Pierwsza z nich - najświętsza: Zgoda buduje, niezgoda rujnuje - przypomina seniorka rodu, pani Irena. To gwarant harmonii w domu Brzezińskich
- Babcia przypomina o tym co najmniej raz dziennie - uśmiecha się Joanna Gemza. Jej mama Lilla Brzezińska potwierdza. Pani Irena każdego dnia budzi się z tą maksymą w sercu, każdej nocy też układa się z nią do snu. Powtarza, przypomina, najmłodszych poucza... - Zgoda jest najważniejsza - swój cel osiąga. Informacja w ciągu godziny zasłyszana trzy razy odciska się w głowie. I w sercu.
Za cicho
Kolejne słowo klucz w wielopokoleniowej rodzinie Brzezińskich z Buntowa to szacunek. - Młodszy musi się z nim odnosić do starszego, starszy do młodszego - receptę na unikanie waśni zdradza pani Lilla. Obok szacunku obowiązkowo stać muszą zaufanie i tolerancja. Tradycja rodzinna, owszem, również jest spoiwem, żaden obyczaj nie zatrzyma jednak w domu młodego człowieka, który pragnie wolności.
[[reklama]]
- Cieszę się, że córka Joanna z zięciem Mateuszem chcą z nami mieszkać. Wiem, że kiedy idziemy do pracy teściowie są pod dobrą opieką, a dom jest przypilnowany. Często odwiedza nas syn z rodziną oraz druga córka. Czasem brakuje miejsca do spania i trzeba spać na podłodze, ale ważne, że jesteśmy wszyscy razem - opowiada pani Lilla. - Samemu nie jest dobrze - pani Irena jest tego pewna. Pozostali domownicy również - życie w trzypokoleniowej, a wcześniej w czteropokoleniowej rodzinie absolutnie ich nie męczy. Brzezińscy oparli się trendowi, według którego zdecydowana większość młodych ludzi, jeśli tylko ma taką możliwość, ucieka z rodzinnych domów na swoje.
[[reklama]]
Akcja: plakat
Życie pod jednym dachem nie oznacza kolektywu...
To tylko fragment artykułu Patrycji koplin z AL 09/2014, s. 17
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze