Wykład prof. Andrzeja Kokowskiego pt. „Kupcy, biedacy i złodzieje; czyli jak to z importami rzymskimi na Krajnie było” przyciągnął liczną publiczność, której naukowiec przybliżył fascynujące wyniki badań z naszego regionu
We wtorek, 29 października, w sali sesyjnej Urzędu Miejskiego w Złotowie, na spotkanie z profesorem dr hab. Andrzejem Kokowskim, Honorowym Obywatelem Miasta Złotowa, związanym na co dzień z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, przybyły prawdziwe tłumy.
Znakomity archeolog przybliżył zebranym efekty prac, prowadzonych w ramach projektu „Katalog importów rzymskich z Krajny”, który realizowany był w latach 2021-2023. Efektem końcowym projektu jest publikacja „Corpus der römischen Funde im europäischen Barbaricum Polen 6. Krajna”, będąca owocem współpracy archeologów, numizmatyków, geografów i kartografów z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Uniwersytetu Warszawskiego, Muzeum Okręgowego w Pile, Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy oraz archeologa-amatora z Wałcza. Opracowanie zawiera szczegółowe informacje o odkryciach, zarówno archiwalnych, jak i współczesnych, z okolic Bydgoszczy, Piły, Złotowa, Nakła i Sępólna Krajeńskiego.
Podczas spotkania profesor Kokowski opowiadał o powstawaniu tego dzieła i jego znaczeniu dla badań nad przeszłością ziem polskich. Profesor podkreślił, że Krajna, pomimo początkowych wątpliwości, okazała się regionem niezwykle interesującym i bogatym w ślady kontaktów z kulturą rzymską. W trakcie wykładu wskazał też, że sukces w pracy archeologa wymaga nie tylko dostępu do materiałów i dowodów, ale też wyobraźni, a nawet filozoficznego zacięcia, aby móc łączyć rozproszone ślady i odkrycia.
Na wykład prof. Andrzeja Kokowskiego zaprosiło Muzeum Ziemi Złotowskiej oraz Burmistrz Miasta Złotowa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To była też niepowtarzalna okazja do bliższego poznania mizoginii pana profesora, który uporczywie nazywał swoje studentki małpami oraz wyrażał zadowolenie, że "największą małpa po licencjacie wyszła za mąż i nie kontynuowała studiów". I rubasznego rechotu ze strony publiczności, której to nie przeszkadzało. Jezu, jak tu ma się coś zmienić... w każdym cywilizowanym miejscu takie zachowanie spotkałoby się co najmniej z dezaprobatą, ale w Złotowie oczywiście jest Złotów.
To była też niepowtarzalna okazja do bliższego poznania mizoginii pana profesora, który uporczywie nazywał swoje studentki małpami oraz wyrażał zadowolenie, że "największą małpa po licencjacie wyszła za mąż i nie kontynuowała studiów". I rubasznego rechotu ze strony publiczności, której to nie przeszkadzało. Jezu, jak tu ma się coś zmienić... w każdym cywilizowanym miejscu takie zachowanie spotkałoby się co najmniej z dezaprobatą, ale w Złotowie oczywiście jest Złotów.