W ręce Tadeusza Grzesiaka trafił zabytkowy toporek z okresu późnego średniowiecza. Przekazanie go do zbiorów okazało się trudniejsze niż sądził
Pan Tadeusz znany jest z zamiłowania do historii. Szczególną wagę przykłada do tej lokalnej, regionalnej, starając się odkrywać fakty i przedmioty z nią związane. Dzięki temu przez lata stworzył w Szkole Podstawowej w Górznej salę wystawienniczą. Znajdują się w niej przedmioty mające zaledwie kilkadziesiąt lat, jak i te, które używane były wiele wieków temu. Niedawno wyszukał interesujący toporek.
– Porządkowałem obejście i metalowe przedmioty postanowiłem zawieźć do skupu złomu. Tam na stercie, która zapewne wylądowałaby w hucie, natrafiłem na to znalezisko – mówi pan Tadeusz. Odkryty przez niego, mocno pordzewiały toporek był wykonywany z dwóch gatunków żelaza.
– Wytworzono go z lepszej stali użytej na ostrzu. Była ona bowiem ceniona, nie marnowano jej. Miejsce do osadzenia drewna wykonano z gorszego materiału, który z czasem pękł. Technologia była taka, że zaklepywano to w całość. Mógł powstać w późnym średniowieczu, około XVI–XVII wieku. Jest to najpewniej toporek ciesielski, przeznaczony do obróbki belek – mówi T. Grzesiak. Jak toporek się tam znalazł?
– Tego niestety nie wiadomo. Podobnie trudno ocenić, jak wiele tego typu znalezisk przepada bezpowrotnie, lądując w hucie albo na wysypisku. Ja zwracam na nie uwagę, inni niekoniecznie – mówi T. Grzesiak. Dodaje, że pojawiło się także pytanie, co dalej robić ze znaleziskiem odkrytym w takich okolicznościach? Nie ma ono bowiem tzw. kontekstu historycznego, tzn. trudno np. stwierdzić, skąd pochodzi, przez kogo było używane.

Toporek, który trafił do pana Tadeusza może mieć nawet ponad tysiąc lat
Zmienione jakiś czas temu prawo w tym zakresie kieruje już nie do lokalnych muzeów, lecz do Wojewódzkiego Konserwatora Ochrony Zabytków. Precyzuje to ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Określa ona właściwe zachowanie: „Kto przypadkowo znalazł przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem archeologicznym, jest obowiązany, przy użyciu dostępnych środków, zabezpieczyć ten przedmiot i oznakować miejsce jego znalezienia oraz niezwłocznie zawiadomić o znalezieniu tego przedmiotu właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli nie jest to możliwe, właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta)”. Co następuje dalej? Jeżeli znalezisko zgłosiliśmy do włodarza gminy, ma on trzy dni na „niezwłoczne” przekazanie stosownej informacji wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków, przygotowując stosowne zawiadomienie. Ten z kolei ma również trzy dni na oględziny znalezionego przedmiotu, a także miejsca dokonania odkrycia. Jeśli uzna to za konieczne, może zorganizować badania archeologiczne. Najczęściej przedmioty odnajdywane przypadkowo, które nie są związanymi z gruntem pozostałościami fundamentów, fortyfikacji czy konstrukcji, trafiają do muzeów archeologicznych. Wszystko zależy od decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków, który oceni, jaka droga dla danego znaleziska jest najlepsza. Jeżeli miejsce ma sytuacja podobna do tej, opisywanej przez znalazcę, gdzie brakuje kontekstu, także można znalezisko przekazać do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie w naszym kraju wygląda to tak...zglaszam że znalazlem psiarnia robi wjazd do domu znajduje byle pierde wiadomo że gość ma więcej fantow idzie na 48 bo zapewne jest lub byl poszukiwaczem chyba że ma plecy bo ja wolałbym wywalić to do jeziora byle chlopaki magnesem nie trafili...
Kolejny absurd naszej biurokracji ! Aż strach znależć coś mającego historyczne znaczenie ! Trzy dni, trzy dni, a i tak efekt może trwać latami , bo im wyższych stołków tym czas się wydłuża , bo oni są tak zarobieni , że pomyśleć strach ! Powinni przyjechać , wstępnie ocenić znalezisko , podziękować znalazcy i ewentualnie wypłacić znależne !
Nie w naszym kraju wygląda to tak...zglaszam że znalazlem psiarnia robi wjazd do domu znajduje byle pierde wiadomo że gość ma więcej fantow idzie na 48 bo zapewne jest lub byl poszukiwaczem chyba że ma plecy bo ja wolałbym wywalić to do jeziora byle chlopaki magnesem nie trafili...
Kolejny absurd naszej biurokracji ! Aż strach znależć coś mającego historyczne znaczenie ! Trzy dni, trzy dni, a i tak efekt może trwać latami , bo im wyższych stołków tym czas się wydłuża , bo oni są tak zarobieni , że pomyśleć strach ! Powinni przyjechać , wstępnie ocenić znalezisko , podziękować znalazcy i ewentualnie wypłacić znależne !