Reklama

Życie Bogusi

08/12/2015 18:30
Żyje tym, czym każda nastolatka. Interesuje się modą i marzy o byciu artystką. Godzinami wisi na telefonie ze swoim chłopakiem. Choć przez nieuleczalną chorobę może nie wstać już z wózka, Bogumiła Popławska stara się żyć tak jakby wózka w jej życiu nie było. Oto jej historia...

Moje dzieciństwo było super!

Beztroskie dzieciństwo, to coś co na zawsze zostanie w mojej pamięci

Od najmłodszych lat każdy wolny dzień spędzałam u babci. Tam się bawiłam, chodziłam z nią do sklepu. Po raz pierwszy, gdy miałam niecałe dwa lata i to jeszcze po galaretkę! Ten czas wspominam najlepiej. Chodziłam, biegałam, jeździłam rowerem, skakałam na skakance. Potem też było spoko, do momentu, gdy zaczęłam chorować. To zaczęło się w drugiej klasie szkoły podstawowej. Nauczyciele zauważyli, że inaczej niż inne dzieci chodzę, biegam... ech... Poszłam z rodzicami do lekarza. Pierwszy nie stwierdził nic. Drugi lekarz, rewelacyjna babka, od razu rozpoznała, co to jest. Tak się zaczęła jazda po lekarzach, szpitalach, badaniach. Czułam się jak królik doświadczalny. Tego nie znoszę. Mama zrezygnowała z pracy. Skończyły się codzienne [[pay]]wyjazdy do babci. Nie było mnie już tam tak często jak bym chciała. Ech... wkurzające.

Reklama

Operacja

Bałam się operacji ścięgien. Płakałam przed nią cały dzień. Rozmawiałam z mamą, ciocią, babcią... Wciąż płakałam. Dali mi „głupiego Jasia”. Pamiętam drogę na salę operacyjną, później to, że pielęgniarka dawała mi zastrzyk. Nie wiem, czy po nim zasnęłam, czy zemdlałam. Gdy się obudziłam moje nogi były już całe w szynach gipsowych poowijanych bandażami. Do tego najważniejszy moment po operacji, wybudzenie, a przy Tobie nie ma Twoich bliskich, mamy, taty... Nie ma ich, bo nie wolno im tam wejść. Później była niemoc. Leżałam nieruchomo, czułam ból w plecach, w miejscu gdzie dostałam zastrzyk. Nie mogłam się normalnie przeciągnąć po przebudzeniu. Regularnie, co dwie godziny, dostawałam tabletki przeciwbólowe. Gdy następnego dnia lekarz stawiał mnie na nogi nie wiedziałam już, czy czuję ból, czy strach. Marudziłam. Wróciłam na salę. Później przyszła mama i było już spoko, chociaż po operacji zostały mi brzydkie blizny i na nowo musiałam uczyć się chodzić.

Powrót

Czułam się rozżalona. Po operacji, w piątej klasie, nie mogłam chodzić do szkoły z moimi rówieśnikami. Płakałam całymi dniami, że muszę siedzieć w domu. Cztery ściany, telewizor... Życie? Raczej więzienie... Do tego te szyny przy nogach, wywołujące ból. Lepiej jest z rówieśnikami, w szkole, w tym gwarze, czasem chaosie. Nie lubiłam i nie lubię nauczania indywidualnego. Cała uwaga nauczyciela skupia się na Tobie. Byłam odpytywana na każdej lekcji. Cieszyłam się więc, kiedy w szóstej klasie wróciłam do szkoły. W gimnazjum miałam już wózek. Cóż, to zrozumiałe. Jak miałam się poruszać? Wystarczyłby jeden upadek i byłabym poobijana, może połamana. To znów mogłoby oznaczać operacje. Mam też lordozę, mój kręgosłup nie jest w stanie wytrzymać długo, kiedy stoję. Odczuwam wtedy ból. Tata codziennie zawoził mnie do szkoły, wnosił do niej na plecach do góry i sadzał na wózku. Jeździłam a to na lekcję z klasą, a to na indywidualne. Było fajnie. Bardzo lubiłam moją klasę. Nigdy nie odmawiali mi pomocy, gdy trzeba mnie gdzieś było wnieść czy znieść. Miałam silnych kolegów i koleżanki też!

Reklama

Czy ze mnie jest taka rogata dusza? Raczej nie (fot. W. Bihun)

Obecnie jestem uczennicą maturalnej klasy Zespołu Szkół Ekonomicznych w Złotowie. O liceum za dużo powiedzieć nie mogę. Nie jeżdżę tam często. Za dużo schodów, za dużo barier architektonicznych, za daleko od domu. Szkoda, bo lubię moją klasę. Te nasze wigilie klasowe... Myślę, że w tym roku na takiej wigilii będziemy kręcili wstęp do naszego studniówkowego filmu. No właśnie... Prawie zaraz po studniówce będzie matura. Przygotowuję się do egzaminu dojrzałości, ale boję się, co z tego wyjdzie. Idzie średnio, bo czasem brakuje tego „powera”. Czasem się zwyczajnie nie chce. Zmotywować próbuje mnie mój chłopak, który, choć przyznaje, że w szkole był leniuchem, to zdał świetnie. Czasem zazdroszczę mu jego wewnętrznej siły i świetnej pamięci. Często i długo ze sobą rozmawiamy, choć ja często zapominam o czym. Heh... on ma lepszą pamięć ode mnie. Myślę też o studiach. Czy dam radę? Jaki kierunek wybrać? Wiem, że chciałabym rozwijać się w czymś twórczym.

Reklama

Sukienka

Moja studniówka... partnera już mam. Teraz została jeszcze sukienka i dodatki do niej. Na osiemnastkę wymarzyłam sobie ciuchy od projektantów i swój cel zrealizowałam. Po trzech miesiącach starań, pisania e-maili przyjechała paczka z sukienką i buty od Yuliya Babich i firmy MYS. Przy zrealizowaniu marzenia o butach pomogło Stowarzyszenie „Nie Tylko Dla Rodziny” .  Wtedy miałam sukienkę w kolorze białym i szpilki w kolorze czerwonym. Teraz ciągle szukam czegoś co mi się spodoba. Wiem, że najlepiej gdyby sukienka była czerwona. Jeśli takiej nie znajdę może być jakiś inny kolor, który pasował by do szpilek.  Pojeżdżę z moim chłopakiem, może coś znajdziemy.

Pasje

Uwielbiam, gdy z pracy moich rąk wychodzi coś wspaniałego, coś, co się podoba, budzi uznanie. To zaczęło się w momencie, gdy zaczęłam jeździć na złotowską Zabajkę. Miałam może 10, może 11 lat. Zainspirowała mnie jedna z pań, która robiła bombki ze wstążki. Postanowiłam, że spróbuję i ja. Pierwsze z moich prac trafiły na naszą domową choinkę. Wyglądała ślicznie. W następnym roku w ten sam sposób, razem z mamą, ubraliśmy kolejną choinkę. Dużo bombek trafiło też do rodziny, przyjaciół jako prezenty.

Reklama

Kocham też fotografię. Od zawsze. Pierwsze zdjęcia robiłam aparatem mojej chrzestnej, gdy byłam bardzo mała. Fotografowałam wszystko i wszędzie. Tak mi zostało. Spełnieniem marzeń jest wystawa fotograficzna, która odbyła się 17 listopada. Tam możecie ocenić, czy zrobione przez mnie zdjęcia są fajne, czy też nie. Ja bez fotografii nie wyobrażam sobie życia.

Happy End

Kobieta musi umieć zadbać o swój wygląd

Z chorobą jest jak z czymś, z czym nie chcesz, ale musisz się pogodzić. Musisz z tym żyć. Choć masz tego dosyć, można się przyzwyczaić. Ludzie często widzą mnie jako zadowoloną, uśmiechniętą dziewczynę. Pełną pasji i zainteresowań. Od bycia w pełni sprawną dzieli mnie przecież tylko wózek. Widzą, że jestem silna, samodzielna, czasem pyskata, zadziorna, bojowa, ale ja mam swoją wrażliwość. Mam głowę pełną marzeń, nadziei i miłości. Nie wolno mi się przemęczać, robić zbyt wiele, chociaż często nie czuję, żebym miała jakieś ograniczenia. Przez te wszystkie lata zrozumiałam, że w życiu ważne jest, żeby robić to, co się lubi. Wtedy ono ma sens. Ja lubię jeździć na Zabajkę 2, gdzie czasem dostaję wycisk od rehabilitantów. Jestem zmęczona, ale walczę z chorobą. Lubię też realizować swoje pasje. Cieszy mnie, że mamy swój ciepły, rodzinny dom. Cieszy, że mogę się po nim swobodnie poruszać na wózku. Cieszy, że mogłam po swojemu urządzić swój pokój, samemu zbierając na meble czy lampę na suficie (to są drobiazgi które dają wiele szczęścia). Cieszy, że od świata zewnętrznego dzielą mnie tylko dwa schodki. Czekam tylko, aż skończy się zima, której nie lubię. Wtedy znów częściej będzie można wyjść na dwór, wziąć aparat i cieszyć się zatrzymanymi w kadrze chwilami. A mój najważniejszy cel? Być szczęśliwą z moim najbliższym, planować z nim przyszłość. Ufam, że ta historia zakończy się happy endem.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama