Możemy rozmawiać, ale tylko anonimowo. Gdy ludzie dowiedzieli się, że opiekujemy się kotami, zaczęli je przywozić nawet tam, gdzie pracuję. To po prostu nie jest w porządku
– mówi Karolina. Mają swój facebookowy profil, ale i jego nazwy nie chcą nagłaśniać, bo inni momentalnie to wykorzystują.
Bywało, że rano wychodziliśmy z domów, a ludzie stali i czekali, żeby oddać kota
– przyznaje Marta. Zaczęło się niewinnie. Jeden, drugi, później trzeci czworonóg, który znalazł schronienie pod ich dachem. Grupa liczy kilka osób, każdy ma w domu po kilka kotów.
Nie znam nikogo, kto pomaga kotom, a kto sam nie miałby kilku w domu
– podkreśla Marcin. Do pomieszczenia wchodzi z małym kotem zawiniętym w niebieski koc. To jedno z najświeższych znalezisk. Maluch słodycz ma wypisaną na pyszczku.
Zobaczymy, jak szybko znajdzie właściciela.
Taki jest główny cel ich działalności: dokarmianie wolno żyjących kotów i otoczenie troską tych będących w większej potrzebie: schorowanych, okaleczonych, po wypadkach – z finałem, w którym przywrócony do normalności kociak trafia do nowej rodziny. Ich akcja nabrała rozpędu przed rokiem, gdy Karolina postanowiła wesprzeć kilkunastu miejskich karmicieli – osoby, które w porozumieniu z miastem dokarmiają wolno żyjące koty, na co otrzymują z magistratu pieniądze.[[pay]]
W mieście uznano, że wystarczy, że będą podkarmiane, tak żeby zachować w nich głód polowania. To nie jest dobre rozwiązanie
– uważa Marta. Część karmicieli jest w ich grupie. Inni oficjalnie się tym nie zajmują, ale w praktyce też karmią koty.
Oprócz swojej piątki w domu dokarmiam też piętnaście innych w dwóch miejscach miasta
– sumuje Karolina. Od zwykłych karmicieli różni ich to, że w swoich czterech ścianach mają domy tymczasowe dla tych zwierząt.
M.in. dlatego jest to takie trudne, że biorąc je do domów musimy odseparować je od naszych kotów. To wymagające i odpowiedzialne zajęcie
Reklama
– uzmysławia. Najtrudniejsze są te przypadki, gdy trzeba zaopiekować się zwierzakiem, który wpadł pod samochód.
To nieprzyjemne sytuacje, często pełne cierpienia zwierząt, ale trzeba robić swoje
– przekonuje Marcin.
Miałam przypadek, kiedy chyba dopiero dwudzieste auto zatrzymało się w takiej sytuacji. Dziewczyna podeszła, zapytała, czy pomóc. Kot leżał w kałuży krwi
– wspomina Marta.
Gdy zwierzak trafia w ich ręce, procedura wygląda następująco: najpierw jest weterynarz, który sprawdza, czy ma koci katar, pchły i pasożyty.
Jest odrobaczony, wykonujemy kilka dodatkowych rzeczy i trafia do nas. Kto ma miejsce bierze je w swoje cztery ściany. Opiekujemy się nimi tak długo, aż znajdzie się nowy dom. Robimy zdjęcia, wystawiamy przez olx
– Karolina przyznaje, że czasami nowego właściciela udaje się znaleźć już po dniu, są jednak takie, dla których rodziny nie mogą znaleźć od roku. Imponująca jest lista miejsc, w które trafiły ich koty. Obok mniejszych i większych miejscowości w naszym powiecie są na niej również: Poznań, Warszawa, Borne Sulinowo, Piła, Gdańsk, Więcbork, a nawet Berlin. Z precyzyjnie przygotowanego zestawienia wynika, że za zachodnią granicę pojechała Pręgowana. Jest jedną z około siedemdziesięciu kotów, którym w ciągu kilku miesięcy udało się znaleźć nową rodzinę i cztery ściany. Każdy ma odmienne imię.
Kochamy te zwierzęta, jesteśmy otwarci na pomoc innym. Problem w tym, że ludzie chcą nam oddawać coraz większą ilość kotów i robi się z tego coraz większy kłopot. Nie robimy tego zawodowo. Nie jesteśmy fundacją, stowarzyszeniem, mamy swoje prywatne życie i wiele obowiązków
– uzmysławiają.
Zależy nam na tym, żeby uświadomić ludziom, że sami także mogą i są w stanie pomóc takiej znalezionej biedzie
– dodaje Marta.
Najbardziej irytujące są sytuacje, gdy ktoś do nas dzwoni i ma pretensje, że nie chcemy przyjąć kota. Wymagają, mówią w rozkazującym trybie, to nie są przyjemne sytuacje. Dlatego zależy nam na anonimowości
Reklama
– argumentuje.
Współpracują z magistratem, ze strażą miejską (która powinna być, ich zdaniem, znacznie lepiej przygotowana i wyposażona do takiej działalności: chodzi o klatkę, podbierak, linkę, smycz), a także z weterynarzami. Współpraca nie oznacza, że usługi nie kosztują. Te najbardziej kosztowne pokrywa samorząd.
Gdyby zsumować wszystkie pieniądze, jakie łącznie wszyscy wydajemy na koty, na ich leczenie, przechowywanie, dokarmianie, na pewno zebrałaby się z tego w skali miesiąca solidna pensja
Reklama
– szacuje Karolina.
To prawda, że człowiek przesiąka tym, co robi. Im dłużej tym się zajmuję, tym częściej łapię się na tym, że idąc przez miasto zerkam na krzaki, klomby, po prostu szukam tych kotów. Kiedyś ich nie dostrzegałem, ale od czasu, gdy się tym zajmujemy widzę, jak ogromna jest skala tego problemu
– przyznaje Marcin.
Takie zajęcie też niesie ze sobą ryzyko
– Marta wymownie na niego spogląda.
Cztery razy byłem pokąsany, dwa razy dość dotkliwie. Raz ręka potwornie mi spuchła, było nawet podejrzenie wścieklizny, które na szczęście się nie potwierdziło. Ale byłem kilka razy u chirurga, ściągał mi ropę
Reklama
– Marcin przyznaje, że dostał wtedy za swoje…
Bo to też inna prawda, że niektórych kotów nie da się oswoić. Taką mają naturę i takie zawsze już pozostaną
– przyznaje. Dlatego nie wszystkie zostają w ich domach, nie wszystkie przeznaczone są do adopcji.
Są wysterylizowane i trafiają na wolność
– Marta wyjaśnia, że właśnie sterylizowanie jest finansowane przez miasto.
Zabieg na kocie kosztuje kilkadziesiąt złotych, w przypadku kotek 180 zł, bo to już poważniejszy zabieg. Zwierzę musi być przez kilka dni pod kontrolą
Reklama
– porównują.
Marzeniem Marcina jest opanowanie w Złotowie sytuacji na tyle, żeby urodzenia tych zwierząt były przynajmniej pod częściową kontrolą.
Żeby nie rodziły się i nie zdychały zimą
– podkreśla. Drugie marzenie to zaangażowanie samorządów w stworzenie czegoś na wzór schroniska.
Pod Szczecinem zrzuciły się cztery gminy i powstało przytulisko dla kotów
– wskazują przykład.
W Złotowie takiego nie ma, nasi rozmówcy wpadli na inny pomysł – wykonują domki dla kotów wolno żyjących, które w dyskretny sposób lokują w mało widocznych miejscach miasta. Na razie to prowizoryczne, choć całkiem solidne styropianowe pudełka, które niebawem mają zastąpić bardziej profesjonalne chatki. Wykonane z drewna, ocieplone i estetyczne.
Koty są w mieście i chroni je ustawa o ochronie zwierząt i każdy ma obowiązek zapewnić im schronienie
– mówią Marcin, Marta oraz Karolina i podkreślają, że rozmieszczenie domków na terenie miasta zakłada projekt „Chatka dla zwierzaka”, który to otrzymał finansowanie w ramach budżetu obywatelskiego na rok 2018.
To niesamowicie potrzebny projekt, bardzo się cieszymy, że przeszedł!
– oceniają. Za niecałe 40 tys. zł powstać ma łącznie około 250 takich domków, nie tylko dla kotów. Będą to także budki lęgowe dla ptaków i skrzynki dla jeży, przeznaczone dla osób opiekujących się tymi, również będącymi pod ochroną, zwierzętami, które zamieszkały w ich ogrodach.
Jeży nie widać na pierwszy rzut oka, ale one są. Najczęściej przychodzą właśnie tam, gdzie dokarmiane są koty. Jedzą nawet kocią karmę. Ludzie nie chcą ich w ogrodach, a nawet nie zdają sobie sprawy, jak są pożyteczne, choćby przez to, że wyżerają szkodniki
– przekonują nasi rozmówcy.
To jednak kotom poświęcają najwięcej czasu. Liczą też na rozsądek innych i odpowiedzialnie dobierają tych, w ręce których przekazują zwierzęta.
Nie po to ratujemy kociaki z paskudnych warunków, leczymy je, poświęcamy im czas, wozimy do weterynarza po dziesięć razy, nie śpimy, wydajemy kasę, kochamy, ściskamy i całujemy, żeby oddać kota pierwszej osobie, która napisze na olx. Musimy pogadać, usłyszeć głos, zadać pytania, wyczuć, uzgodnić, uświadomić, opowiedzieć. Wychodzę z założenia, że jeżeli kogoś przerasta wizja dziesięciominutowej rozmowy przez telefon, to opieka nad kotem też go przerośnie
– to jeden z wpisów na facebookowym profilu grupy. Oto kolejny:
Ludzie, adoptujecie koty, bądźcie odpowiedzialni, do cholery! Coraz więcej zgłoszeń o szwendających się lub zagubionych kotach. Skoro musicie koniecznie wypuszczać futrzaki na dwór (czego osobiście nie popieram), zakładajcie obroże, identyfikatory z adresem, numerem telefonu, czipujcie! Kota adoptuje się na całe życie
– podkreślają, że decyzja o jego przyjęciu powinna być przemyślana i odpowiedzialna.
Jeśli znajdziesz potrącone zwierzę, zabezpiecz je: postaw trójkąt, okryj, przełóż w bezpieczne miejsce. Zadzwoń do straży miejskiej, na policję. Jeśli wymaga tego sytuacja i możesz, zabierz je do lecznicy. Dalej kontaktuj się ze strażą i urzędem. Nigdy nie bądź obojętny
– apelują Marta, Karolina i Marcin.
(Imiona naszych rozmówców zostały zmienione) [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wspaniali ludzie. Takich jest zdecydowanie za mało. Pozdrawiam Was.
Pan Mendyk pomoże jeśli przyznasz się,że to miejski kot,oby tylko dał się złapać,najpierw wsyp mu coś do jedzenia i daj wody niech poczuje,że jesteś człowiekiem nie bydlakiem,powodzenia
Jest pewien kot w okoloicy mojego domu, wyglada strasznie, jak moge mu pomoc? Jak zawioze do weterynarza to na mój koszt?
Kochani, nie martwcie się prymitywnymi, ohydnymi wpisami osób, którzy nie dorośli intelektualnie, aby rozmawiać o zwierzętach. To z ich strony ciemnogród. Podziwiam Was . Życzę zdrowia i wielu sił. Bardzo chciałbym Was poznać. Jesteście wyjątkowi.
Nie znam tych ludzi, ale wielki szacunek dla nich. Tylko ludzie o wielkiej inteligencji i wrażliwości poświęcają swój czas i pieniądze dla zwierząt. Ogrom pracy, poświęcenie, to wyjątkowe, niezwykle wyjątkowe.Jesteście wielcy!!!
Przeczytałeś ze zrozumieniem, raczej nie
A ilu imigrantów adoptowali ? Jeszcze nie mają ich dość w Berlinie i w całych Niemczech. Tylu lekarzy specjalistów wśród nich przybyło
skóry z kotów dobre są na korzonki
Uważaj bo ty na pewno zesrasz się i to pod siebie.
Po tym poznać jakim jest człowiek jaki ma stosunek do zwierząt ....
A co Ci do ich srania?? Ci ludzie potrafią pomóc, Ty potrafisz tylko głupio pier...ić i to jeszcze w komentarzach... Zasrancu
niech się nie zesrają.....
Wspaniali ludzie. Takich jest zdecydowanie za mało. Pozdrawiam Was.
Pan Mendyk pomoże jeśli przyznasz się,że to miejski kot,oby tylko dał się złapać,najpierw wsyp mu coś do jedzenia i daj wody niech poczuje,że jesteś człowiekiem nie bydlakiem,powodzenia
Jest pewien kot w okoloicy mojego domu, wyglada strasznie, jak moge mu pomoc? Jak zawioze do weterynarza to na mój koszt?