Kolejny ligowy mecz koszykarze Kamy Złotów zaczęli od imponującej liczby... przewinień. Efekt był łatwy do przewidzenia
W niedzielę 16 stycznia Kama zmierzyła się w człuchowskiej Amatorskiej Lidze Koszykówki z miejscowymi Bykami. „Za nami jeden z najsłabszych meczów w historii. Za to, co pokazaliśmy wypada przeprosić kibiców, a sportową złość przenieść na kolejne spotkanie” - gorzko komentowali po meczu sami zainteresowani. Pierwsza kwarta szła Kamie bardzo dobrze…, jeżeli chodzi o zbieranie przewinień. Już w pierwszych 5 minutach zebrali ich tyle, że pora było sadzać graczy na ławkę. Byki w tym fragmencie gry, także nie imponowały skutecznością, ale przynajmniej nie zbierały fauli. Pierwsza kwarta zakończyła się wymownym wynikiem 14:4 dla gospodarzy.
Po przerwie, jakby coś drgnęło i Kama zbliżyła się do Byków na 4-6 pkt. Wtedy człuchowianie sięgnęli po czas i wszystko wróciło do normy. Złotowską ekipę niemiłosiernie nękał Grzegorz Skoczyk akcjami 2+1, a na „ławę” posadził połowę składu z jeleniem w logo.
- Dysproporcja w ilości przewinień w tym spotkaniu była irracjonalna - skomentował to wymownie kapitan złotowian, Mirosław Haraf. Efektem były porażki w każdej kolejnej odsłonie meczu, spadła pewność i skuteczność, a gra zespołu dosłownie się rozsypała. Waleczne jelenie próbowały coś zmienić, szukały różnych rozwiązań, a to nie zawsze wychodzi na dobre. Niestety w tym spotkaniu złotowianom nie wyszło. Na koncie zespołu, poza sporą ilością strat pojawiła się tylko jedna celna 3 i jedna zagrana kontra. Byki przyszły na spotkanie przygotowane i zrealizowały swój plan.
Złotowianom przyszło natomiast przełknąć gorzką pigułkę. Na szczęście sposobność do poprawy humoru pojawi się już w kolejnym spotkaniu, za tydzień. Finalnie Kamie udało się dograć spotkanie w piątkę, a mecz zakończył się wynikiem 69:41.
Na podst. Kama Złotów
Fot. A. Haraf
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze