swego czasu konkurs, napłynęły na niego trzy oferty: Jędrzeja Redzimskiego, Rafała Bukowskiego i moja. Moja oferta nie spełniała wymogu formalnego, bo w złożonych dokumentach brakowało życiorysu. Nie ukrywam, że obraziłem się. Bo w gminie nie znają mojego życiorysu? Rozumiem, że formalność formalnością, ale bez przesady.

Wystarczyło uzupełnić dokumentację. Dlaczego nie doniósł Pan życiorysu?
Dopiero dzień przed upływem terminu powiadomiono mnie, że jest taka możliwość. To było niby podane na stronie internetowej, gdzie ogłoszony był konkurs, ale ja w internet nie zaglądam, nie wiedziałem o tym. Wyszedłem z założenia, że skoro ktoś gdzieś stwierdził, że na Orlika wpuszczamy młodych animatorów, to widocznie nie jestem tam potrzebny i chciany. Tak to odebrałem i dlatego, chociaż mogłem jeszcze wieczorem donieść ten dokument, odpuściłem.

Czyli nie do końca jakoś specjalnie Panu na tym zależało?
Nie. Po prostu, jak już powiedziałem, obraziłem się. Taki już jestem, taki mam charakter. Powiedzmy, że uniosłem się honorem.

[[reklama]]

Był sens się obrażać?
Myślę że tak, bo ktoś musi wreszcie zrozumieć, że zabawa z piłką nożną w takiej małej miejscowości to nie jest taka prosta sprawa. Dowodem tego jest fakt, że mija kolejny rok, a nic w tym względzie się nie ruszyło. A tyle było przecież deklaracji. Chciałem zostać z boku, obserwować. Gdyby wszystko wyszło, cieszyłbym się sukcesem innych i pewnie wcale nie byłoby naszej rozmowy. Sęk w tym, że nic nie wychodzi.

Kilka tygodni temu zamieściliśmy artykuł, w którym wypowiadał się m.in. Jędrzej Redzimski. Mówił, że jest grupa, z którą pracuje, są tam Pana byli juniorzy, są też starsi zawodnicy, których udało się namówić do powrotu do piłki. Może przesadza Pan z tym brakiem efektów?
To ja powiem o faktach. Żadnej drużyny nie zgłoszono na rozpoczynający się sezon do rozgrywek OZPN Piła. Owszem, było założenie, że ta starsza grupa nie będzie grała, że nie ma na to na razie pieniędzy, że czekamy na boisko itd. Ale przecież juniorzy mieli grać. A co jest? Nic nie ma. Wójt zwrócił się do mnie wczoraj i zapytał, czy jest jeszcze możliwość, żeby zgłosić zespół. W zasadzie już nie można, bo termin minął. Mówiłem, że do 15 lipca trzeba zadzwonić i zgłosić zespół, a do 15 sierpnia dokonać faktycznej rejestracji i sprawa byłaby załatwiona. Nie zrobiono tego. I to są fakty. Mało tego, ani juniorzy, ani też seniorzy nie zagrali żadnego sparingu. Owszem, rzeczywiście jest grupa, która trenuje na Orliku, są jakieś towarzyskie turnieje, ale to wszystko. W sensie ligowym nic nie ruszyło.

Dobrze mi się wydaje, że ma Pan żal do młodszego kolegi, który miał się tym zająć?
Do Jędrzeja nie mam żadnego żalu, bo zdaję sobie sprawę, że sam chłopak nie jest w stanie tego pociągnąć. Pretensje mam do polityki sportowej, jaka jest, a właściwie, jakiej nie ma w naszej gminie.

[[nowa_strona]]

To w jakim celu był Pan wczoraj u wójta?
Wójt namawia mnie, żebym wrócił do piłki.

Jest to możliwe?
Moja żona nie chce, a ja się zastanawiam. Jak przypomnę sobie to słynne zebranie sprzed kilku miesięcy, gdzie wiele dyskutowano nad organizacją sportu w naszej gminie, to już jest mi słabo. Z tego co wiem, mieliśmy rozmawiać nad reaktywacją piłki nożnej, tymczasem wysłuchiwałem, jak opowiadali o tym, że panie z kijkami chodzą naokoło nadleśnictwa. Jeśli chcemy rozmawiać o piłce nożnej, to niech przyjdą sympatycy tego sportu i wtedy można konkretnie dyskutować. Bo jest co zrobić w tym temacie. Trzeba reaktywować GTS, zebrać 20 ludzi, a tylu w gminie chyba by się znalazło, odtworzyć zarząd klubu, wybrać jego prezesa. Wychodzi na to, że to wszystko miał zrobić Jędrzej, ale okazało się, że to za wiele na jednego chłopaka, który ma jeszcze do tego zebrać drużynę i trenować zawodników. Tutaj potrzeba odgórnego wsparcia, pomysłu. Pomysłu, którego nie ma, dlatego moje odejście było protestem na politykę sportową w naszej gminie. Nie może być tak, że ja ciągle chodzę i proszę o pieniądze.

Z tego co pamiętam, celowo nikt nie rozmawiał na tym zebraniu o pieniądzach. Takie było założenie, że najpierw pokazujemy, że jest w ogóle grupa chętnych do gry, że jest na kogo dać w przyszłości fundusze, a wtedy można o nich faktycznie rozmawiać. Mówiąc krótko, najpierw inicjatywa, później kasa. Bogdan Pasternacki też wspominał niedawno na naszych łamach, że jak zaczynali z Orłem Scholastykowo to na pierwsze mecze jeździli rowerami.

Nie wiem, jak miało to wyglądać w założeniach innych, ale efekt jest taki, że zespół juniorów nie został zgłoszony do rozgrywek, a takie założenie było przyjęte. Coś poszło zatem nie tak, jak planowano.

Co konkretnie, wedle planów wójta, miałby Pan zrobić?

Współpracować w kwestii prowadzenia drużyny.

Ale której? Z tego co pamiętam, po wspomnianym przez Pana zebraniu ustalono, że dajecie sobie dwa, trzy sezony przerwy, czekacie na boisko, w przyszłości Jędrzej Redzimski pracuje z grupą seniorską, względnie z juniorami, a Pan zajmuje się najmłodszymi.
Trudno mówić jeszcze o szczegółach, bo to wszystko wciąż nie jest poukładane. Jeśli ma coś z tego wyjść, wszystko musi mieć ręce i nogi, a tak póki co nie jest.

Pytanie, czy Pan w ogóle chce wrócić? Bo cały czas mam wrażenie, że z jednej strony Pana nazwisko jest dzisiaj z lipkowską piłką najbardziej utożsamiane, ale jednocześnie nie jest Pan w tym środowisku pożądany, bo ciągle stwarza jakieś problemy.

Dlatego muszę to przemyśleć. A problemów nie stwarzam, tylko głośno mówię, co myślę. Taka już moja cecha, czego Jędrzej już pewnie nie zrobi, bo jest młodym, a przede wszystkim zupełnie innym człowiekiem.

Wracając do wspomnianego artykułu sprzed kilku tygodni – stanął Pan do zdjęcia z młodymi chłopcami. Podkreślał Pan wprawdzie, że nie jest to żadna zobowiązująca praca z tą grupą, ale jednak miał Pan wobec nich jakieś plany. Tymczasem z tego, co wiem, z tej grupy również Pan zrezygnował.
Nieprawda.

[[nowa_strona]]

Dostałem informację, że rodzice części tych chłopców wożą dzieci na treningi do Złotowa. Jeden z rodziców to potwierdził. Nie jest Panu szkoda, że kolejni potencjalni młodzi zawodnicy uciekają?
Zaskoczony jestem tym, co słyszę. Nie wiedziałem, że chłopcy gdzieś jeżdżą, przecież wyraźnie powiedziałem, że od września ponownie ruszamy z tą drużyną, bo zespół miał być zgłoszony do rozgrywek OZPN w kategorii wiekowej orlików. Poza tym takie wożenie nie przejdzie na dłuższą metę. Poczekajmy, jak zacznie się rok szkolny, przyjdzie zima, czy rodzicom będzie się chciało jeździć do Złotowa.

Na dzisiaj jest Pan bardziej na tak czy na nie względem propozycji wójta? Bo słucham Pana i ma odczucie, że ma Pan jednak chęć wrócić.
Kiedy słyszę dzisiaj, że jacyś chłopcy jeżdżą do Złotowa, szkoda mi ich i czasu, jaki wspólnie przepracowaliśmy. Będę namawiał ich rodziców do powrotu, bo od września, zgodnie z pierwotnym planem, mamy zagrać jako Sokół Lipka w rozgrywkach orlików OZPN Piła. Co do pracy z juniorami i seniorami... Jestem skłonny zadeklarować, że jeśli będą stworzone odpowiednie warunki, jeśli będzie drużyna, mam tu na myśli w pierwszej kolejności juniorów, to będę skłonny wrócić.

Jakie warunki? Rozumiem, że nie ma hali, mówi się, że w przyszłości może powstanie, ale póki co jest przynajmniej sala gimnastyczna. Jednak przede wszystkim jest też Orlik, obok niego rośnie już trawa na nowym boisku, więc warunki będziecie mieć jak nigdy dotąd. O co jeszcze chodzi? O pieniądze?
Oczywiście. Potrzeba większych pieniędzy na piłkę nożną. Na tak podstawowe sprawy jak kupienie strojów, po, nie ukrywam, wypłatę dla mnie. To są określone wydatki, to jest czas poświęcony w ciągu tygodnia, a przede wszystkim w weekendy, kiedy trzeba jeździć, a żona się denerwuje. Powiem wprost: będę otrzymywał 400 zł miesięcznie i możemy się porozumieć. To będzie jedynie równowartość zwrotu kosztów tej pracy, a nie zarobek. Kiedyś to było już dogadane, nawet funkcjonowało, ale w pewnym momencie radni przyznali na piłkę tak małe pieniądze, że tych środków zabrakło. Może wójtowi uda się przekonać radnych do ponownego zwiększenia finansów na piłkę.

Oczekuje Pan tego, że piłka nożna będzie w Lipce lepiej traktowana niż pozostałe dyscypliny?
Tu nie ma innych dyscyplin. Owszem, Przemek Bujacz robi z sukcesami siatkówkę z dziewczętami, zaszczepił w wielu z nich zapał do tej dyscypliny. Są też pasjonaci rowerów czy, mówiąc szerzej, rekreacji, ale co my w ogóle porównujemy? Nie mówię, że oni w ogóle nie mają dostawać pieniędzy. Sęk w tym, żeby ktoś wreszcie zrozumiał i rozgraniczył, że czym innym jest w naszej gminie rekreacja, czym innym sport uczniowski, a czymś zupełnie innym piłka nożna. I dlatego oczekuję, że gdy będą się odbywały kolejne spotkania na temat organizacji sportu w gminie, to piłce poświęcona będzie osobna dyskusja, bo to sport zupełnie innego kalibru. Tak było, jest i jeszcze długo pewnie będzie. Niech inne dyscypliny czy rekreacja sobie funkcjonują, ale niech te pieniądze na piłkę nożną będą jednak wyraźnie wydzielone. I nikt nikomu nie będzie wchodzić w paradę. Powinniśmy w tym względzie dorównać przynajmniej gminom Zakrzewo i Tarnówka.

Jakie zatem oczekiwania i plany na najbliższą przyszłość ?
Jeśli chodzi o najmłodszą grupę, mam nadzieję, że uda mi się ponownie wszystkich ściągnąć do naszych Orlików i w komplecie zaczniemy niebawem treningi, a drużyna będzie zgłoszona do rozgrywek orlików. Wracając do rozmów z wójtem – Przemysław Kurdzieko zaproponował mi wstępnie, że mam wrócić na starych zasadach. W najbliższych dniach podejmę decyzję. Jeśli będzie ona na tak, myślę, że wspólnie z Jędrzejem powinniśmy wejść w pracę z juniorami i seniorami. Niestety, stało się jak się stało i zespół juniorów nie został zarejestrowany na najbliższy sezon do żadnych rozgrywek. Jeśli jest w okolicy jakaś drużyna, która nie ma juniorów, a która zgłosiła drużynę w tej kategorii wiekowej, być może uda się połączyć zespoły i wejść jako para, po to, żeby chłopcy mieli w ogóle możliwość grania. W takim układzie ten sezon byłby jeszcze może do uratowania. Jeśli się nie uda, ale będą pieniądze na przyszły rok, wtedy od jesieni trzeba ruszyć przynajmniej ze sparingami. Dlatego nie ukrywam, że bardzo liczę na przyszłoroczny budżet. Niech rada gminy poważnie przemyśli, jak zająć czas młodym ludziom. Tak, żeby grali w naszych drużynach, a nie w innych zespołach całego powiatu.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama