Reklama

Artur Krzyżek – rekordzista. Mistrz!

19/03/2022 16:00

Od trzech lat uprawia Frame Running. Sport pomaga mu walczyć z chorobą. Na koncie ma kilka nieoficjalnych rekordów świata. Teraz rusza do Danii by potwierdzić swoje osiągnięcia

Artur Krzyżek od najmłodszych lat zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym. To powoduje m.in. niewyraźną mowę i poważne problemy z chodzeniem. 22–letni już mężczyzna ma orzeczony znaczny stopień niepełnosprawności. Jeszcze do niedawna Artur był bardzo zależny od swoich najbliższych. To zaczęło się zmieniać, gdy w jego życiu pojawił się sport. Frame Running.

Niechęć do wszystkiego

Pierwsze lata nauki Artur spędził w szkole integracyjnej w Bydgoszczy.

– Tam wówczas mieszkaliśmy – mówi Beata Wiącek, mama Artura. Gdy przenieśli się do Górznej, nastoletni wtedy Artur trafił do gimnazjum w Radawnicy.

Reklama

– Mieliśmy obawy, jak to wyjdzie, ale wyszło bardzo dobrze. Artura świetnie tam przyjęto, tak jeżeli chodzi o nauczycieli, jak również o rówieśników – dodaje pani Beata.

Nieco gorzej było później, w okresie szkoły średniej, już w Złotowie. Tam Artur miał więcej zajęć indywidualnych, nie przebywał tyle z klasą.

– Nie miał kolegów. Niechętnie podchodził do wielu rzeczy. W szkole średniej często unikał kontaktu. Dostrzegł, że przez niewyraźną mowę młodzież raczej stroni od rozmowy z nim, bo ta wymaga czasu i skupienia. Doszedł do tego bunt nastolatka. Odseparował się. Zupełnie inaczej funkcjonował tam niż w domu, gdzie chętnie zagadywał, nawet podśpiewywał. W domu poruszał się samodzielnie, w szkole musiał mieć balkonik. Było tam zbyt wiele dźwięków, które go rozpraszały i było ryzyko, że będzie się przewracał. Dla nas szczęściem było, że choć byle jak mówi, to jednak mówi, że byle jak chodzi, ale chodzi oraz że choć część rzeczy umie wokół siebie zrobić samodzielnie – wspomina pani Beata. Z podejściem do ćwiczeń rehabilitacyjnych też bywało różnie.

Reklama

– Robił tyle, ile musiał, ze średnim zaangażowaniem – dodaje Beata Wiącek.

Artur = sportowiec

Historia z Frame Running zaczęła się w 2019 roku.

– Będąc z Arturem na rehabilitacji w Zabajce 2, usłyszałam o tym. Stwierdziłam, że warto by było, żeby spróbował. Był już po szkole średniej. Pojechałam do Fundacji Złotowianka, by poznać więcej szczegółów – mówi pani Beata. Niedługo później jechała już z Arturem na pierwszy trening do Złotowa.

– Nie był zbyt chętny. Podchodził do tego sceptycznie – o braku euforii ze strony syna mówi jego mama. Jednak już na pierwszych zajęciach coś w Arturze się zmieniło.

Reklama

– Myślę, że wpływ miała atmosfera. Artur też to przyznał. Podobało mu się, że trener podchodzi do niego jak do w pełni zdrowego człowieka. Rozmawiał z nim, objaśniał, pokazywał, pomógł usiąść na rower. Artur czuł się tak, jakby wreszcie miał kumpla. Otworzył się też dlatego, bo zobaczył, że niepełnosprawność dotyka nie tylko jego. Zobaczył, że ludzie jeszcze poważniej chorzy od niego radzą sobie w tym sporcie. Dużo potrafią sami zrobić. To go zmotywowało – wspomina pani Beata. To sprawiło, że z każdym kolejnym treningiem Artur mocniej angażował się w te zajęcia, podobnie jak jego rodzina. Zaczęły się wyjazdy nie tylko na treningi do Złotowa, ale też do Piły. Do tego na zawody i obozy treningowe, odbywające się w różnych częściach Polski.

– Zgłosiliśmy swój akces do projektu, który, jeżeli chodzi o Frame Running, realizowała Fundacja Złotowianka. To był bardzo dobry pomysł, bo umożliwił maksymalne wejście Artura w ten sport. Opiekę nie tylko trenerów, ale też psychologa. Udział w tym projekcie nas też mobilizował, bo trzeba było wywiązywać się z obowiązków z nim związanych. Dodatkowo kupiliśmy mu jego własny mobileR, robiony na zmówienie, specjalnie dla niego. Obecnie trenuje nawet cztery razy w tygodniu. Efekty, jeżeli chodzi o poprawę stanu zdrowia, widać było bardzo szybko, a w tej chwili są one naprawdę znaczące. Artur lepiej stawia nogi, lepiej się porusza. Stał się też bardziej otwarty, komunikatywny. Zyskał na pewności siebie. Zyskał też przyjaciół. Wcześniej nie odwiedzał go nikt, teraz mają grono swoich Frame Running’owców, którzy do siebie zaglądają, piszą, dzwonią, śmieją się ze swoich ułomności i zupełnie nie przejmują się tym, co kto o tym myśli. Teraz dla niego i dla nich liczy się głównie sport. Trzymają sztamę. Widać to zwłaszcza na zawodach, zgrupowaniach, gdzie jeden drugiemu pomaga – mówi pani Beata.

Reklama

– Ten sport całkowicie odmienił życie Artura – mówi jego mama Beata Wiącek


Rekordzista z Górznej

Na pierwsze zawody Artur wyjechał w 2020 roku. Atmosfera stadionu lekkoatletycznego go nie speszyła. Wręcz przeciwnie. Uzyskał bardzo dobre czasy, które podczas kolejnych startów ciągle poprawiał.

– Na Memoriale Kamili Skolimowskiej w 2020 r. pobił rekord świata na 100 m w RR1, który wynosił wtedy 26,67 s. Wynik Artura to 26,07 s. W 2021 r. również na Memoriale Kamili Skolimowskiej pobił kolejny raz rekord na 100 m w RR1. Wynosił on wówczas 25,32 s. Artur osiągnął wynik 23,38 s.  Niestety te czasy nie są jeszcze uznawane w świecie. Artur posiada bowiem, póki co, tylko narodową klasę zawodniczą RR1. By wynik był uznany, musi mieć klasę międzynarodową. Jej zdobycie jest możliwe tylko poza granicami naszego kraju, np. na zawodach w Danii. Było blisko, by to osiągnąć, jednak na przeszkodzie stanęła pandemia i ograniczenia z nią związane – mówi Beata Wiącek. Artur świetny wynik osiągnął też na 200 m. Jego czas to 51,44 s, także zaliczany do światowej czołówki.

Reklama

– Artur tak jak wcześniej podchodził do wszystkiego niechętnie, tak zaczął mocno się angażować. Ćwiczenia wykonuje dokładnie. Pilnuje treningów. Wzmocnił mięśnie brzucha i pośladków. Poprawił się zakres jego ruchów. Jeszcze więcej niż do tej pory robi wokół siebie sam, np. w toalecie czy przy kąpaniu. Pomagamy mu z jedzeniem, ale też stara się, na tyle ile może, ogarniać to samodzielnie – mówi pani Beata. Marzeniem Artura jest nie tylko zdobycie klasy międzynarodowej. Chciałby ustanowić oficjalne rekordy. Ma na to szanse, bo cały czas wykręca dobre czasy. Marzy też, by znaleźć się w reprezentacji Polski w Frame Running.

– To niesamowita przygoda dla mnie – mówi 22–latek.

Reklama

– Daje mu to ogromną satysfakcję, nam też. Cieszymy się, że tak się to wszystko ułożyło, że poznaliśmy tylu świetnych ludzi. Wielkie podziękowania i słowa uznania należą się Fundacji Złotowianka i trenerów FR. To bardzo zaangażowani w to co robią ludzie. Warto też przy tym dodać, że choć Artur i inni zawodnicy świetnie się przy tym bawią, to nie jest tylko zabawa. Ten, kto tego dotyka, wie o tym doskonale – mówi pani Beata.

Sz. Chwaliszewski, foto: archiwum rodzinne A. Krzyżek, B. Wiącek, A. Stykowski

Reklama

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości