- To jest nie do opisania. Widzisz port, a nie możesz do niego dopłynąć. Kuter przykrywa fala. Tam nie ma cwaniaka. Mistrz olimpijski nie przepłynie w sztormie 40 kilometrów - Stanisław Małaczek nie ukrywa, że się bał. Ale w morze wraca. Zawsze z wędką
16-latek pedałuje ze Scholastykowa do Debrzna. W głowie wiezie – jeszcze nie marzenie – myśl. Kupić wędkę. Za kilka groszy w drogerii. Taką na klepce. Siada nad wodą, żyłka zanurza się w wodzie i... nic. Kompletna lipa – spławik ani drgnie. - Nic nie złapałem – wspomina Stanisław Małaczek, sołtys Nowin i radny Rady Gminy Złotów jednocześnie. Wędka poszła w drzazgi. Wędkowanie też. Na krótko, bo zaraz był następny wyjazd, następna wędka i bakcyl, którego młody chłopak złapał.
Jezioro Łąkie i położone w pobliżu tzw. jezioro Huckie (Świdnik). - Ryb było pełno. Co rzut to ryba, tyle ich było w wodzie – pan Stanisław doskonale ten obraz pamięta. - Dzisiaj trzeba by ze świeczką szukać – dodaje. Zaleskie to samo. - W `78 na Gorzelnianej, jak się szczupak tarł w kwietniu, to się woda gotowała – opowiada nasz rozmówca. Dzisiaj trzeba posiedzieć dłużej. Nad jeziorem, rzeką, morzem... S. Małaczek ukochał Bałtyk. - Raz pojedziesz i od razu pytasz, kiedy drugi wyjazd. To wciąga. [[reklama]] Wciągnęło i jego synów – w sport i w wędkarstwo. Pan Stanisław od zawsze grał w piłkę nożną, pasjonował się też siatkówką. Jeszcze w ubiegłym roku był członkiem drużyny z Nowin, która walczyła o Puchar Wójta gminy Złotów w piłce siatkowej. - Mam 65 lat. Byłem najstarszym zawodnikiem, najmłodszy miał 15 – wspomina. Jego zespół wywalczył drugie miejsce, lepsza okazała się tylko ekipa z Międzybłocia.
Trzy plus jeden
Wszyscy trzej synowie pana Stanisława postawili na sport. - Ciągnęło ich od początku, a ja nie hamowałem – przyznaje mężczyzna. - Przemek był wyjątkowy – opowiada o średnim synu – jeden z najlepszych napastników. Grał w klubie Novi Nowiny, potem w Tarnovii Tarnówka. Kariery piłkarza nie zrobił - wykluczyła go kontuzja. Dziś, podobnie jak młodszy brat, Artur – sędziuje. Najdłużej, też w klubie z Nowin, grał pierworodny naszego rozmówcy – Grzegorz. - Aż do 40-tki – chwali syna pan Stanisław. Wszyscy troje są dziś, podobnie jak tata, członkami złotowskiego Koła Miejskiego PZW. Wszyscy mają też na koncie wiele sukcesów. Grzegorz w 2012 roku zdobył tytuł mistrza Koła, rok wcześniej – wicemistrza, 2 lata wcześniej też sięgnął po najwyższy laur. Uczył się od taty. - Grzesiek ze mną jeździł od początku – opowiada pan Stanisław. - Najpierw obserwował, uczył się. Wiosłował na łódce czy pontonie, a ja łowiłem. Teraz ja wiosłuję, a on łowi. Silniejszy jest, ma lepsze oczy, bardziej sprawne ręce. Wyrósł z niego mistrz – S. Małaczek jest dumny.
Sam w ubiegłym roku w zawodach o Puchar Przewodniczącej Rady Powiatu był najlepszy – w kategorii „największa ryba” nie miał sobie równych. Statuetek, które przypominają o wygranych, ma więcej. Wywalczył je nie tylko na złotowskiej ziemi – 3, za największego dorsza, przywiózł znad morza. 10 kg – z Bałtyku udało mu się wyłowić taką sztukę. - Tam jedziesz po dużą rybę. Złowić 70 dorszy to nie sztuka, sztuka wyciągnąć z wody tego największego – tłumaczy. Okazji wciąż szuka – przynajmniej raz w miesiącu wybiera się z synami do Ustki, czasami do Kołobrzegu, by wyruszyć w morze kutrem. Na drobne się nie rozmienia – wybiera 24-godzinne rejsy. To 12 godzin wędkowania, 12 podróży. Mniej bądź bardziej pomyślnej. Czasami przerażającej. [[nowa_strona]] Nie ma cwaniaków
- Morze jest bardzo niebezpieczne – pan Stanisław jest tego pewien. Sztormy przeżył 3. - 6-7 w skali Beauforta – precyzuje. – Wiesz, co to się dzieje... To jest nie do opisania. Widzisz port, a nie możesz do niego dopłynąć. Kuter przykrywa fala. Tam nie ma cwaniaka. Mistrz olimpijski nie przepłynie w sztormie 40 kilometrów – pan Stanisław nie ukrywa, że włos mu się zjeżył na głowie. -W grudniu najlepszy pływak nie da rady – powtarza – sypaliśmy solą, a pokład zamarzał.
Prognozy nie zawsze da się przewidzieć. Burza nadchodzi nieoczekiwanie. - Widzisz w oddali białe kłęby i wiesz, że fala zaraz będzie u Ciebie – wyjaśnia. Kiedy morze szaleje uciec nie ma jak. Nie ma czasu, nie ma dokąd. - Port był 2 kilometry od nas, a była taka fala, że nie mogliśmy do niego dotrzeć. Mimo to na wielką wodę wciąż wraca. Regularnie. - Wędkarstwo to wspaniała rzecz – przekonuje. [[reklama]] Chłopie, kombinuj
Recepty na udany połów pan Stanisław nie podaje. Jak mówi – wiele zależy od miejsca, w którym człowiek stanie, jeszcze więcej od jego umiejętności. Wszystkiego nie da się wyczytać z czasopism, kluczem do sukcesu zawsze jest doświadczenie. - Najwięcej się człowiek nauczy nad wodą – S. Małaczek nie ma co do tego wątpliwości. Ma natomiast wiedzę. Jaką zanętę na jaką rybę wrzucić, na jaki zbiornik, jakiego „kija” użyć – wie. Wędek ma pokaźną kolekcję. - Żona się denerwuje – mówi cicho, wskazując na kilka sztuk schowanych za telewizorem. - Niech Pani napisze, że trzyma wędki w pokoju stołowym – wiedziona chyba przeczuciem na odchodne, z uśmiechem, mówi mi pani Halina.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze