Była okazja do tego, aby unowocześnić złotowskie kino. Z szansy nie skorzystano, bo, jak mówi dyrektor ZCAS-u, z własnej kieszeni należałoby dołożyć pół miliona złotych
Kiedyś kino Rodło odwiedzały setki ludzi na jednej projekcji. Pełna widownia, licząca blisko 400 miejsc, nie była rzadkością, i to nie tylko podczas seansów, na które wybierały się szkoły czy przedszkola. Dzisiaj kina w małych miastach i na prowincji żyją jednak innym rytmem, także to w Złotowie. Za sprawą internetu i coraz lepszej jakości domowych nośników kino trafia współcześnie do domu, a jeśli ktoś chce już obejrzeć film na dużym ekranie, zazwyczaj wybiera multipleksy, bo to one gwarantują najwyższą jakość odbioru. Czy aby na pewno najwyższej jakości można doświadczyć tylko tam? Przykłady niektórych mniejszych miast pokazują, że w tamtejszych kinach też ostatnio sporo się zmieniło.
Cyfrowa rewolucja
Od niedawna, m.in. dzięki unijnym pieniądzom, również małe kina mogą organizować premiery i pokazywać najnowsze produkcje, i to w cyfrowej jakości. Jak donoszą ogólnopolskie media, dzięki takim pieniądzom udało się uratować sporo kin, którym groziło zamknięcie. Kilkanaście takich kin jest również w naszym województwie. Niezbędny do tego sprzęt jest oczywiście bardzo drogi, kosztuje kilkaset tysięcy złotych, dlatego samorząd województwa wielkopolskiego, korzystając m.in. z funduszy Unii Europejskiej, postanowił wesprzeć takie przedsięwzięcia i ogłosił aż trzy konkursy na dofinansowanie dla kin. Pierwszy odbył się latem 2011 roku, później, ze względu na duże zainteresowanie, były dwa kolejne. Sporo kin w województwie skorzystało z dofinansowania i zdobyło pieniądze, do których doszła też dotacja z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. [[reklama]] Tłumy na widowni
Samorządy również dołożyły kolejne środki i tym sposobem w takich miejscowościach jak Czarnków, Konin, Turek, Kalisz, Gostyń, Słupca, Krotoszyn, Środa Wielkopolska, Rawicz, Ostrzeszów, Września, Pleszew czy Szamotuły kina odzyskały dawny blask. Zainwestowane w ten sposób pieniądze pozwoliły też na lepszy i szybszy dostęp do najnowszych światowych produkcji w cyfrowej jakości, dzięki czemu mniejsze kina również mogą organizować premiery największych hitów, niekiedy również w wersji 3D. W niektórych kinach, jak choćby w Szamotułach, mówi się o znacznym wzroście frekwencji na widowni. Z kilku tysięcy widzów w ciągu roku, do 3-4 tys. w ciągu miesiąca, co często wiąże się z kompletem publiczności na danej projekcji i dodatkowymi seansami. Ponoć wbrew przewidywaniom zainteresowanie z czasem wcale nie zmalało, od ponad roku utrzymuje się na podobnym poziomie.
Okrągła bańka
Dlaczego z projektu na dofinansowanie nie skorzystały władze naszego miasta i kierownictwo naszego kina? Dyrektor Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej Sławomir Wilowski tłumaczy to brakiem pieniędzy po stronie miasta. Przyznaje, że kilkanaście miesięcy temu był z jednym z pracowników w Poznaniu, gdzie odbywał się cykl spotkań dotyczący cyfryzacji kin. Jak mówi, wszystko rozbiło się o pieniądze. – Dotacja była przydzielana na zasadzie pół na pół. Całość kosztowałaby nas około milion złotych, czyli musielibyśmy mieć jakieś 500 tys. zł po swojej stronie – wylicza. – Taka inwestycja wymagałaby kompleksowych działań. Potrzeba nie tylko projektora, ale też ekranu do cyfrowego odtwarzania czy klimatyzacji w pomieszczeniu z projektorem. Zadanie wiązałoby się z dużą przebudową – tłumaczy. – Problem też w tym, że nie ma gwarancji, że te pieniądze kiedykolwiek by się zwróciły, a na pewno trwałoby to latami, bo owszem, frekwencja by się zwiększyła, ale pytanie o ile – ocenia szef ZCAS-u, dodając też, że inną kwestią jest to, iż w projekcie w pierwszej kolejności były preferowane kina z byłych miast wojewódzkich, jak Piła, Kalisz czy Konin. Faktem jest też, że z unijnych pieniędzy na cyfryzację skorzystały nawet kina w Poznaniu. [[nowa_strona]] Kino zamiast ośrodka kultury
– Czy przy takich kosztach byłoby nas stać na taką inwestycję? Czy przyniosłoby to wymierne korzyści? – szef ZCAS-u mocno w to wątpi. – Tym bardziej, że trzeba też pamiętać, iż inwestycja w cyfryzację, przebudowę kina wiązałaby się z podniesieniem kosztów jego funkcjonowania. Klimatyzatory, wymiana filtrów, konserwacja, przeszkolenie pracownika – wylicza Sławomir Wilowski, argumentując, że Szamotuły to jednak trochę inne miasto, jego zdaniem korzystniej położone niż Złotów. – Tu chodzi zresztą nie tylko o wymianę sprzętu. Kino z prawdziwego zdarzenia musi mieć też inne zaplecze, zapewniać jakąś gastronomię, odpowiedni posmak i klimat. Dzisiaj kino musi mieć pewną otoczkę, dzięki której zachęci widza do przyjścia czymś więcej – ocenia. – W zasadzie to powinno być wtedy samo kino, a nie ośrodek kultury w Złotowie. Takie miejsce ma swoje inne prawa, inaczej funkcjonuje, jeśli ma zarabiać pieniądze – dodaje pracownik ZCAS-u, Piotr Kulesza. – Być może za jakiś czas warto będzie wrócić do tego pomysłu, przyjrzeć się możliwościom, bo czas taśm analogowych za chwilę rzeczywiście odejdzie do lamusa, a same taśmy trafią do archiwów – przyznają zgodnie nasi rozmówcy. [[reklama]] „Truskawka” wciąż dojrzała
Przynajmniej więc w najbliższej przyszłości zasady funkcjonowania złotowskiego kina raczej się nie zmienią. Przypomnijmy, że sala wynajmowana jest pod projekcje osobie, która prowadzi prywatną działalność. Sławomir Wilowski przyznaje, że kino "Truskawka" nie cieszy się takim powodzeniem jak kiedyś Rodło, ale ma swoich widzów. Projekcji jest kilkanaście w ciągu miesiąca. Aby wspomnianej osobie opłacało się wynajmować salę (opłata 70 zł za godzinę plus vat) powinno na niej zasiąść przynajmniej 10 osób. Zdarza się, że tylu chętnych nie ma, ale kilkunastu widzów, nawet 25, też się zdarza. – Powiedziałbym, że średnio zbierze się 20 osób – mówi szef ZCAS-u, dodając, że niekiedy zainteresowanie jest na tyle duże, że odbywają się dwie projekcje dziennie. Największa frekwencja jest oczywiście wtedy, gdy „Truskawkę” odwiedzają szkoły czy przedszkola. Wtedy z reguły do ostatniego miejsca wypełnia się licząca 160 miejsc widownia. Od dwóch lat w kinie odbywa się też cykl pokazów filmów dokumentalnych, na które przyjeżdża reżyser czy krytyk filmowy, a projekcji towarzyszy rozmowa z publicznością. W kinie emitowanych kilkanaście filmów miesięcznie, choć okres wakacji jest raczej martwy.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze