Reklama

Zawsze marzyłam o Afryce - przygody radawniczanki

08/06/2018 18:00
Jako wolontariuszka budowała kaplicę w slumsach w Zambii oraz uczyła niemieckiego w Maroku. Magdalenę Szot o jej przygodę na Czarnym Lądzie pyta Tomasz Guhs

Z niewielkiej Radawnicy ruszyłaś w świat. Jak to się stało, że trafiłaś aż do Afryki?

Wyjechałam do Krakowa, gdzie studiowałam germanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach zdecydowałam, że nie chcę jeszcze podejmować pracy, więc na pół roku pojechałam do Niemiec. Tam pracowałam na to, żeby móc wyjechać do Afryki. Zawsze o tym marzyłam i uznałam, że to jest ten czas, póki jeszcze nie mam żadnych zobowiązań. Postanowiłam jechać na wolontariat, który sama opłacam. Są możliwości darmowego wyjazdu, np. wolontariat kościelny, ale trzeba tam przejść specjalną procedurę kwalifikacyjną, po której wyjeżdża się przynajmniej na pół roku i głównym zadaniem jest głoszenie wiary. Ja chciałam pojechać na taki wolontariat, żeby móc komuś pomóc, ale też nie być przywiązaną do jednego miejsca i móc podróżować. Nie chciałam też mieć wyrzutów sumienia, że jakaś starsza pani dała organizacji swoje pieniądze, żebym mogła pojechać do Afryki, a ja wieczorem wyjdę ze znajomymi na piwo. Dlatego zapłaciłam za to sama i pojechałam do Zambii poprzez szkołę przedsiębiorców ASBIRO. Poleciałam tam w lutym 2016 r. i zostałam dwa miesiące. Towarzyszyli mi inni wolontariusze z Polski, których poznałam dopiero w drodze do Lusaki, stolicy Zambii.

Reklama

Sklep z butami w slumsach

Czym się tam zajmowałaś?

Według planu mieliśmy pracować w przedszkolu prowadzonym przez misjonarza w slumsach pod Lusaką. Na miejscu okazało się, że to niemożliwe, bo pojawiły się komplikacje związane z tym, że lokalna ludność odprawiała pod tym przedszkolem egzorcyzmy. Misjonarz nie chciał, żebyśmy byli w to zamieszani, choć nasz dom był połączony z budynkiem przedszkola. Znalazł nam alternatywne zajęcie - remontowaliśmy kaplicę. Pracowaliśmy od poniedziałku do soboty po 8 - 9 godzin. Nauczyłam się wielu rzeczy, np. kładzenia płytek. Wszystko było utrudnione ze względu na problemy z zakupem dobrych materiałów i narzędzi. Nie tyle, że ich nie było, ale były dla nas zbyt drogie. Jakość naszych usług może nie była najwyższa, ale lokalna ludność była zachwycona. Było super.

Reklama

Mieszkałaś w slumsach. Nie brzmi to zachęcająco. Jak tam wyglądało?


Pozostało jeszcze 87% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Byliśmy zakwaterowani na terenie parafii, w której znajdował się kościół, przedszkole i nasz dom. Ten dom był naprawdę na poziomie. Wybudowali go także polscy wolontariusze. Były za to ograniczenia w dostępie do prądu i wody, z których mogliśmy korzystać tylko przez kilka godzin dziennie. Rano np. nie można było się napić herbaty, bo nie było prądu. Wieczorem zdarzało się, że w trakcie brania prysznica zabrakło wody. Parafia odgrodzona była dużym murem, który dawał poczucie bezpieczeństwa.

Reklama

A świat poza murem?

Często wychodziłam i spotykałam bardzo otwartych ludzi. Nagminnie byłam proszona, żeby robić sobie z nimi zdjęcia. Zdarzyło się nawet tak, że pewne kobiety kilka dni później spotkały mnie ponownie i prosiły, żebym dała im to zdjęcie, choć przeważnie najbardziej interesował ich sam fakt zrobienia zdjęcia, a potem nie chcieli nawet zobaczyć jak wyszło. Na większe zakupy jeździliśmy do stolicy, ale te drobniejsze robiliśmy w slumsach. Odwiedzaliśmy też bary, które tętniły życiem. Zdarzało się, że po wyjściu za bramę parafii najpierw podłączało się do nas jedno dziecko, a potem zbiegało się ich już 20-30. Byliśmy dla nich wielką atrakcją. Mimo tego, że nie jestem typową blondynką, to chcieli dotykać moich włosów i skóry, bo dla nich byłam egzotyczna. Po tym wyjeździe zmieniło się moje wyobrażenie o Afryce. Często mamy przed oczami obraz wychudzonych i nagich dzieci. Oczywiście faktycznie też nie są bogaci, ale nikt tam nie umierał na ulicy. Potrafią się cieszyć życiem. Codziennie idąc spać słyszałam odgłosy imprezy, która trwała do momentu aż nie odłączono prądu. Czasem miałam wrażenie, że my z Europy przyjeżdżamy do Afryki i chcemy na siłę im pomagać i przywieźć im cywilizację, a oni się nie przejmują tym, jak żyją, nie jest im źle. Dla nas może się wydawać, że żyją w fatalnych warunkach, a oni, skoro nie znają niczego innego, to też nie mają jakichś wielkich oczekiwań. W miejscu, w którym byłam, ludzie nie żyli w lepiankach tylko w skromnych, murowanych domach. Najczęściej nie mają toalety i dostępu do wody, więc każdy rano szedł do wielkiego zbiornika, zbudowanego za pieniądze Unii Europejskiej, i w beczkach niósł wodę do domu. Na drogach z kolei był asfalt. Może dlatego, że byłam akurat blisko stolicy. Oczywiście poznałam malutką cześć Afryki i nie można generalizować, bo być może w innych krajach Czarnego Lądu wiedzie się ludziom gorzej.

Reklama

W drodze na Saharę

Na wyjeździe do Zambii nie zakończyła się Twoja przygoda z wolontariatem...

Tak, potem byłam jeszcze w Czechach i Maroku. Traktowałam wolontariat nie tylko jako pomoc innym, ale także sposób na rozwój osobisty. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że chciałam ratować świat, bo wiem, że to niemożliwe. Kiedyś  w to wierzyłam, ale wolontariat nauczył mnie pokory. Za naszą południową granicą wylądowałam w mniejszej miejscowości niedaleko Brna. Byłam tam aż rok. Pracowałam w centrum rodziny. Moim zadaniem było m.in. opiekowanie się dziećmi w żłobku, dzięki czemu doszłam do wniosku, że praca z dziećmi to nie jest coś, co lubię i czym chciałabym się zajmować w przyszłości. Także pod tym względem to cenne doświadczenie. Uczyłam też języka niemieckiego w szkole podstawowej i średniej oraz prywatnie. Byłam zaangażowana w organizację festynów i różnego rodzaju inicjatyw skierowanych do mam z dziećmi. Miałam wrażenie, że trochę się tam marnuję i nie wykorzystuję całego swojego potencjału. Miałam mnóstwo pomysłów, ale lokalna ludność nie była tym zainteresowana. Wolontariat często  rozczarowuje, bo nie zawsze jest tak, jakby się tego sobie życzyło. Podobała mi się natomiast otwartość Czechów. Poznałam wielu fajnych ludzi, którzy zawsze chętnie mi pomagali. Z wieloma z nich, także z wolontariuszami z innych krajów, mam kontakt do dzisiaj. Nauczyłam się trochę czeskiego i mogę się nim już swobodnie porozumiewać.

Reklama

Później wróciłaś do Afryki, tym razem północnej.

Tak, to był miesiąc w Maroku. Była to moja pierwsza samotna wyprawa, bo wybierałam się tam z Niemiec sama. Dopiero później przekonałam się, że będąc w podróży nigdy nie jest się samemu. Płaciłam właściwie tylko za bilet, a na miejscu, w zamian za pracę, otrzymywałam mieszkanie i wyżywienie. Pracowałam tam w mniejszej miejscowości w szkole językowej. Pojechałam z ambicją, że zgermanizuję Maroko, ale się nie udało. Z zainteresowaniem zajęciami bywało różnie. Zdarzało się, że nikt nie przychodził. Ogólnie jednak było pozytywnie. Trzy tygodnie uczyłam, a potem tydzień podróżowałam. Zobaczyłam Saharę, Agadir, Marakesz.

Nie bałaś się samotnie wkroczyć w świat islamu? Odczułaś różnice kulturowe?

Znowu jako biała kobieta wzbudzałam szczególne zainteresowanie. Wprawdzie nikt nie próbował mnie dotykać, ale czułam się niezręcznie pod uważnym wzrokiem grup mężczyzn, przesiadujących przy ulicach. Pierwszy raz jak szłam sama do mojej szkoły, to myślałam, że ucieknę. Potem przyzwyczaiłam się do tego i znowu muszę przyznać, że większość ludzi była bardzo miła. W mojej miejscowości w kawiarni trudno było spotkać kobietę. Ja się z tego wyłamywałam, ale nie czułam, żeby to jakoś szczególnie przeszkadzało tubylcom. Nie do końca odpowiadało mi jedynie mieszkanie z właścicielką szkoły, która bardzo nas pilnowała i jak na osobę goszczącą wolontariuszy była mało tolerancyjna. Krzywo patrzyła na to, że wychodzę na kawę z moimi uczniami, z których większość to byli mężczyźni. Ja zaś, nie mając zbyt wielu godzin zajęć, postanowiłam, że z nimi właśnie będę poznawać Maroko. Młoda generacja jest tam bardziej otwarta na inne kultury, choć oczywiście też regularnie chodzi do meczetów. Zapytani o to, co by zrobili, gdyby wiedzieli, że niedługo nastąpi koniec świata odpowiedzieli, że udaliby się właśnie na modlitwę do świątyni. Bardzo zaimponowała mi ich odpowiedź, która świadczyła o ich głębokiej wierze.

Reklama

Dzieci w Zambii często towarzyszyły Magdzie, która jako Europejka budziła ich szczególne zainteresowanie

Czy kiedykolwiek w Zambii lub Maroku czułaś się niebezpiecznie?

Nie było takiej sytuacji. Nie przydarzyło mi się nic bardziej strasznego niż to, co mogłoby mnie spotkać u nas. Wydaje mi się, że boimy się tego siedząc w Europie, a u nich też jest normalnie. Nie jest tak, że na każdym kroku czyha tam niebezpieczeństwo. Warto podróżować, żeby się o tym przekonać. Też miałam takie obawy odnośnie Maroka, ale było cudownie.

Oprócz wolontariatu wiele podróżujesz po Europie. Nie miałaś nigdy ochoty gdzieś zostać na stałe, opuścić Polskę?

Fajnie jest jechać na wolontariat, ale też fajnie jest z niego wracać. W Afryce po dłuższym pobycie miałam już kryzys. Ci ludzie wołający ciągle o pieniądze tylko dlatego, że jestem biała, irytowali mnie. W Maroku, choć było super, po miesiącu też z chęcią wróciłam do Polski. Wcześniej sporo podróżowałam i wrażenie zrobiły na mnie Włochy, Portugalia, Barcelona, Londyn, Bruksela i wiele innych miejsc, ale nie chciałabym tam mieszkać. Bardzo dobrze czułam się w Niemczech, gdzie jeździłam do pracy i przez rok studiowałam. Podoba mi się ich porządek. Zastanawiałam się, czy tam nie zostać. Wróciłam jednak do Polski, bo miałam dosyć kontaktów z rodziną i znajomymi przez Skype i Facebook. Teraz kiedy jestem w Krakowie zastanawiam się jednak, czy wtedy te kontakty nie były intensywniejsze, bo okazuje się, że na miejscu wszyscy są zabiegani i nie mają czasu, żeby się spotkać, gdzieś razem wyjść. Nie wykluczam tego, że jeszcze gdzieś wybędę. Póki co myślę o kolejnym wolontariacie, na który pewnie przeznaczę swój urlop. Obecnie pracuję w korporacyjnym biurze firmy Shell, gdzie jestem odpowiedzialna za obsługę klienta niemieckojęzycznego. Póki co praca podoba mi się, ale tęskni mi się już za wojażami. Świat stoi przede mną otworem, więc ufam, że zachwycę się jeszcze nie raz jego pięknem w różnych zakątkach globu.

Reklama

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Z - niezalogowany 2018-06-09 08:36:02

    Znowu błąd w tytule „radawniczanki” powinno być. Ktoś to czyta przed publikacją? Nie ma dnia, żeby błędu w artykułach nie było, a czytam tylko niektóre z udostępnionych...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Miły spostrzegawczy - niezalogowany 2018-06-09 06:54:30

    Po studiach zdecydowałam, że nie chcę jeszcze podejmować pracy, więc na pół roku pojechałam do Niemiec. Tam pracowałam . Czy 2y to tez widzicie i czytacie. NIE LUBIĘ PIĆ MLEKA WYPIŁAM MLEKO. redaktor 1 klasa OHP

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Amor - niezalogowany 2018-06-09 00:08:54

    Brawo i jeszcze raz brawo!!! Godny pochwały jest również fakt, że nie pojechała Pani głosić wiary. Uważam, że misjonarze robią złą robotę narzucając gdzie się da katolicyzm, niszcząc przy okazji lokalne obyczaje. Czyż to nie piękne, że świat jest zróżnicowany?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości