Jednogłośnie, tak? Nie. Jednogłośnie. Nie! - radni przekrzykują przewodniczącego. Stanisław Pikulik zaczął tę kadencję lapsusem i z raz objętej drogi nie schodzi
„Otwieram posiedzenie Rady Narodowej” – pierwsze słowa Stanisława Pikulika w roli przewodniczącego zapadły w pamięć. Po uporządkowanej i stanowczej Barbarze Chorabik zwiastowały rozluźnienie w radzie. I słusznie, bo radny nie zawodzi pokładanych w nim nadziei. „Dziesięć za, dziesięć przeciw” – przewodniczący liczy głosy w sprawie zmiany budżetu na 2012 rok. Radnych jest piętnastu.
„Kto jest za?” – St. Pikulik poddaje pod głosowanie informację. – Tego nie głosujemy – podpowiada na głos Jerzy Kołodziejczyk. Przewodniczący zmieszany poprawia się. „Przechodzimy dalej...” – Trzeba to przegłosować – wiceburmistrz znowu służy pomocą.
- Bywa śmiesznie, bo czasami przewodniczący zachowuje się nieporadnie. A to zapomni o opinii komisji albo głosujemy coś, czego nie trzeba – radny (prosi o anonimowość) uśmiecha się na myśl o wpadkach radnego seniora. – Dobrze, że jest sekretarz, to pomaga liczyć głosy – dorzuca jego koleżanka z miejskiej ławy, Mariola Wegner. – Bo zanim Stasiu je policzy, to trzeba podnosić ręce drugi raz... [[reklama]] Z notesu
Tego dwa razy przewodniczący powtarzać nie musiał: „Co wy tu macie za budki, że jak chce się coś kupić, to trzeba się wypiąć?” Tak o złotowskich kioskach powiedzieć miał znajomy Niemiec, który odwiedził Stanisława Pikulika. Cytat zrobił furorę. Podobnie jak podsumowanie przez przewodniczącego bloku uchwał dotyczących nazw ulic: „Odświeżyliśmy sobie nazwy niektórych ulic i zastanawiamy się, gdzie one osą”.
- Ja reaguję na to uśmiechem – komentuje radny Krzysztof Koronkiewicz. - Czasem za dużo mówi i wtedy słyszę komentarze kolegów radnych, żeby tyle nie gadał, bo przez to jest zakręcony – zdradza "anonimowy".
- Ja na to reaguję uśmiechem. Powiem, że nawet jest to przyjemne, bo atmosfera podczas sesji nie jest taka sztywna. Stasiu bez tego by chyba nie istniał – uważa z kolei radna Wegner. „Czy są jakieś pytania co w związku z tym albo wyjaśnienia?” – mawia przewodniczący.
Biegły to on nie jest
Tak mówi o Stanisławie Pikuliku radny, który woli pozostać anonimowy. Kompetencji jednego z najstarszych rajców nie docenia: - Został przewodniczącym, bo komuś to pasowało, ale najlepiej mu to przewodniczenie nie wychodzi.
„Witam bardzo serdecznie pana burmistrza, witam pana... tutaj wiceburmistrza, witam również pana Macankę – komendanta Straży Miejskiej”. – Przewodniczący strzela gafy z przywitaniem gości, przekręca nazwiska – opowiada Krzysztof Koronkiewicz, ale szybko dodaje, że jakby miał Stanisława Pikulika oceniać, to dałby mu siedem punktów na dziesięć.
Ciekawe, jaką ocenę wystawi mu Gabriela Burdziak, która regularnie uczestniczy w sesjach? - Patrzę na te pomyłki z wielką wyrozumiałością. Każdy ma swoje wpadki: Burdziak, Wełniak, Pikulik… i tym się różnimy – dyrektor gimnazjum nr 2 śmieje się do słuchawki. Przyznaje jednak, że jak jest się przygotowanym, to eliminuje się lapsusy. - Każda sesja będzie szła ku lepszemu – uważa nauczycielka. A to już ponad dwa lata.
„Nie będziemy tutaj uskuteczniać wymiany zdań” – to podsumowanie niektórych dyskusji przez St. Pikulika.
- Wystarczy przeprosić, jak coś się wydarzy. Przytrafić to się może każdemu, oby nie za często. Trzeba nad tym popracować – uważa radny Henryk Golla.
Część radnych uważa, że przewodniczący powinien być bardziej konkretny i stanowczy. Niektórzy mówią wprost, że gdyby mieli jeszcze raz wybierać, to tym razem nie wskazaliby na Stanisława Pikulika. A Mariola Wegner broni starszego kolegi: - On te gafy popełnia na tej zasadzie, że myśli o czymś innym. Ale to jest taka dobra dusza. Nigdy nikomu nie odmówił rady czy pomocy. Ta pomoc jest wzajemna. Czasem tak bardzo, że trudno wskazać, kto prowadzi obrady.
- W jakimś stopniu jest to deprymujące, ale nigdy nie było jakiegoś oburzenia wśród radnych. To się nie zdarza – zauważa Stanisław Pikulik.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze