Uczeń stracił przytomność podczas zajęć wychowania fizycznego w dziecięcej niecce pływalni. Zdarzenie miało miejsce w jej głębszej części.
Prawdopodobnie dostał napadu epileptycznego. U syna objawia się on nagłą utratą przytomności, nie ma drgawek
– opisywała krótko po zdarzeniu matka chłopca.
Nie było właściwej reakcji ze strony osób, które są przeszkolone w tym zakresie. Mój nieprzytomny syn dryfował na powierzchni. Nie może być tak, że dzieciak dryfuje, a ratownik tego nie widzi
– argumentowała zarzuty.
Chociażby po to, aby zapobiec ewentualnym podobnym zdarzeniom
– wyjaśniła, dlaczego zgłosiła sprawę na policję. Kobieta nie była świadkiem zdarzenia. Zarzuty oparła na podstawie tego, co wiedziała z relacji dzieci, które razem z jej synem były na basenie w czasie lekcji. Głównie chłopca – przyjaciela syna, który doholował go do brzegu.
Policja skierowała sprawę do prokuratury. Po kilku miesiącach postępowania, w piątek w złotowskiej Prokuraturze Rejonowej ratownikom przedstawiono zarzuty z art. 160 kodeksu karnego, mówiące o narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub doznania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Odbyły się przesłuchania. Osoby, którym przedstawiono zarzuty odmówiły składania wyjaśnień i zapoznały się z materiałami
– prokurator rejonowy Sebastian Drewicz mówi o obecnym etapie postępowania. Podczas zdarzenia na pływalni pilnowało dzieci kilka osób, ratownicy, a także instruktorzy–nauczyciele ze szkoły. Dlaczego zarzuty skierowano pod adresem akurat dwóch ratowników? [[pay]]
Czy w dalszej kolejności będą postawione następne zarzuty będzie już decyzją prokuratora, który prowadzi sprawę
– Sebastian Drewicz wyjaśnia, że prokurator zajmujący się postępowaniem najpierw chce poznać wersje wydarzeń przedstawione przez ratowników, którzy usłyszeli zarzuty w piątek. Ratownicy mają adwokata, na razie nie złożyli żadnych wyjaśnień.
Opieraliśmy się na zapisach monitoringu. Przesłuchane zostały też wszystkie osoby, które były na miejscu zdarzenia
– Sebastian Drewicz wyjaśnia, na podstawie czego dokonano dotychczasowych ustaleń.
Jeszcze w czerwcu dyrektor Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej Sławomir Wilowski wyjaśniał nam, że po zdarzeniu rozmawiał z ratownikami, analizował przebieg zdarzenia i jest przekonany, że ich postawa była jak najbardziej właściwa. Przyznał też, że podczas tej lekcji wychowania fizycznego ratowników nie było w tej części basenu.
Tam, gdzie jest rekreacyjna część i zjeżdżalnia było jednak aż pięcioro instruktorów, którzy obserwowali tę nieckę
– wyjaśniał. Jak dalej relacjonował, dwóch ratowników było w tym czasie przy dużej niecce.
Mieliśmy informację, że jedno z pływających w niej dzieci szczególnie trzeba chronić
– argumentował taki podział obowiązków między ratowników i instruktorów. Jak zapewniał, ratownicy nie mieli wiedzy o tym, że ze względu na dolegliwości zdrowotne dwunastolatka jemu również trzeba szczególnie się przyglądać.
Jeżeli dziecku coś dolega, powinniśmy o tym wiedzieć w pierwszej kolejności. Powinna nas powiadomić szkoła albo rodzice. Nie oczekujemy medycznych szczegółów. Wystarczy informacja, że na to dziecko trzeba zwrócić szczególną uwagę
– mówił dyrektor ZCAS. Miał jednocześnie wątpliwości, czy chłopiec ten powinien w ogóle wchodzić do wody.
Ja nie wiem, czy tutaj lekarz nie powinien zaopiniować, czy takie dziecko może i, ewentualnie w jaki sposób, korzystać z basenu. To jest bardzo istotne
– ocenił latem. W poniedziałek, poproszony o wypowiedź względem zarzutów postawionych ratownikom, nie chciał ich komentować dopóki sprawa jest w toku.
Podobnie stwierdził kierownik pływalni Laguna Tadeusz Drobczyński. Jak dowiedzieliśmy się w ostatnich dniach, pokłosiem zdarzenia jest bardziej szczegółowa treść zapisów, jakie w związku z organizacją zajęć dla szkół zawierane są między pływalnią a placówkami.
Po tym przypadku rzeczywiście podjęliśmy dodatkowe środki ostrożności
– kierownik Laguny przyznaje, że zapisy obligują wychowawców, opiekunów, nauczycieli do przekazywania informacji o stanie zdrowia dzieci, gdy wymagają one szczególnej opieki.
Warunki korzystania z pływalni przez grupy zorganizowane były wprowadzone już w ubiegłym roku. Szkoły nie chciały jednak tego wtedy podpisać. Nie wiem, dlaczego, być może obawiano się jakiejś odpowiedzialności. Kiedy miał miejsce ten przypadek postawiłem sobie za priorytet to, że takie warunki korzystania z basenu przez grupy zorganizowane będą wprowadzone. Jednostki, które korzystają z pływalni muszą się z tym zapoznać i podpisać takie dokumenty. Żeby opiekunowie byli świadomi swoich obowiązków. Zamysł tego był przede wszystkim taki, żeby informowano nas o każdym przypadku dzieci z dysfunkcjami zdrowotnymi, np. epilepsją, jak w tym przypadku, co będzie kazało nam zwrócić szczególną uwagę na takie dzieci. Wcześniej takiej informacji nie otrzymywaliśmy i z tego względu wszystkie dzieci traktowaliśmy jednakowo
– stwierdza kierownik.
Sprawa ma też drugi ciekawy wątek. Matka chłopca, który zauważył nieprzytomnego przyjaciela i doholował go do brzegu, dowiedziała się o ogólnopolskim konkursie „Mały bohater”, organizowanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zgłaszane w nim są dzieci, których postawa przyczyniła się do uratowania drugiej osoby. Karolina Megger zgłosiła syna, ale niedawno odebrała zwrotną informację, że organizatorzy zasięgnęli wiedzę od złotowskiej policji, wedle której zapis z monitoringu nie potwierdza jej relacji. W konkursowym zgłoszeniu miała więc przecenić rolę swojego syna w zdarzeniu w Lagunie.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez KPP w Złotowie zapis kamer monitoringu nie potwierdził opisanego w formularzu przebiegu zdarzenia, w związku z czym poinformowali mnie, że konkursowe zgłoszenie nie może być pozytywnie zweryfikowane. Napisałam w nim jedynie, że chłopak zemdlał, że jego ciało dryfowało na powierzchni, że ratowników nie było w tej części pływalni i to Marcel dociągnął kolegę do brzegu, jakieś 3–4 metry. Napisałam też, że sprawdził tętno, zdjął okulary, upewnił się, czy oddycha i zawołał nauczyciela, który gwizdkiem nawoływał ratowników. Tak było. Dlatego gdy przyszła odpowiedź z ministerstwa skonsultowałam sprawę z prokuratorem, który prowadzi sprawę. Podkreślił, że nie jest wprawdzie stroną, ale w jego ocenie nie skłamałam w zgłoszeniu
Reklama
– mówi kobieta. Karolina Megger udała się po wyjaśnienia do komendanta złotowskiej policji.
Rzecznik prasowy KPP w Złotowie wyjaśnił nam w ostatnich dniach, że do takiej sytuacji rzeczywiście doszło, gdyż pierwotnie przekazywał do MSWiA informacje jedynie w oparciu o relacje policjantów, którzy w swoich notatkach nie skupili się na fakcie ratowania życia przez chłopca, bo nie to było przedmiotem postępowania. Żeby jednak organizatorzy konkursu sami mogli ocenić, jak faktycznie wyglądało zajście w Lagunie i jaki udział w wyciągnięciu chłopca z wody miał jego kolega, z policji przesłano do MSWiA zapis wideo zarejestrowany przez monitoring.
O przebiegu sprawy będziemy informować na łamach AL.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
słyszałem, że przy chłopaku stało kilku nauczycieli i moim zdaniem to im należałoby się dobrać do tyłków
Za opiekę nad uczniami podczas zajęć szkolnych odpowiada przede wszystkim nauczyciel. Na lekcjach wf-u często jest tak, że tzw.opiekunowie zajmują się ploteczkami, rozmowami telefonicznymi, przesiadywaniem w kantorku, piciem kawki i uzupełnianiem dokumentacji, którą powinni uzupełniać poza lekcjami. Całe to beztroskie, pozbawione wyobraźni i odpowiedzialności, podejście do zajęć sprawia, że nasze dzieci niestety nie sa bezpieczne. Jak dochodzi do wypadku, to zwykle (głównie w interesie szkoły) poszukuje się winnych gdzie indziej, tylko nie wśród nauczycieli. Ten artykuł jest tego przykładem. Przy płytkim basenie, tam gdzie był chłopak z epilepsją, stało aż czterech nauczycieli (!), którzy powinni wiedzieć, że dziecko jest chore, a ratownicy (było ich dwóch) pilnowali dzieci, które uczyły się pływać na głębokim basenie, w tej grupie było dziecko z problemami, zgłoszone ratownikom.
Bzdury kompletne zASLABNAC MOZE KAZDY moze batonie kazdy przed wejsciem do wody na kasie powie jakie ma dolegliwosci,wtedy bedzie szczegolnie obserwowany.
rr tylko sami swoi ciężko chorzy się znają i wiedzą co i gdzie
Nabijaja sie z ludzi a jak przyjdzie jakis ala mafiozo to leca z reka z 10metrów.zenada.
Ratownik nie jest od nauki pływynia.
Ratownicy są zajęci nabijaniem się z ludzi. Poszedłem z synkiem na basen a te chamy stali i nabijali się ze mnie bo gruby.
Coś zły ostatnio ma czas złotowski basen i nie tylko, szkoda gadać.
No wreszcie ktoś im się do dupy dobrze. Wogóle jak to jest możliwe że ratownicy z zarzutami dalej "ratują"Masakra
Musi dojść do tragedii aby ratownicy byli ratownikami. Dzisiaj stoją na baczność. Czy trzeba takich zajść aby ratownik wiedział po co tam jest? Teraz stoją na baczność! I wreszcie 1 instruktor na 15 uczniów
zapisz siędo programu Ewy na tvnie, albo jakiś inny dla cieżko chorych
Oni nie znają pojęcia kim jest ratownik. Obcinka ładnych kobiet, nabijanie się z tych plus size. Dlatego nie chodzę na złotowski basen. Wiele do życzenia pozostawiają zdjęcia ratownika na instagram w czasie z sreduchem z dłoni na dządrach
To po której stronie jest wina, rozstrzygnie sąd, a nie my w komentarzach. Błąd na pewno pełniły wszystkie strony, jeżeli ratownicy nie byli poinformowani o danej chorobie dziecka.
Oj ratownicy dali popis! I to jaki! Dyrekcja szkoły jak i nauczyciele wiedzą że dziecko jest chore...
Dziecko z epilepsją może uczestniczyć w takich zajeciach? Nauczyciel nie powinien poinformować przed zajęciami że w grupie są dzieci na które szczególnie trzeba zwracać uwagę? Ratownicy dali d ale nauczyciel i matka też...
Mam nadzieję, że ie chodzi o Pawła W i Kamila M .....
A niech im dowalą, ja od dziecka chciałam umieć pływać, to jak jeździliśmy na basen ze szkoły to jeden ratownik cały czas krzyczal, przez co ja bałam się zawsze pływać i do dnia dzisiejszego nie umiem, przez jednego ....... Co tylko krzyczec umiał a nie uczyć pływać i ratować. Cwaniaczek taki.
słyszałem, że przy chłopaku stało kilku nauczycieli i moim zdaniem to im należałoby się dobrać do tyłków
Za opiekę nad uczniami podczas zajęć szkolnych odpowiada przede wszystkim nauczyciel. Na lekcjach wf-u często jest tak, że tzw.opiekunowie zajmują się ploteczkami, rozmowami telefonicznymi, przesiadywaniem w kantorku, piciem kawki i uzupełnianiem dokumentacji, którą powinni uzupełniać poza lekcjami. Całe to beztroskie, pozbawione wyobraźni i odpowiedzialności, podejście do zajęć sprawia, że nasze dzieci niestety nie sa bezpieczne. Jak dochodzi do wypadku, to zwykle (głównie w interesie szkoły) poszukuje się winnych gdzie indziej, tylko nie wśród nauczycieli. Ten artykuł jest tego przykładem. Przy płytkim basenie, tam gdzie był chłopak z epilepsją, stało aż czterech nauczycieli (!), którzy powinni wiedzieć, że dziecko jest chore, a ratownicy (było ich dwóch) pilnowali dzieci, które uczyły się pływać na głębokim basenie, w tej grupie było dziecko z problemami, zgłoszone ratownikom.
Bzdury kompletne zASLABNAC MOZE KAZDY moze batonie kazdy przed wejsciem do wody na kasie powie jakie ma dolegliwosci,wtedy bedzie szczegolnie obserwowany.