Jeszcze kilka lat temu walczył ze zdrowiem i zmęczeniem codziennością. Dziś pokonuje nawet 500 kilometrów tygodniowo i nie wyobraża sobie dnia bez roweru. O swojej pasji, która przerodziła się w styl życia – i o tym, jak sam zbudował sprzęt za 20 tysięcy złotych, dorównujący modelom za trzy razy tyle – opowiada Krzysztof Łuszczewski ze Złotowa
Zaczęło się wcale nie od sportowej ambicji ani marzeń o podium. Raczej od zmęczenia – takiego zwykłego, życiowego. Praca, zdrowie, tempo codzienności, które w pewnym momencie zaczyna człowieka mielić jak młyn. Krzysztof Łuszczewski znalazł z tego wyjście na dwóch kołach. Dziś rower to jego codzienność. Nie hobby, nie forma ruchu, tylko coś tak oczywistego jak poranna rutyna.
– To już jest jak oddychanie. Wstaję rano i idę trenować, nie zastanawiam się, czy mi się chce – mówi wprost.
Tu nie ma półśrodków. Minimalny plan to 400 kilometrów tygodniowo, standard to około 500. Kiedy pogoda nie pozwala wyjechać, przenosi się do świata wirtualnego. Trenażer, aplikacja Zwift, loguje się pod nickiem Krisu Mr. Propel i nagle salon zamienia się w globalną trasę kolarską.
– Do tego stopnia się wkręciłem, że prowadzę tam eventy, sesje treningowe i należę do klubu Cycle Nation. Mam znajomych z całego świata – opowiada. To już nie tylko trening, ale społeczność, która wychodzi poza ekran. Zdarzało się, że...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 82% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze