Reklama

40 lat minęło – czas na emeryturę

30/04/2018 18:00
Ks. Jan Rataj jest najdłużej urzędującym proboszczem w Okonku. Jak wspomina lata posługi kapłańskiej?

Jak się podejmuje decyzję o tym, żeby zostać księdzem?

To właśnie jest ciekawa sprawa, tajemnica wręcz. Miałem wtedy 19 lat. Wydaje mi się, że to pokolenie było nieco inne jeśli chodzi o odpowiedzialność (nie ujmując nic temu pokoleniu). Po prostu inne jest teraz wartościowanie. To będzie może egoistyczne, ale podziwiam siebie, że mogłem podjąć taką decyzję. Była naprawdę odpowiedzialna i przemyślana. Na początku była to walka, bardzo mocno się wahałem, ale skończyła się wraz z pójściem do seminarium. Niektórzy mają wątpliwości jeszcze później, ale mnie to dotyczyło tylko przed pójściem.

Co Księdza do tego skłoniło? Wychowanie, autorytet proboszcza?

Raz, że pochodzę z rodziny wierzącej i praktykującej. Kiedy dorastałem to proboszczem był ksiądz Radtke, który zresztą potem trafił do Zakrzewa. Myślę, że on też był dla mnie autorytetem. Reprezentował naprawdę wysoki poziom. Pamiętam, jak modlił się o powołania kapłańskie. Może ktoś nie uwierzyć, ale ja jako młody chłopak, wówczas może 15-16 letni, czułem się odpowiedzialny za to, żeby odpowiedzieć na tę potrzebę. Z tej perspektywy się temu dziwię, że w takim wieku miałem takie odczucia.

Reklama

Nikt nie próbował wtedy młodemu Janowi Ratajowi wyperswadować tej decyzji?

Oczywiście. Najbliżsi. Mama bardzo nie chciała. Dopiero później dowiedziałem się, dlaczego. Najzwyczajniej się bała. Była prostą kobietą, ale bardzo mądrą i skromną. Bała się, czy dam sobie radę. Następnie moja babcia, bardzo wierząca i praktykująca. Wtedy już z nami nie mieszkała, bo została w Kieleckiem. Napisałem jej list, że idę do seminarium. Normalnie babcia powinna się ucieszyć z tego powodu. Szkoda, że nie mam tego listu od niej. Nie podskoczyła do góry, że idę do seminarium, ale napisała coś w tonacji: to jest trudne, czy się zastanowiłeś. Tata natomiast był raczej obojętny. Cieszę się, że ta otoczka była obojętna albo lekko na nie. Dzięki temu moja decyzja była bardziej odpowiedzialna. Gdyby ktoś mnie lekko popchnął, to mógłbym potem mieć żal, ale nikogo o to nie mogę oskarżyć.

Jak przez te 40 lat zmieniła się rola kapłana?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 84% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

W Kościele zmiany zdecydowanie wolniej zachodzą i właściwie dobrze, że tak się dzieje. Niemniej one są. Rola kapłana zawsze jest taka sama, ale może nieco inny jest odbiór. Wtedy wydaje mi się, że obecność kapłana w kościele i wśród ludzi była prostsza. Teraz jest trudniej. Trzeba sobie zapracować kapłaństwem. Wtedy sama sutanna stanowiła już o autorytecie. Teraz nie i dobrze, bo tak ma być. Liczy się człowiek, który nosi sutannę i to, jak wypełnia swoje posłannictwo. Pewnie jakbym się cofnął do pierwszego roku kapłaństwa i obudził się po 40 latach to widziałbym większe różnice w mojej posłudze, ale teraz wydaje mi się, że wiele rzeczy jest takich samych.

Reklama

Zawsze lubił Ksiądz współpracować z młodzieżą.

Młodzież jest inna. Przede wszystkim wartościowanie. Są słabsi psychicznie do podejmowania jakichś zadań, wyrzeczeń. Boją się trudu. Nie tylko w stosunku do pójścia drogą kapłaństwa, ale obserwujemy to chociaż na rynku pracy. Oczywiście nie mówię o wszystkich, ale jest to bardzo charakterystyczne. Powszechne jest też to, że młody człowiek czuje się zagubiony i nie wie, kim chce być w życiu. Zdaje maturę i nie wie, w którym kierunku iść. To nie tak, że jest nieukiem albo mu się nie chce, po prostu takie są czasy. Nie wiem, z czego to wynika. Za naszych czasów było tak, że człowiek zaczął tylko trochę myśleć i już wiedział, czy będzie lekarzem, rolnikiem, czy kimś innym.

Co Kościół może zaoferować młodzieży?

Kiedyś młodzieży w kościele było zdecydowanie więcej. Po pierwsze nie mieli tylu innych ofert albo mieli ich mało, a przy kościele zawsze coś się działo. Bycie ministrantem teraz a kiedyś to jest bardzo duża różnica. Teraz jest dużo innych atrakcji. Być może same metody naszego działania, duszpasterstwa są za słabe. Przecież proponuje się różne rzeczy, a nie zawsze jest odzew. Jednak gdy młodzież już zasmakuje, to pokazuje, że ma taką potrzebę. Niemniej nie powiem, że młodzież jest zła. Ze swojego doświadczenia nie mogę złego słowa powiedzieć. Jak jestem 17 lat w Okonku to nigdy nie doznałem przykrości od tutejszej młodzieży. Może to wynika z tego, że ja ich szanuję, nie traktuję z góry.

Reklama

W Okonku jest Ksiądz proboszczem 17 lat. Absolutny rekord.

Nie tylko tutejszy, ale także mój osobisty. Nigdzie dłużej nie byłem niż w Okonku.

Przechodząc ze Słupska tutaj nie postrzegał Ksiądz tego jako degradacji, zesłania na peryferie?

Miałem jeszcze do wyboru dwie parafie w Białogardzie. Zrobiłem jednak trochę na przekór. Okonek mi nawet odradzano. Potraktowałem to jako wyzwanie. Na początku nie było łatwo.

Tutaj jest Księdza dom?

Jestem tutaj zadomowiony. Wszędzie się dobrze czułem, ale z perspektywy czasu do tamtych parafii mój sentyment jest zdecydowanie słabszy. Tutaj, z tymi ludźmi czuję się bardzo blisko, bo ja ich znam. Wszystkich praktycznie. Podoba mi się praca w małym środowisku. Najgorszą parafią był Słupsk, gdzie na początku było 35 tys. osób w parafii. Straszna anonimowość. Tutaj tego nie ma. Mogę sobie już pozwolić na zdanie, żart, którego w innych okolicznościach nie mógłbym wypowiedzieć.

Reklama

Niewiele brakowało, a skończyłoby się to wcześniej. W 2008 r. mówiono o odwołaniu proboszcza...

To była dla mnie bardzo trudna sytuacja. Byłem gotowy do wyprowadzki, ale było mi przykro, bo zarzuty, jakie wtedy się pojawiły, to była nieprawda. Zarzucano mi, że parafię w Okonku doprowadzam do ruiny. Swoją przyszłą parafię byłem już nawet oglądać i powiedziałem biskupowi, że tam pójdę. Obiecałem też, że palcem nie ruszę, żeby zbuntować ludzi przeciwko tej decyzji. Dowiedzieli się o tym nie ode mnie i w ciągu jednej niedzieli zebrali blisko 2,5 tysiąca podpisów za tym, abym tutaj został. Dlatego rozpatruję to wydarzenie podwójnie. W pierwszej chwili było mi przykro, ale potem dostałem skrzydeł. Otrzymałem takie poparcie, jakiego trudno było się spodziewać. Ze złego wyszło coś dobrego. W tamtym momencie poczułem się tutaj naprawdę u siebie. Później miałem jeszcze jeden taki moment. Od dwóch lat walczę ze złośliwym nowotworem. Ksiądz wikariusz ogłosił mszę w intencji mojego zdrowia. W dzień powszedni o 9. Sam nie byłem w stanie jej odprawić. Nie dlatego, że nie miałem siły, ale jestem po prostu zbyt miękki. Poszedłem jednak usiąść w konfesjonale. Gdy zobaczyłem kościół pełen ludzi, jak na pasterce, to mi wystarczyło. To mi pomogło w przetrwaniu tej choroby. Ciągle się, co prawda, leczę, ale wyniki są bardzo dobre. To były dwa mocne, że tak powiem, momenty pozytywne. Jestem już na rencie, a w tym roku będzie emerytura. W sierpniu. Ale zostaję tu na terenie parafii. Nie jest tajemnicą, że mam domek w Rydzynce i chcę tu zostać, bo tutaj właśnie czuję się dobrze.

Przejście na emeryturę to będzie trudny moment?

Nie, chyba nie. Zawsze odchodząc z parafii nie miałem z tym problemu. Jestem może trochę dziwny, bo wprawdzie związuję się w jakiś sposób z parafią, ale rzadko wchodzę z ludźmi w towarzyskie relacje. Nie chodzę do ludzi w odwiedziny. Nigdy tego nie robiłem. Od tego jest kolęda. Nie uciekam od ludzi, ale nie mam potrzeby, żeby chodzić na tzw. kominki, jak to się dawniej mówiło. To jest nawet dla księdza bardzo dobre. Owszem, mam tutaj bliższe i dalsze mi osoby, ale jeżeli ksiądz bardzo jest związany z konkretnymi rodzinami, to może być to różnie odbierane. Kiedyś w kościele na mszy, chwaląc dobre relacje z wikarym, przyznałem, że jesteśmy po imieniu, chociaż bardzo rzadko tak skracam dystans i w parafii mam tylko cztery osoby, z którymi jesteśmy na „ty”. Zastanawiano się, którzy to są, ale to też pokazuje, jaki jestem. Oczywiście nie oznacza to, że stronię od ludzi czy się wywyższam.

Reklama

Czuje się czasami Ksiądz samotny jako kapłan?

Nie. Mam bardzo dużo pasji. O połowę mogłoby być mniej i chyba nawet lepiej bym się z tym czuł. Ja się nie nudzę. Nawet jak leżę chory w łóżku. Nie znam tego uczucia.

Porozmawiajmy więc o tych pasjach. Zacznijmy od zwierząt.

Tak. To jest ogromna pasja. U mnie się nawet wymknęła spod kontroli. W Okonku, na Rydzynce, to urosło do rozmiaru gospodarstwa. Mam je zarejestrowane, biorę dotacje z Unii. Teraz po trochu likwiduję, ale kiedyś to było.

Wyliczmy...

Konie, krowy, lamy, osły, owce, strusie, świnie. To wszystko nie było normalne. Świnie mangalice, wyglądają jak owce. Krowy szkockie kudłate i rogate. Wcześniej zwierzyniec miałem też w Słupsku. Biskup się śmiał, że gdybym musiał to nawet na dachu bym miejsce wygospodarował, żeby zwierzęta trzymać. Od dzieciństwa to się ciągnie.

Reklama

Był Ksiądz chrzczony w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, miłośnika zwierząt.

Tak. Poza tym uwielbiam ogród. To też jest moja pasja. W Słupsku był nawet konkurs ogólnopolski, prowadzony przez Gościa Niedzielnego, „Plebania w kwiatach”. Tam zdobyłem drugą nagrodę. To musiało być dwadzieścia parę lat temu. To mi się przydaje w kościele, bo kolejną moją pasją jest ikebana, robienie dekoracji z kwiatów. Z wiekiem jest z tym może trochę słabiej, ale jeszcze potrafię zaszaleć. Następne moje hobby to muzyka. Jestem co prawda bez wykształcenia muzycznego, ale moją pasją były zespoły. Począwszy od pierwszej parafii, na której byłem wikariuszem, a szczyt osiągnąłem w Słupsku, gdzie założyłem trzy zespoły. Chór chłopięcy to była rewelacja - jak oni grali i śpiewali! Samo to że udało się zebrać tylu chłopaków było już sukcesem. Jeździliśmy po festiwalach w całej Polsce. Później, jak byłem proboszczem, to już czas nie pozwalał na takie zaangażowanie, chociaż czasami miałem jeszcze ochotę.

Jeśli mowa o muzyce, to Księdza także ciągnie na scenę.

To było odkrycie. Generalnie byłem wstydliwym człowiekiem. Pierwsze festyny robiłem już w Słupsku, ale dopiero tutaj wskoczyłem na scenę. Talentu jakiegoś nie mam, ale muszę powiedzieć, że czuję się na scenie dobrze. Wygłupiam się, robię z siebie pozytywnego wariata, ludziom się to podoba. Z tego też korzysta parafia, bo bardzo dużo pieniędzy zarabiamy na festynach. 2/3 remontów jest finansowane z festynów. Rzadko kiedy proszę ludzi o pieniądze. W ciągu 17 lat może trzy razy były prowadzone normalne zbiórki. Nie chodzę od drzwi do drzwi, prosząc o pieniądze. Wracając do występów, to największym problemem bywa nauczenie się na pamięć tekstu.

Reklama

Jest jeszcze jakaś postać, w którą Ksiądz chciałby się wcielić na scenie?

Mógłbym właściwie w każdą, ale są osoby, na które jest mi łatwiej się ucharakteryzować. To była m.in. Maryla Rodowicz, dość fajnie udało mi się zrobić Krawczyka. Kiedyś robiłem nawet Tinę Turner. Wtedy poznałem, jak to jest chodzić w szpilkach. To jest makabra!

Lubi Ksiądz także podróże. Podobno jedne z ulubionych miejsc to Zakopane i Norwegia. Czyżby góry szczególnie Księdza pociągały?

W ogóle przyroda ma coś w sobie. W Zakopanym byłem pierwszy raz po pierwszym roku w seminarium i od tego momentu jestem zakochany w tym miejscu. Mnie tam ciągnie, choć nie jestem zdobywcą szczytów. Na Rysach nigdy nie byłem. Potrafiłem jeździć w Tatry trzy razy w roku. Zawsze z kimś, bo nie lubię sam jeździć. A Norwegia? Byłem tam już 6 razy. Po prostu uroczy kraj, przyjazny. Wszystko tam jest latem. Latem jest zima, latem jest lato, jesień, śnieg, piękne krajobrazy. Wszędzie można wjechać samochodem. Tam stado owiec idzie, wchodzi na drogę i wszyscy się zatrzymują, uśmiechają. Wyjątkowy spokój panuje.

Reklama

Jakie plany ma Ksiądz w związku z emeryturą?

Chyba nic się tak bardzo nie zmieni, więc też i planów nie mam specjalnych. Zniknie ta cisnąca czasami głowę czapka obowiązków, które trzeba wykonać w danej chwili, a nie wtedy, kiedy by się chciało. Nie chciałbym się jednak wyłączać z pracy duszpasterskiej. Jeśli przyjdzie kolejny proboszcz i mnie będzie do czegokolwiek potrzebować, to jestem gotowy. Najważniejsze, żeby zdrowie dopisywało.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama