Reklama

Zwycięstwa się nie spodziewałem: ks. Jerzy Ruszkowski o Nagrodzie Powiatu Złotowskiego

29/05/2016 17:00
Proboszcz parafii w Tarnówce został laureatem Nagrody Powiatu Złotowskiego w kategorii kultura i dziedzictwo narodowe. Czy realizując z powodzeniem materialne zadania zaniedbał parafialne duszpasterstwo? Z księdzem Jerzym Ruszkowskim rozmawia Piotr Steffen

Spodziewał się Ksiądz zwycięstwa w swojej kategorii?

Już sama nominacja była bardzo miła. Przyjemne jest uczucie, gdy inne osoby doceniają twoje wieloletnie wysiłki. Zwycięstwa się nie spodziewałem.

Względem niektórych księży używa się przymiotnika „budowniczy”. Ksiądz wprawdzie nie buduje, a remontuje, ale na podobny przydomek już zapracował?

Przez lata jedynie robiłem to, co trzeba było czynić. Wykonywałem swoją powinność. Z chwilą nominacji na proboszcza oprócz tej duszpasterskiej pracy dbałość o materialne sprawy staje się normalnym obowiązkiem. Tym bardziej gdy zostaje się proboszczem parafii, która ma kilka kościołów, w tym aż cztery zabytkowe. To na pewno jednak by się nie powiodło, gdyby nie długoletni wysiłek wielu ludzi.

Reklama

To prawda, że jesteście jedną z najmniej „opłacalnych”, „dochodowych” parafii w diecezji? Właśnie z racji tych aż kilku zabytków, w które nieustannie trzeba pompować pieniądze?

Co do liczb i statystyk trudno ocenić, ale faktycznie jest tak, że poza kaplicą w Bartoszkowie i kościołem w Płytnicy wszystkie inne wpisane są do rejestru zabytków, a to wymaga ciągłych prac i inwestycji. Najmłodszy kościół, z Sokolnej, pochodzi z 1898 roku. Najstarsza jest wieża w Piecewie. Wybudowano ją w 1664 roku, pamięta więc jeszcze królewskie czasy.

Gdy zaczynał Ksiądz przed laty posługę w tej parafii łapał się za głowę, widząc, jaka robota czeka do wykonania?

Nie. Na terenie diecezji nie było specjalnie innego wyboru, bo większość kościołów to zabytkowe obiekty. Inna sprawa, że mamy ich aż cztery, a to rzeczywiście nie jest może aż tak powszechne.

Reklama

Jeśli jako proboszczowie nie macie możliwości zdobycia należnych funduszy do zakresu prac, możecie temat odpuścić? Czy jesteście zobowiązani przez biskupa, żeby działać za wszelka cenę?

Na tyle ile możemy i potrafimy. Jeżeli czujemy, że coś przerasta nasze możliwości, idziemy do księdza biskupa i prosimy o zmianę parafii, bo może przecież pojawić się ktoś bardziej przedsiębiorczy, z lepszymi pomysłami.

Czyli Ksiądz w oczach biskupa dobrze się sprawuje, skoro jest tutaj od tak wielu lat?[[pay]]

Nie wiem, ale tak się złożyło, że jestem tutaj już trzecią dekadę.

A trzeba podkreślić, że to nie jest bogata parafia ani zamożna gmina.

No nie. Poza tym gmina jest też mała, zwłaszcza teraz, w okresie licznych zagranicznych wyjazdów za pracą.

Ma Ksiądz świadomość stanu majętności mieszkańców?

Oczywiście.

Mimo to naciska Ksiądz niekiedy na to, żeby wierni byli bardziej szczodrzy?

Nie. Od początku, kiedy tu jestem, jedynie proponuję, żeby coś wspólnie zrobić. Jeżeli jest poparcie parafian, działamy. Nigdy też nikogo nie wymieniam z imienia i nazwiska w kontekście ofiar na rzecz parafii. Wszystkim jestem serdecznie wdzięczny. Jeśli chodzi o wykonywane inwestycje, nigdy z niczym się nie spieszymy. Działamy na miarę możliwości. Czy zrobimy coś w rok, czy w trzy lata, nie ma większego znaczenia.

Reklama

Aktualnie gdzie działacie?

Kończymy jeszcze pewne drobne rzeczy w kościele w Osówce – przypomnę, że to nasza największa na przestrzeni lat inwestycja. Jednocześnie wymieniamy witraże w kościele w Sokolnej, a powoli myślimy również o cmentarzu w Tarnówce. Chcemy wykonać jego nowe ogrodzenie.

Później będzie trochę lat spokoju od remontowych obowiązków?

Nie. W takiej parafii zawsze jest coś do zrobienia.

Tylko kapitalny remont kościoła w Osówce kosztował ponad milion złotych. Pamięta Ksiądz, ile łącznie przez te ćwierć wieku zdołał pozyskać pieniędzy na prace remontowe w waszych kościołach?

Z pamięci nie potrafię tego ocenić, choć oczywiście przeglądając na spokojnie dokumenty można byłoby do tego dojść.

Dwa miliony złotych?

Sądzę, że zbliżona, może nawet większa kwota jest realną w takich szacunkach. Nie zaprzątam sobie tym głowy, bo chyba rozbolałaby mnie na myśl o tym, ile udało się pozyskać tych pieniędzy. Ale też w zasadzie wszędzie coś zrobiliśmy. Do Osówki, gdzie zakres prac był ogromny, podchodziliśmy trzy czy nawet cztery razy. Łącznie z interpelacją poselską w tej sprawie.

Reklama

Powiedzmy jednak szczerze – gdyby nie wsparcie gminy, wiele rzeczy nigdy nie udałoby się zrobić. Gminne pieniądze przez lata były podstawą wszelkich działań.

Zgadza się. Dlatego też odbierając Nagrodę Powiatu Złotowskiego wyraźnie podkreśliłem, że traktuję ją jak owoc współpracy wielu stron, w tym parafian i urzędu gminy.

Od lat wiadomo, że ma Ksiądz bardzo dobrą relację z byłem wójtem. To pomogło? Gdyby przez lata wójtem nie był Ireneusz Baran, ten strumień samorządowych pieniędzy byłby skromniejszy?

Trudno mi oceniać. Wiem natomiast, że na przestrzeni lat spotykałem się przy rozmaitych okazjach z różnymi księżmi i podczas rozmów z nimi o finansowym wsparciu przez samorządy...

...słuchali księdza z zazdrością?

Rzeczywiście, mówiłem o innych kwotach niż pozostali proboszczowie.

Musiał Ksiądz przekonywać Ireneusza Barana do tej szczodrości?

Były rozmowy, ale nie były one trudne. W pewnym momencie po prostu doszło między nami do pewnego konsensusu i rozpoczęliśmy współpracę.

Reklama

Mocno się Ksiądz zmartwił, gdy Ireneusz Baran przegrał ostatnie wybory?

Każdy musi mieć świadomość zmian i tego, że pewne etapy w życiu dobiegają końca. Obojętnie czy dotyczy to wójta, czy proboszcza. Oczywiście, że pojawiły się wtedy pytania, bo z poprzednim wójtem doskonale się znamy, wiedzieliśmy, czego można się po sobie spodziewać. Stąd zastanawiałem się nad tym, jak dalej będzie wyglądać ta współpraca z nowym gospodarzem gminy.

Jakie wrażenia po półtora roku rządów Jacka Mościckiego?

Na razie współpraca się układa.

Spotkałem się z opinią, że o ile od strony materialnej znakomicie zarządza ksiądz parafią, to ta duchowa strona nieco kuleje. Głównie w kontekście współpracy ze świeckimi grupami parafialnymi.

Każdy ma tak, że w czymś jest mocniejszy, a w czymś słabszy. Tylko że na to trzeba jednak patrzeć nieco szerzej, nie przypisywać przyczyn jedynie mnie. Otóż większości osób, które w naszej parafii mogłyby działać w takich grupach, już nie ma w Tarnówce. Głównie za sprawą emigracji. Wielu udziela się też na innych polach, dla parafii brakuje już im tego czasu.

Reklama

Chce Ksiądz powiedzieć, że z tych, którzy są na miejscu i którzy ewentualnie mogliby się zaangażować, trudno coś więcej wykrzesać?

Niestety trochę tak jest, że trudno jest zaangażować ludzi do współpracy. Ale sądzę, że w tym względzie nasza parafia w niczym nie odbiega od innych.

Miewa Ksiądz niekiedy wyrzuty sumienia, że ta materialna misja nieco zdominowała duchowość, która w kapłaństwie jest przecież najważniejsza?

Jeżeli rzeczywiście tak się stało, to tylko z konieczności. Gdy zaczynałem tutaj posługę, pewne prace musiałem zrealizować, bo zaniechanie groziło katastrofą budowlaną. Przecież kościół w Piecewie był realnie zagrożony tym, że zsunie się ze skarpy, na której stoi. Później tych obowiązków przybywało. Również w kościele w Tarnówce, który jako główny, parafialny, jest oceniany w pierwszej kolejności.

Reklama

Nie tak dawno minęło Księdzu 30-lecie święceń, w grudniu będzie też wspomniany jubileusz 25. lat posługi w parafii w Tarnówce. Czuje się Ksiądz tutaj człowiekiem docenianym czy może przeciwnie – zaczyna dostrzegać symptomy zmęczenia mieszkańców swoją osobą?

O to należałoby raczej zapytać parafian. Wychodzę z prostego założenia, że wszędzie, gdzie się jest, trzeba pracować i możliwie jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Obojętnie, czy będę tutaj do emerytury, czy będzie mi dane pełnić posługę gdzie indziej, dalej będę robił swoje.

Gdyby pojawił się dekret o przenosinach, zabiegałby Ksiądz u biskupa o pozostanie w Tarnówce?

Nie. Opuszczenie miejsca, w którym jesteśmy nawet przez wiele lat, jest z pewnością trudne, ale nie jest niemożliwe.

Czuje się Ksiądz zmęczony tymi ciągłymi pracami?

Gdziekolwiek bym teraz był i tak czekałyby na mnie podobne zadania.

Wyobraża Ksiądz sobie aktywne kapłaństwo do śmierci, czy planuje jednak jakąś emeryturę?

Z księżmi różnie to bywa. Wszelkie plany są u góry. Pewnie nadejdzie moment, kiedy pojawi się młodsze pokolenie, wtedy chyba odpocznę. Jeżeli nie, dalej będę w biegu.

Reklama

A marzy się Księdzu emerytura w Tarnówce?

Pewnie i tak spędzę ten czas gdzie indziej. Tak naprawdę wszystko zależy od Opatrzności.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    qp - niezalogowany 2016-05-29 23:27:00

    Zazdrość z powodu braku talentu muzycznego czy ból d*** z braku bliższej znajomości z księdzem Jerzym? Tarnówka, to tak jak Rosja - stan umysłu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Szczęściarz - niezalogowany 2016-05-29 23:01:56

    My to mamy szczęście stary wójt był sąsiadem, a nowy wstąpił do chórku kościelnego i podobno pięknie sopranem zaczął śpiewać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zzzz - niezalogowany 2016-05-29 18:55:44

    A ile Zamków stoi pustych do remontu w całej Polsce i nikt o nie nie dba. jak to zrobić aby tez były remontowane a nie tylko kościoły. Musimy dbac o dobro wspolne,prawda?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama