Reklama

Zmiana przy wiosłach

05/08/2013 00:00
- To jest nie do opisania. Widzisz port, a nie możesz do niego dopłynąć. Kuter przykrywa fala. Tam nie ma cwaniaka. Mistrz olimpijski nie przepłynie w sztormie 40 kilometrów - Stanisław Małaczek nie ukrywa, że się bał. Ale w morze wraca. Zawsze z wędką

16-latek pedałuje ze Scholastykowa do Debrzna. W głowie wiezie – jeszcze nie marzenie – myśl. Kupić wędkę. Za kilka groszy w drogerii. Taką na klepce. Siada nad wodą, żyłka zanurza się w wodzie i... nic. Kompletna lipa – spławik ani drgnie. - Nic nie złapałem – wspomina Stanisław Małaczek, sołtys Nowin i radny Rady Gminy Złotów jednocześnie. Wędka poszła w drzazgi. Wędkowanie też. Na krótko, bo zaraz był następny wyjazd, następna wędka i bakcyl, którego młody chłopak złapał.

Jezioro Łąkie i położone w pobliżu tzw. jezioro Huckie (Świdnik). - Ryb było pełno. Co rzut to ryba, tyle ich było w wodzie – pan Stanisław doskonale ten obraz pamięta. - Dzisiaj trzeba by ze świeczką szukać – dodaje. Zaleskie to samo. - W `78 na Gorzelnianej, jak się szczupak tarł w kwietniu, to się woda gotowała – opowiada nasz rozmówca. Dzisiaj trzeba posiedzieć dłużej. Nad jeziorem, rzeką, morzem... S. Małaczek ukochał Bałtyk. - Raz pojedziesz i od razu pytasz, kiedy drugi wyjazd. To wciąga.
[[reklama]]
Wciągnęło i jego synów – w sport i w wędkarstwo. Pan Stanisław od zawsze grał w piłkę nożną, pasjonował się też siatkówką. Jeszcze w ubiegłym roku był członkiem drużyny z Nowin, która walczyła o Puchar Wójta gminy Złotów w piłce siatkowej. - Mam 65 lat. Byłem najstarszym zawodnikiem, najmłodszy miał 15 – wspomina. Jego zespół wywalczył drugie miejsce, lepsza okazała się tylko ekipa z Międzybłocia.

Trzy plus jeden

Wszyscy trzej synowie pana Stanisława postawili na sport. - Ciągnęło ich od początku, a ja nie hamowałem – przyznaje mężczyzna. - Przemek był wyjątkowy – opowiada o średnim synu – jeden z najlepszych napastników. Grał w klubie Novi Nowiny, potem w Tarnovii Tarnówka. Kariery piłkarza nie zrobił - wykluczyła go kontuzja. Dziś, podobnie jak młodszy brat, Artur – sędziuje. Najdłużej, też w klubie z Nowin, grał pierworodny naszego rozmówcy – Grzegorz. - Aż do 40-tki – chwali syna pan Stanisław. Wszyscy troje są dziś, podobnie jak tata, członkami złotowskiego Koła Miejskiego PZW. Wszyscy mają też na koncie wiele sukcesów. Grzegorz w 2012 roku zdobył tytuł mistrza Koła, rok wcześniej – wicemistrza, 2 lata wcześniej też sięgnął po najwyższy laur. Uczył się od taty. - Grzesiek ze mną jeździł od początku – opowiada pan Stanisław. - Najpierw obserwował, uczył się. Wiosłował na łódce czy pontonie, a ja łowiłem. Teraz ja wiosłuję, a on łowi. Silniejszy jest, ma lepsze oczy, bardziej sprawne ręce. Wyrósł z niego mistrz – S. Małaczek jest dumny.

Sam w ubiegłym roku w zawodach o Puchar Przewodniczącej Rady Powiatu był najlepszy – w kategorii „największa ryba” nie miał sobie równych. Statuetek, które przypominają o wygranych, ma więcej. Wywalczył je nie tylko na złotowskiej ziemi – 3, za największego dorsza, przywiózł znad morza. 10 kg – z Bałtyku udało mu się wyłowić taką sztukę. - Tam jedziesz po dużą rybę. Złowić 70 dorszy to nie sztuka, sztuka wyciągnąć z wody tego największego – tłumaczy. Okazji wciąż szuka – przynajmniej raz w miesiącu wybiera się z synami do Ustki, czasami do Kołobrzegu, by wyruszyć w morze kutrem. Na drobne się nie rozmienia – wybiera 24-godzinne rejsy. To 12 godzin wędkowania, 12 podróży. Mniej bądź bardziej pomyślnej. Czasami przerażającej.
[[nowa_strona]]
Nie ma cwaniaków

- Morze jest bardzo niebezpieczne – pan Stanisław jest tego pewien. Sztormy przeżył 3. - 6-7 w skali Beauforta – precyzuje. – Wiesz, co to się dzieje... To jest nie do opisania. Widzisz port, a nie możesz do niego dopłynąć. Kuter przykrywa fala. Tam nie ma cwaniaka. Mistrz olimpijski nie przepłynie w sztormie 40 kilometrów – pan Stanisław nie ukrywa, że włos mu się zjeżył na głowie. -W grudniu najlepszy pływak nie da rady – powtarza – sypaliśmy solą, a pokład zamarzał.

Prognozy nie zawsze da się przewidzieć. Burza nadchodzi nieoczekiwanie. - Widzisz w oddali białe kłęby i wiesz, że fala zaraz będzie u Ciebie – wyjaśnia. Kiedy morze szaleje uciec nie ma jak. Nie ma czasu, nie ma dokąd. - Port był 2 kilometry od nas, a była taka fala, że nie mogliśmy do niego dotrzeć. Mimo to na wielką wodę wciąż wraca. Regularnie. - Wędkarstwo to wspaniała rzecz – przekonuje.
[[reklama]]
Chłopie, kombinuj

Recepty na udany połów pan Stanisław nie podaje. Jak mówi – wiele zależy od miejsca, w którym człowiek stanie, jeszcze więcej od jego umiejętności. Wszystkiego nie da się wyczytać z czasopism, kluczem do sukcesu zawsze jest doświadczenie. - Najwięcej się człowiek nauczy nad wodą – S. Małaczek nie ma co do tego wątpliwości. Ma natomiast wiedzę. Jaką zanętę na jaką rybę wrzucić, na jaki zbiornik, jakiego „kija” użyć – wie. Wędek ma pokaźną kolekcję. - Żona się denerwuje – mówi cicho, wskazując na kilka sztuk schowanych za telewizorem. - Niech Pani napisze, że trzyma wędki w pokoju stołowym – wiedziona chyba przeczuciem na odchodne, z uśmiechem, mówi mi pani Halina.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości