Reklama

Aleksander w OLO dwukrotnie przepłynął Atlantyk. Teraz o tym opowiada.

06/01/2016 11:15
- Zdarzały się sztormy, czasem trzeba było też wiosłem zdzielić przez łeb rekina – mówił Aleksander Doba, który w ubiegłym tygodniu gościł we Wszechnicy Wiejskiej w Skórce

Już pierwszy rzut oka na prelegenta poniedziałkowego spotkania zorganizowanego w Skórce wystarczył, by stwierdzić, że najbliższe dwie godziny upłyną niesłychanie szybko. Sala sportowa miejscowej szkoły wypełniła się chętnymi do wysłuchania oceanicznych opowieści po brzegi. Aleksander Doba to człowiek nieprzeciętny. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto w wieku 64 lat postanowił, że nie będzie nudził się na emeryturze i w ramach oderwania od szarej rzeczywistości w kajaku pokona Atlantyk? Warto tu dodać, że nie porywał się z motyką na Słońce. Wcześniej przez wiele lat zdobywał cenne doświadczenie opłynąwszy kajakiem m.in. Bałtyk i Bajkał.

Reklama

- A co tak będę stał przed ekranem. Proszę mi zrobić zdjęcie z paniami - żartował podróżnik

Miesiące przygotowań poprzedziły również jego pierwszą atlantycką wyprawę w 2010 roku. Najpierw powstać musiał kajak, o konstrukcji zdecydowanie wytrzymalszej i bardziej wszechstronnej od tego co znamy z okolicznych spływów. Jednostkę o nazwie OLO zaprojektowali Rafał Głodka, Michał Klimek i Radosław Zygmunt. Powstała w stoczni w Szczecinie. Jej wymiary to jedynie 7 metrów długości na metr szerokości kadłuba. Na tak niewielkiej przestrzeni zmieścić musiała się odporna na przeciekanie wody kabina do spania oraz „bagażnik” na odzież, wodę i żywność. Ponadto OLO zyskał też specjalne pałąki chroniące przez zatopieniem, panel słoneczny, nadajnik GPS, światła nawigacyjne, radiostację i elektryczną odsalarkę do wody, która dość szybko się zepsuła i przez cztery godziny dziennie wodę odsalać trzeba było ręcznie. Razem z zapasami całość ważyła 550 kilogramów.

Reklama

Dwie godziny morskich i oceanicznych opowieści minęły błyskawicznie

W pierwszą wyprawę Aleksander Doba ruszył 26 października 2010 roku z Dakaru. Po czternastu tygodniach i zrzuceniu 14 kilogramów dotarł do wybrzeża Brazylii. - Po drodze zdarzały się sztormy, czasem trzeba było też wiosłem zdzielić przez łeb rekina. Te kilkadziesiąt razy zachęcały mnie do wspólnej kąpieli. Nie dałem się namówić – mówił Aleksander Doba. W nocy budziły go latające ryby uderzające w kadłub kajaka. W ciągu dnia we znaki dawało się palące Słońce. Nabawił się też potówek, a wszechobecna sól nie pozwalała goić się ranom i otarciom. To mu jednak nie wystarczyło.

Reklama

Na koniec można było poprosić o autograf, ustawiła się długa kolejka chętnych

- Poszedłem na łatwiznę, tamta trasa była zbyt krótka – mówił podróżnik. W 2013 roku, w wieku 67 lat, jeszcze raz ruszył przez Atlantyk. OLO przeszedł modyfikacje, tracąc część ze znienawidzonego przez kajakarza pałąka. Musiał też zmieścić jeszcze więcej bagażu w postaci zapasów jedzenia i wody. Podróżnik ruszył 5 października z Lizbony. 17 kwietnia 2014 roku, po pokonaniu 4500 mil morskich, dopłynął do wybrzeża Florydy. Wiosłowanie po dwanaście godzin dziennie przyniosło efekt. Rzecz jasna nie obyło się bez przygód. Znów we znaki dawały się sztormy, rekiny, czasem zbyt blisko przepływające w nocy tankowce, uszkadzające kajak. Pokonać trzeba było cieszący się złą sławą Trójkąt Bermudzki. Niewiele brakowało, a wyprawa mogła zakończyć się fiaskiem. Aleksander Doba cel jednak osiągnął dzięki swej determinacji i pomocy przyjaciół. Osiągnął to, o czym zawsze marzył i to właśnie było jego głównym przesłaniem, którym dzielił się w Skórce. - Nie bójcie się marzeń – mówił. Biorąc pod uwagę gromkie brawa, które zebrał, można zaryzykować stwierdzenie, że przekonał słuchających go.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    do Redakcji - niezalogowany 2016-01-07 15:03:30

    Teraz mi procesor zajarzył:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kajakarz - niezalogowany 2016-01-07 10:30:01

    A chciałbyś się kapać z rekinami? One z pewnością chciałby (zachęcały) pokąpać się razem (lub zjeść) z panem Aleksandrem

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości