Do Łobżenicy wróciłam w 1985 roku i rozpoczęłam pracę w miejscowym urzędzie. Ze względu na wykształcenie zajmowałam się drogami. Już wtedy, a nawet jeszcze wcześniej pojawiały się propozycje, żeby Łobżenica zyskała obwodnicę. Warunkowane to było m.in. historycznym układem urbanistycznym z dwoma rynkami, który określano jako szczególnie wartościowy. Wskazywano też, że taki właśnie układ sprawia, iż ulice w mieście są za wąskie dla większych niż osobowe pojazdów. Przebieg drogi objazdowej dla miasta znajdował się nawet w planie zagospodarowania przestrzennego. Wówczas obecna droga wojewódzka miała status krajowej, co ułatwiało sprawę realizacji takiej budowy. Natrafiliśmy jednak na problemy. Pierwszy to był wykup nieruchomości. Nie było specustawy, a rozmowy z niektórymi właścicielami nieruchomości nie przebiegły pomyślnie. Kolejna kwestia to niewielkie zainteresowanie tematem ówczesnego naczelnika gminy oraz samych mieszkańców. Ruch nie był tak duży jak obecnie i przez wielu taka potrzeba nie była uznawana za priorytetową.

Widoczny na zdjęciu baner wisi na balkonie Mai Szemiel od pięciu lat. Widzi go każdy, kto dojeżdża do skrzyżowania ulic Mickiewicza i Sportowej
Sprawa przycichła na dobre kilkanaście lat. W tym czasie faktycznie ruch tranzytowy się zwiększył i to bardzo. Związane jest to podobno z tym, że wybierając drogę przez Łobżenicę kierowcy robią sobie skrót, jadąc w stronę wybrzeża. Jeśli mają też informacje o kontrolach Inspekcji Transportu Drogowego na drodze krajowej, także wolą jechać bokiem, żeby uniknąć zatrzymania...
Reklama
Efekty przetaczania się przez miasto wielotonowych TIR–ów mogę przedstawić na przykładzie swojego domu. Zewnętrzny siding zamontowaliśmy głównie, by ukryć spękania na ścianach. Tynkowanie się nie sprawdzało. Spękania pojawiają się też we wnętrzu. Przejazd ciężarówki jest wyczuwalny od razu, bo mury drżą w posadach. Notorycznie mamy też uszkadzane ogrodzenie przed domem, czy to od uderzeń manewrujących ciężarówek, czy od wibracji. Ten problem mają wszyscy, którzy mieszkają w sąsiedztwie drogi wojewódzkiej i nie tylko. Sprawa dotyczy całego centrum miasta.
To też może być już kilkanaście lat wstecz. Sformalizowane, opisane działania podjęliśmy w ramach działalności Towarzystwa Miłośników Łobżenicy, którego niegdyś byłam prezesem. Pierwszy wniosek do Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu, argumentujący potrzebę obwodnicy dla Łobżenicy, wysłaliśmy 13 grudnia 2011 roku. Celowo było to sformułowane jako wniosek, bowiem np. apel czy petycja nie wymagają odpowiedzi. Wniosek już tak. Mimo to komentarza ze strony UM nie otrzymaliśmy. Po raz kolejny wniosek składaliśmy 21 czerwca 2013 roku. Oprócz pisma przedstawiającego skalę problemu i wymieniającego realne zagrożenia dla miasta, załączyliśmy około tysiąc podpisów. Składający je mieszkańcy naszej gminy w ten sposób zadeklarowali poparcie dla realizacji obwodnicy. Te dokumenty do Poznania osobiście zawoziła Zdzisława Bosak–Kawa , prezes TMŁ i Kazimierz Sztych. Niestety nie zostali przyjęci przez marszałka, ponownie nie otrzymaliśmy też odpowiedzi. Kolejne podejście miało miejsce w 2015 roku, kiedy w lipcu marszałek odwiedzał Łobżenicę. Co więcej – przygotowaliśmy prezentację ze zdjęciami, na których było widać, jak TIR–y ledwo mijają się z osobówkami, jak klinują się na łukach czy wjeżdżają na chodniki, żeby pokonać zakręt. Jakież było nasze zdziwienie, gdy marszałek stwierdził, że żadne pisma do niego nie trafiały, że sprawę zna tylko z relacji ustnej. Nie ukrywam, zaniepokoiło nas, że w sumie zlekceważono blisko tysiąc opinii za tym, aby powstała tu obwodnica. Jeszcze raz zabiegała też o to Zdzisława Bosak–Kawa, przekonując Radę Powiatu Pilskiego do wystosowania apelu do województwa. Taki apel też wysłano.
Reklama

Zabytkowy układ urbanistyczny wymusza wąskie ulice. To z kolei zmora dla kierowców większych niż osobowe pojazdów
Według tego kryterium nie jesteśmy w stanie równać się np. z Obornikami Wielkopolskimi. Już od lat 80–tych głównym kryterium w naszej ocenie miało być zabezpieczenie historycznego układu urbanistycznego miasta. Pamiętam nawet, że w 1986 roku uczestniczyłam w spotkaniu dotyczącym systemów – układów komunikacyjnych małych miast, które odbywało się w Tucznie. Łobżenicę przedstawiano tam jako przykład miasteczka, które wymaga drogi objazdowej, bo już wtedy w jej centrum trudno było znaleźć drogi, które odpowiadałyby wskazanym do danej kategorii szerokościom. Podkreślano, że nasz układ urbanistyczny należy ochronić przed ruchem tranzytowym. Takie zapisy znalazły się nawet w dokumentach strategicznych województwa, z czasem jednak zniknęły. Na szczęście mamy ich kopie w dokumentach TMŁ, dotyczących tej sprawy. Gromadzimy je, by nikt nie zarzucił, że coś nie zostało wysłane, napisane, przygotowane.
Reklama
W stosunku do lat osiemdziesiątych zmieniły się dwie podstawowe rzeczy. Na obwodnicy zależy zarówno lokalnym władzom samorządowym, jak również sporej grupie mieszkańców. Owszem, pojawiają się głosy, że taka droga uniemożliwi wjazd ciężarówek do miasta, a przecież one muszą tam dowieźć towar, np. do firm. Nie walczymy o to, by całkowicie wyprowadzić ciężarówki z miasta, lecz o to, by ich kierowcy mieli alternatywę. Ci, którzy nie musieliby wjeżdżać do Łobżenicy, nie musieliby pchać się przez centrum. To samo dotyczy gospodarzy, którzy teraz też często są zmuszeni przejeżdżać np. kombajnami przez miasto. Cieszymy się, że jesteśmy zapisani w tzw. planie transportowym województwa, ale to tylko zapis. Oprócz nas jest tam około 70 innych zapisów. Podczas rozmów, także kuluarowych z marszałkiem czy dyrektorem Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich usłyszeliśmy ponownie o kryterium ruchu. Byliśmy na to przygotowani, odbijając piłkę pytaniem o to, jakie są standardy szerokości jezdni i chodników na drogach wojewódzkich w terenie zabudowanym. Czy to co biegnie przez miasto ma siedem, osiem metrów szerokości? Panowie wskazywali też, że wiele w tej sprawie może dać nasz nacisk. Mam nadzieję, że dzisiaj władze bardziej liczą się z głosem społeczeństwa niż w latach 80–tych.
Będziemy walczyć do końca, do momentu, aż starczy nam sił albo wreszcie wybudują tę obwodnicę. Rozumiem, że w kasie województwa może nie być pieniędzy, by wszystko zrobić od razu i na już. Taka budowa to jednak długotrwały, wieloetapowy proces, który mógłby się rozpocząć czymś więcej niż tylko zapisem. Opracowanie dokumentacji, projekt, zebranie zgód, pozwoleń, przejęcie gruntów. Wstępny kosztorys pięciokilometrowego odcinka obwodnicy wyceniono na około 35 milionów złotych. Nie znamy dokładnego przebiegu, wiemy, że nie obędzie się bez mostu, bo trzeba przejść przez Łobżonkę. To wszystko potrwa.
Reklama
Wiem, że ludzie młodzi nie mają czasu na takie rzeczy. Dom, rodzina, praca – sama to przerabiałam. Wierzę jednak, że jeśli nas zabraknie albo nie damy rady dłużej tego ciągnąć, ktoś naturalnie dokończy to dzieło. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to trwało w nieskończoność i że doczekamy się obwodnicy dla Łobżenicy.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski,
fot. Sz. Chwaliszewski i TMŁ[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kierowcy ciężarówek! ! Czapki z głów dla Was za pokonanie tego odcinka drogi...
Kierowcy ciężarówek! ! Czapki z głów dla Was za pokonanie tego odcinka drogi...