W jakich ramach zamyka się powyborcza aktywność radnego? Życie od lat pokazuje, oczywiście z pewnymi wyjątkami, że ich zapał przygasa. Zwalić winę na inercję radnego jest jednak najłatwiej, tymczasem okazuje się, że porównywalnie często stygną chęci społeczeństwa. Więcej – czasami wcale się nie rozbudzają. Inna rzecz, że Ci, którzy borykają się z problemami, z reguły korzystają z indywidualnych ścieżek kontaktu, zjawiają się u radnego bezpośrednio i w cztery oczy omawiają istotne kwestie.
[[reklama]]
Face to face
Radni Rady Miasta Jastrowie, podobnie jak przedstawiciele innych powiatowych rad (w złotowskiej radzie miejskiej jest jeden „ewenement”), spotkań z wyborcami nie organizują. Żaden z nich nie ma też skrzynki mailowej, na którą mogłyby spływać prośby, pomysły czy skargi wyborców. Kilka pomysłów na wzniecenie kontaktów chodzi jednak rajcom po głowie – sił trzeba nadłożyć, mobilizacja społeczeństwa, jak wynika z informacji, które otrzymaliśmy, nie będzie bowiem łatwa.
Jak mówi Joanna Harbuzińska-Turek, w jej ocenie aktywność mieszkańców – omawiana w każdym aspekcie – jest po prostu kiepska. Brakuje zarówno próśb o pomoc, jak również pomysłów, pochwał i słów krytyki. Radna nie organizuje spotkań z wyborcami, pozostaje jednak do ich dyspozycji – jak opowiada, jeśli ktoś chce zamienić z nią kilka słów, fatyguje się osobiście. W podobny sposób kontaktuje się ze społeczeństwem Jan Stapiński, mieszkaniec Sypniewa. - Jeśli ludzie mają problem, to po prostu do mnie przychodzą, zawsze jestem uchwytny – mówi radny, tłumacząc, że specyfika wsi, gdzie wszyscy się znają, ułatwia kontakty. - Zawsze mam drzwi otwarte – dodaje. W domu petentów przyjmuje również Stanisław Gawluk, który w ich sprawie pośredniczy później w kontaktach z burmistrzem. Spotkań nie organizuje. - Mamy bieżący kontakt – wyjaśnia. Taki preferują też Władysław Cielas, który często rozmawia z mieszkańcami na osiedlu (również telefonicznie) Aleksandra Ciołek-Kruszyńska, która chętnie zbiera głosy mieszkańców swojego okręgu (sama również o nie zabiega) oraz Agnieszka Kazberuk. – Urodziłam się w Jastrowiu, wielu ludzi tutaj znam więc każde wyjście na spacer to rozmowa z wyborcami, mieszkańcami – wyjaśnia, dodając, że w grę wchodzi również kontakt telefoniczny. W takim pozostaje też ze swoimi wyborcami Krzysztof Bzowski. – Z racji pracy dużo jestem w terenie – dodaje radny, przyznając, że to ułatwia mu wsłuchiwanie się w ich głosy.
[[nowa_strona]]
Szału nie ma
Jan Przybylski, przewodniczący rady miejskiej w każdy poniedziałek pomiędzy 14.00 a 15.30 na mieszkańców w magistracie czeka, Ci nie szturmują jednak urzędu. Od początku kadencji, czyli przez ponad 2,5 roku, zjawiło się u niego ok. 10 osób. Więcej – nie wszyscy trafili pod właściwy adres – część osób przyszła po prośbie w sprawach, które nie leżą w kompetencjach rady. - Największy ruch zawsze jest na początku kadencji – opowiada J. Przybylski, doświadczony samorządowiec. Anna Ośka co prawda żadnych dyżurów nie pełni, natomiast jakiś czas temu proponowała kolegom-radnym, by takowe utworzyć i sprawiedliwie nimi podzielić. - Pomysł nie wzbudził zainteresowania – przyznała jednak, tłumacząc, że w związku z tym zwyczajnie upadł. Tymczasem próśb, uwag, które do niej spływają, jest coraz więcej. Podobny trend zauważył Michał Ludwisiak. - Lubię rozmawiać z ludźmi, dlatego najczęściej kontaktuję się z mieszkańcami gminy osobiście. Często otrzymuję telefony z prośbą o spotkanie lub interwencję w jakiejś sprawie. Z uwagi na to, że w ostatnim czasie pytań jest więcej, zdecydowałem się na uruchomienie dyżuru radnego, na który zapraszam w każdy pierwszy wtorek miesiąca – mówi radny. - W tym miesiącu w odpowiedzi na oczekiwania mieszkańców uruchomiłem profil radnego na facebook-u – dodaje. - Zamierzam tam poruszać sprawy, o które pytają mnie mieszkańcy gminy, zamieszczać moje aktywności: wnioski i interpelacje, informacje z życia Jastrowia, relacje z sesji – wyjaśnia. - Rozważając uruchomienie profilu na facebook-u brałem pod uwagę, że obecność w serwisie społecznościowym to nie tylko „lajki”, ale i krytyka. Chciałbym, aby moje konto przybliżyło ludziom pracę rady miejskiej. Mam nadzieję, że czytelnicy „Aktualności” będą tam zaglądać – podsumował M. Ludwisiak.
[[reklama]]
Działać, nie gadać
Wojciech Sakowicz, przewodniczący rady, stawia na działanie. Palących kwestii wysłuchuje na bieżąco, od specjalnych spotkań jest jednak daleki. - Obiecywać gruszek na wierzbie nie lubię. Rząd obiecuje, ja działam. Trzeba swoje robić, a ludzie sami zobaczą, jak sprawdza się ich radny – tłumaczy.
Jacek Witkowski zwraca uwagę na fakt, że ludzie konkretne, dotyczące ich sprawy wolą omawiać indywidualnie – na taką formę kontaktu więc stawia. - Łatwiej jest przejść od domu do domu niż zwołać zebranie – uważa. – Trudno jest zachęcić ludzi do aktywności – dodaje, przyznając jednak, że chodzi mu po głowie utworzenie rady osiedlowej (os. Jedności Robotniczej).
Próbować zaktywizować społeczeństwo będzie Michał Kruszyński.- Po wakacjach planuję uruchomić dyżury w urzędzie. 2 razy w miesiącu – wyjaśnia radny, który wcześniej próbował pomysłu ze specjalną, interwencyjną skrzynką mailową. Pomysł się nie sprawdził. - Nie dostałem żadnego maila – przyznaje M. Kruszyński.
Patrycja Koplin
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze