Czy to możliwe, by kopać i szarpać się na boisku, a prywatnie być dobrymi kumplami? Czy emocje, które towarzyszyły nam w pierwszych meczach Amatorskiej Ligii Halowej w Jastrowiu 14 lat temu są dziś takie same?
Jastrowska liga piłki halowej to dziś prawdziwa instytucja. Tu oprócz ligi złotowskiej i łobżenickiej gra najwięcej zespołów, tu toczą pojedynki najlepsi zawodnicy, tu drużyny reprezentują wysoki poziom. Na rozgrywki czeka się wiele miesięcy, a potem do każdej kolejki odliczane są dni i godziny. Liga to ludzie grający, ale nie tylko. Przez ostatnie 14 lat wydarzyło się tu tak wiele, że historię rozgrywek można by zebrać i napisać książkę. Kto wie, może kiedyś ktoś to uczyni. Póki co jednak gra toczy się dalej.
Loża vipów Od lat swoje stałe miejsce na trybunach mają najwierniejsi kibice. To panowie Pitkiewicz, Bednarz, Stefaniak, Kucharski, Rola. Pan Pitkiewiczk przychodzi na halę, bo przypominają mu się młode lata, gdy sam biegał za piłką - mówi. Pan Bednarz dodaje, że najlepszą drużyną w historii halówki jego zdaniem była Panorama. To ludzie, którzy grali wielką piłkę, szczególnie Mariusz Markowski, obecny prezes Okręgu Związku Piłki Nożnej - dodaje. Razem uzupełniają, że z racji swej pozycji chcą wyróżnić prowadzącego Ryszarda Ludewicza, który według nich jest najbardziej niedocenianą osobą na halówce, a to on właśnie dba o niepowtarzalną atmosferę tych imprez już od lat.
Mariusz Grabowski - regularnie odbierał nagrody Ryszard Ludewicz pamięta czasy, gdy halówka ruszyła w 1999 roku. - Na początku było zupełnie inaczej. W pierwszych meczach brali udział 50- i 60-letni zawodnicy, ale także kilkunastoletni. Dla niektórych zawodników udział w rozgrywkach był tylko dobrą zabawą, ale dla innych były to niemal rzymskie igrzyska -„wygrać albo zginąć” - wspomina. Różnica poziomu gry poszczególnych drużyn była na tyle duża, że organizatorzy stworzyli dwie ligi. To co wydarzyło się na tym boisku przez te lata to według pana Ryszarda temat nie tylko na artykuł, a na całkiem pokaźną książkę. Co roku przybywa wyróżnień i atrakcji. Dbają o to organizatorzy i sponsorzy. - I tak wybieramy króla strzelców, najlepszego bramkarza, najstarszego i najmłodszego zawodnika, najszybciej strzeloną bramkę, najwierniejszego kibica i wiele innych wyróżnień. Od kilku lat organizowany jest też Puchar Ligii - dodaje. Ciekawostką tego roku jest drużyna o nazwie Weterani. Zawodnicy ci noszą koszulki, na których mają wypisany nie tradycyjnie numer, a rok swego urodzenia.
Zawodnicy Jastrowski Zinedine Zidane, czyli Mariusz Grabowski - najbardziej rozpoznawalny zawodnik jastrowskiej halówki. Człowiek, o którym wiele żon mówi, że „bałamuci” ich mężów do gry w piłkę nie tylko na hali i nie tylko w Jastrowiu. Jego iście południowy temperament sprawia, że rozstawia po kątach nie tylko przeciwników, ale też kolegów z drużyny, a bywało, że i sędziów. Jego dewiza: Bawić to my możemy się na prywatnych spotkaniach, na boisku mamy grać! Jest wielu zawodników, którzy grają od pierwszej edycji halówki. To m.in. Robert Kozłowski, który wspomina, że pamięta pierwsze mecze, a potem te wieczorno-nocne dyskusje w barach o wynikach, błędach i akcjach. - Dziś już z różnych względów ograniczyliśmy te ważne dyskusje - śmieje się Robert. Jacek Rola chce się pochwalić, że też brał udział we wszystkich edycjach, co prawda w różnych drużynach, ale w ciągu tych lat tylko dwa razy jego drużyna nie była na podium. Dodaje zaraz, że grać lubi bardzo. Nogi mówią nie, a serce ciągnie. - A i rodzina nie zawsze akceptuje moją pasję - dodaje. Bo pasja ta jest zbyt czasochłonna. Tomek Wódecki potwierdza to co mówi Jacek. On też próbował skończyć z graniem, ale ciągnie go na boisko. Teraz zaraził pasją syna i ma zamiar grać tak długo na hali, dopóki nie zagra z synem w jednej drużynie. Andrzej Zawiliński to kolejna postać, która składała już deklaracje, że przestanie grać, ale piłka jest jak nałóg i nie idzie z nią zerwać. To silniejsze od nich. Dla Leszka Karabanowicza, który gra w piłkę już tak długo, że sam nawet nie wie, ile to już lat, piłka nożna to styl życia, okazja do spotkań, odskocznia od życia codziennego. Sprawia mu to ogromną przyjemność. Na boisku spotkał wielu ludzi, z którymi przyjaźni się po dzień dzisiejszy. Krzysiek Kozij dodaje żartobliwie, że on teraz gra z innego powodu niż Leszek. Gra, żeby zaprzeczyć prawom fizyki. Uważa, że nie jest tak łatwo rozpędzić, zatrzymać i zawrócić kogoś, kto waży tyle co on. Coś o tym wiedzą zawodnicy na boisku. Dodaje, że każdy sport uczy pokory i wytrwałości. Postacią, która rzuca się w oczy jest Rysiu Ochnia. To były piłkarz, wierny kibic i, jak mówią o nim kibice, to jedyny człowiek na hali, który jest niepisanym trenerem każdej drużyny. Podczas meczów bardzo entuzjastycznie i głośno udziela zawodnikom wskazówek, jak mają grać. Przybyło lat, kilogramów, ubyło włosów, sił, ale pasja i chęć grania nie zmienia się od lat. Żeby zrozumieć, czym dla mężczyzn jest piłka nożna trzeba pójść na mecz. To niesamowite jak panowie z euforią w gestach, słowach przeżywają oglądane z trybun mecze. Niezrozumiałe też jest dla większości kobiet to, jak o meczach sprzed tygodni można dyskutować godzinami na prywatnych spotkaniach. Ale, jak mówią nasi jastrowscy piłkarze, nie tylko można, ale i trzeba! Joanna Kozij
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze