Anna Pranke Adriana K. po raz pierwszy spotkała przed porodem. Przyszedł do sklepu meblowego jej ojca kupić kanapę. Chciał zrobić niespodziankę żonie, która rodziła właśnie kolejne dziecko. Trójkę swoich maluchów posadził na jednym z mebli, a sam zaczął przebierać w towarze. Za wybraną kanapę miał zapłacić przy odbiorze. Nie zapłacił. - Przyszedł jeszcze raz, elegancko ubrany (był garniturek itd.) i zapytał, czy mogę mu wystawić fakturę na przelew na firmę – Anna Pranke uśmiecha się zza biurka w salonie. Złotowianin opowiedział jej o swojej firmie FENIX. - Znał swój NIP na pamięć, przedstawił się jako firma ubezpieczeniowa. Jestem tu tyle lat, że potrafię wychwycić kłamczucha i nigdy nie wypisuję faktur na przelew, ale on w rozmowie był bardzo przekonujący – kobieta dziwi się, jak łatwo Adrian K. zdobył jej zaufanie. - Był z dzieciaczkami, bardzo miły dla nich i to mnie urzekło – pani Anna usprawiedliwia się sama przed sobą.
Uzasadnienia dla dokarmiania złotowianina nie znajduje natomiast Monika Bruska. Właścicielka lokalu gastronomicznego w Złotowie dwa razy nakarmiła Adriana K. i jego rzekomych pracowników budowlanych. Tu mężczyzna także działał pod szyldem firmy FENIX. - Mnie bardzo trudno oszukać, a on owinął mnie wokół palca w sekundę – doświadczona restauratorka przyznaje, że ""przedsiębiorca"" ma dar przekonywania. Przy tym, nawet gdy do Bruschetty przywoził go pracownik Moniki Bruskiej, zawsze był miły i obiecywał, że zapłaci. Właściwie to już szedł po pieniądze... 22 lutego 2013 roku zaszedł do składu handlowego Cezarego Gradzika. Spodobała mu się szlachetność ""dębu wiedeńskiego wiekowego"". Wziął na fakturę wykonane z niego panele podłogowe. Ponad 800 złotych miał zapłacić w późniejszym terminie. Nie zrobił tego do dzisiaj. Jak to się stało, że właściciel sklepu, który sam mówi, że pieniędzy nie pożycza nawet znajomym, zgodził się odroczyć płatność? - Gdyby przyszedł sam, to bym go pogonił, ale poręczyła za niego pracownica – mówi wciąż zły na tamtą sytuację C. Gradzik.
Co takiego ma w sobie Adrian K., że ludzie łamali dla niego zasady?
Dżentelmen bez zasad
Annę Pranke naciągnął na dzieci i garnitur. Robił wrażenie godnego zaufania. - Nie chodziło o żadne aluzje damsko-męskie – podkreśla pracownica sklepu meblowego. Monikę Bruską przekonał rozmową: był uprzejmy, nienachalny, swobodny. Pracownica Cezarego Gradzika dziś nie pamięta, że poręczała za Adriana K. Czyżby chwilowe zauroczenie? Tak czy inaczej od lutego 2013 roku do końca sierpnia 2014 roku ten mężczyzna oszukał ponad trzydzieści osób na łączną kwotę około 14 tys. złotych. Wszystkich w podobny sposób – brał towar na przelew i nie płacił. Najpierw na firmę FENIX, potem na MAR-MAN, SEB-TOM i TOP-BUD, zmieniając przy tym nazwiska. Co kupował przedsiębiorczy złotowianin? Na przykład obiady. - Moja ciocia ma bar na Jastrowskiej i się zgadałyśmy, że ma takiego pana niepłacącego jak ja. Okazuje się, że pan zwiedził sobie cały Złotów – Anna Pranke dziś śmieje się z całego zajścia. Może dlatego, że wie już, jaki los spotkał oszusta. Gdy przestano go żywić ""na krechę"" w Złotowie, mężczyzna przeniósł się do Krajenki, Górznej, Zakrzewa i Lipki. W tej ostatniej jedzenie oraz papierosy i słodycze, z dowozem, zamawiał sześć razy w ciągu tygodnia. Zanim zażądano zapłaty ponad 600 złotych.
Oszukać trzydzieści trzy osoby pozwoliło mu pewnie też to, że nie był wybredny. Tu kupił materiały budowlane, tam dwie żarówki, gdzie indziej zabawki, buty i kocyki dla dzieci, a satynową pościel dla siebie, a nawet kwiatka w ozdobnej doniczce za 280 złotych. Chociaż to może uzasadnione, w końcu żona musiała już urodzić...
Aktor bez szkoły
Myli się jednak ten, kto uważa Adriana K. za bezczelnego złodzieja. Złotowianin bardzo dobrze wszedł w rolę i miał scenariusze na każdą okazję. - Gdy dzwoniłam, wymigiwał się, że właśnie zmarł jego tata. Gdy wysłałam do niego pracownika powiedział, że musi porozmawiać ze swoją księgową, ponieważ to ona nawala. Przeprosił za to i powiedział, że w ciągu siedmiu dni będą zapłacone pieniążki – opowiada Anna Pranke. - Potem nie odbierał już telefonów, a ja widziałam go na mieście z piwem w ręku i już bez garnituru – dodaje. - Obiecywał, że ureguluje rachunek jak tylko zapłacą mu klienci firmy, bo zalegają. Nigdy nie unikał rozmowy. Zawsze był bardzo grzeczny i przystępny – twierdzi z kolei Monika Bruska. Miły, kulturalny - jak tu się gniewać na takiego oszusta? - To jest jakiś fenomen. Jestem w szoku, jaki on sobie znalazł sposób na życie. Mnie nigdy nikt nie okłamał, ale on umie grać i ode mnie ma Oskara totalnie – twierdzi A. Pranke.
Sprzedam-wynajmę
Szczyt swoich możliwości złotowianin pokazał jednak nie jako klient, ale jako wynajmujący mieszkanie. Lokal przy Bohaterów Westerplatte oferował co najmniej czterem osobom. Od każdej pobierał zaliczki – od 300 do 800 złotych. Wynająć tego mieszkania oczywiście nie miał prawa.
Skoro mowa o nieruchomościach, to warto odnotować najwyższą kwotę przestępstwa popełnionego przez Adriana K. Między 26 lipca a 8 sierpnia 2014 roku ukradł on z prywatnej posesji m.in. płytę gazową, kątowniki, żaluzje aluminiowe, beczkę, a nawet transformator elektryczny. Zdobył w ten sposób 2900 złotych. W końcu poszkodowani nie wytrzymali i Adrian K. trafił na ławę oskarżonych. Sędzia Sądu Rejonowego w Złotowie Jerzy Hławiczka uznał go winnym trzydziestu trzech występków. Zobowiązał go do oddania pieniędzy poszkodowanym i wymierzył mu karę dwóch lat więzienia. Zwolnił go za to z kosztów sądowych.
Łukasz Opłatek
[[reklama]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze