„Niespodziankę” Enea S.A. Ewie i Ireneuszowi Mielniczek sprawiła niespełna tydzień przed Bożym Narodzeniem.
18 grudnia około 9.00 przed nasz dom zajechali panowie z posterunku energetycznego w Jastrowiu
– wspominają nasi rozmówcy.
Żona była przekonana, że będą podcinać wierzchołki świerków, które rosną w pobliżu i które mogły stanowić zagrożenie dla linii, ale żartem rzuciła, że będą nam prąd odcinać
– pan Ireneusz wraca pamięcią do wydarzeń sprzed niespełna trzech miesięcy. Niestety, chwilę później okazało się, że były to słowa wypowiedziane nie w porę, ponieważ pracownicy „energetyki” faktycznie pojawili się w Lubniczce z takim zamiarem.
Byłem zdruzgotany, kiedy to usłyszałem, bo wszystkie rachunki, a przynajmniej te, o których wiedzieliśmy, mieliśmy opłacone, nie otrzymaliśmy też żadnej informacji o zadłużeniu czy ponaglenia w sprawie uregulowania jakichkolwiek należności
– zaznacza pan Ireneusz, dodając, że żaden z pracowników Enei S.A. nie chciał słuchać ich wyjaśnień.
Usłyszeliśmy, że mają „prikaz”, by odciąć nam prąd i tyle. Nie chcieli z nami rozmawiać
– dodaje. Państwo Mielniczek postanowili więc interweniować wyżej.
Zadzwoniłam do „energetyki” zapytać, czy mamy jakieś zaległości. Usłyszałam, że nasze zadłużenie wynosi 255,79 zł i że jeśli dziś zapłacę rachunek, to od razu przywrócą nam dostawę
Reklama
– wspomina pani Ewa. Nie rozważając kwestii braku faktury i chcąc, by jak najszybciej podłączono im prąd, kobieta pojechała do Okonka, by przelać na konto Enei S.A. wspomnianą kwotę i... I nic. Pracownicy „energetyki” zwinęli sprzęt i wrócili do Jastrowia. Nasi rozmówcy, właściciele gospodarstwa rolnego, zostali bez prądu[[pay]]. Wiedząc, jak wiele czeka ich niedogodności jeszcze tego samego dnia interweniowali, najpierw dzwoniąc na infolinię.
Przy telefonie spędziłem kilka godzin. Bez efektu. Dzwoniłem kilka razy, oczywiście za każdym razem słuchawkę podnosił inny konsultant, któremu całą historię musiałem opowiadać od nowa, ale żaden nam nie pomógł
Reklama
– wspomina mężczyzna.
Później oddzwoniła do mnie jakaś pani, żałuję, że nie zanotowałem sobie jej nazwiska i powiedziała, że najprawdopodobniej zaszła pomyłka, że to nie nam miano odłączyć prąd i że bardzo przeprasza...
– za tymi słowami nie poszło jednak działanie.
Jedynym sensownym wyjściem z sytuacji państwu Mielniczek wydała się więc wizyta w Jastrowiu.
Pojechałem. Z posterunku energetycznego odesłano mnie do kierownika, który – zamiast pomóc – bardzo się oburzył, że w ogóle go niepokoję. Pokazałem dowód wpłaty, ale zamiast pomocy usłyszałem szereg uwag na temat tego, że powinienem się cieszyć, że ten pan w ogóle ze mną rozmawia, bo przyszedłem do jego domu (w którym de facto prowadził biuro), więc nie musi tego robić. Z takim chamstwem jeszcze w życiu się nie spotkałem
Reklama
– opowiada pan Ireneusz.
Nie to było jednak najgorsze, a informacja, że pracownicy poszli już do domu i że tak czy inaczej nie byłoby komu podłączyć nam prądu. Była 14.30
– precyzuje pan Ireneusz. Mężczyzna wrócił więc do domu i wciąż próbował wskórać coś u konsultantów Enei S.A. Bezskutecznie.
W grudniu dzień późno wstaje i wcześnie się kończy. Zwierzęta gospodarskie, bez względu na warunki i decyzje pracowników „energetyki”, trzeba jednak oporządzać o czasie. Nasi rozmówcy do świń i bydła chodzili więc z latarkami. W domu siedzieli przy lampkach choinkowych zasilanych baterią, takie same wisiały w oborze.
O ile to drugie można było wytrzymać, o tyle w pierwszym przypadku praca stała się naprawdę niebezpieczna.
Żonę uderzył po ciemku byk. Wybił jej zęby
– opowiada mężczyzna. On sam został przez zwierzę poturbowany – do dziś przebywa na zwolnieniu chorobowym.
Z głowy spadła mi lampka, a byk, niemały, bo ważący około 800 kilogramów, najprawdopodobniej się przestraszył i przygniótł mnie do ściany
– opowiada pan Ireneusz. Jak zaznacza jego małżonka
dobrze, że była to sztuka bezrogowa, inaczej to zdarzenie mogłoby się skończyć tragicznie...
Reklama
Uszczerbek na zdrowiu to jednak jedno, straty finansowe – drugie.
Padły nam dwa mioty prosiąt, dwadzieścia cztery sztuki
– opowiada pani Ewa. Zepsuła się żywność przechowywana w dwóch zamrażarkach i w lodówce, ponadto nasi rozmówcy – w grudniu! – żyli bez ogrzewania, bo bez prądu nie można było rozpalić w piecu CO i bez wody, którą pompa – również zasilana elektrycznie – przestała tłoczyć. Skończyła się też pasza dla zwierząt, a śruty bez prądu nie było jak przygotować.
Zrezygnowani zwróciliśmy się z prośbą do naszej sołtys, żebyśmy u niej mogli zrobić tę śrutę
Reklama
– wspominają państwo Mielniczek. Szefowa wsi, która zaczęła dociekać powodów ich kłopotów, zgłosiła sprawę burmistrz Małgorzacie Sameć. Słusznie, bo kolejne telefony naszych rozmówców, wykonywane również w sobotę, ciągle nie przynosiły efektów. Interwencję podjęła więc burmistrz.
Tymczasem w całej okolicy, jak zaznaczają nasi rozmówcy, zaczęło być słychać ludzkie szepty.
Najgorsze przy tym wszystkim było jeszcze to, że musiałam się wstydzić odcięcia prądu. Cała okolica huczała, że tacy z nas gospodarze a rachunków nie płacimy
Reklama
– opowiadają państwo Mielniczek.
Niedziela była powtórką sobotniego koszmaru, poniedziałek zaś zaczął się dla pani Ewy od osobistej wizyty u burmistrz. Nim nasza rozmówczyni zdążyła wrócić z Okonka do Lubniczki, około 9.00 ponownie pojawili się u nich panowie z energetyki. Tym razem, jak opowiadają państwo Mielniczek, ze spuszczonymi głowami. Bez słowa przyłączyli ich dom i gospodarstwo do sieci. Kazali też podpisać protokół przyłączenia. Pan Ireneusz odmówił, mimo tego faktu energia zaczęła płynąć.
Nikt nie powiedział jednak, co się stało. Nasi rozmówcy do dziś nie mają pojęcia, dlaczego potraktowano ich w ten sposób. Próbowali to ustalić. Korespondencję w tej sprawie prowadzą z Eneą S.A. od stycznia. W tym czasie dowiedzieli się, że prąd im odcięto, ponieważ nie zapłacili rachunku na wspomnianą kwotę ponad 200 złotych.
Nie mogliśmy go zapłacić, bo nikt go do nas nie przysłał
– tłumaczy mężczyzna, dodając, że Enea S.A. upiera się, że ten przekazano pocztą. Listem zwykłym, więc drogi przesyłki, o ile ta została nadana, nie sposób prześledzić.
Stoję na stanowisku, że nie mieliśmy zadłużenia, bo nawet jeśli byśmy nie opłacili tego rachunku, to chyba powinno przyjść jakieś ponaglenie, wezwanie do zapłaty czy informacja o planowanym odłączeniu energii
– zaznacza pan Ireneusz, dodając, że nie wierzy, by wszystko zaginęło na poczcie. A rachunek, który pani Ewa zapłaciła? Nasi rozmówcy do dziś nie zobaczyli wystawionej nań faktury. Opłaty za ponowne wykonanie przyłącza, mimo upływu prawie trzech miesięcy, też nikt im nie doręczył.
Uważam, że mogło dojść do pomyłki. Możliwe, że to nie nam mieli odłączyć prąd
– przypuszcza pan Ireneusz. Za bezpodstawne jego zdaniem pozbawienie jego rodziny dostawy zamierza domagać się rekompensaty finansowej.
Niech nie myślą, że ujdzie im to płazem
– zaznacza mężczyzna, dodając, że konsultował już swoją sprawę z rzecznikiem praw konsumenta, który polecił mu złożyć skargę do Urzędu Regulacji Energetyki. Rodzina postanowiła też, że z pomocą adwokata będzie dochodzić swoich praw.
Co na to Enea?
Nasz Klient miał zaległości w płatnościach na kwotę ponad 200 zł. 10 listopada 2015 r. wysłaliśmy do niego wezwanie do zapłaty, które nie spowodowało uregulowania zaległości. Wyłączenie prądu nastąpiło 18 grudnia, czyli po ponad miesiącu od wysłania wezwania do zapłaty. Nasz Klient dopiero po odłączeniu prądu wpłacił zaległą kwotę. Tego samego dnia zostało wystawione zlecenie na przywrócenie dostaw energii i przekazane do realizacji. Monterzy realizują zgłoszenia zgodnie z kolejnością, w najszybszym możliwym terminie
– informuje biuro prasowe. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Biznes to jedno ale należy widzieć też człowieka i po ludzku to tego podejść a nie tylko kasa i tylko kasa.
W obecnej dobie nawet kilkugodzinna przerwa w dostawie prądu w gospodarstwie domowym używanej do codziennej egzystencji to duży problem ale co to jakiegoś prezesa czy kierownika ENEA zarabiającego na miesiąc kilkadziesiąt tysięcy obchodzi. Rozumiem gdy ktoś zalega z opłatami kilka miesięcy, bo to rzeczywiście problem ale zaleganie kilkaset zł np. przez kilka tygodni powodem wstrzymania dostawy? To nie wina szeregowych pracowników którzy muszą wykonać polecenie ale tych prezeso-kierowników pobierających najwyższe apanaże mających najwyraźniej odbiorców za śmieci.
Jest niby wolny rynek sprzedawców energii elektrycznej ale co z tego jeśli ENEA jest regionalnym monopolistą w dostawach i dyktuje warunki rozstawiając odbiorców po kątach jak chce. Nic od czasów Komuny w tym temacie się nie zmieniło czyli żaden wolny rynek ale dyktat monopolisty.
Nie mają co robić tylko nie winnych ludzi prześladować... niech płacą karę teraz
Jakiś czas temu okazało się że mam zapłacone 1/3 bieżącego rachunku za energię elektryczną ale w ENEA nie ma że boli i odcięli bez słuchania wyjaśnień choć za zwłokę wpłaty i tak pobierają odsetki. Po uregulowaniu w terminie odwrotnym przywrócono dostawę, ale po co te upierdliwości i narażanie kogoś na stres przez jakiegoś urzędasa z ENEA by pokazać ,,kto tu rządzi"" jako jedyna firma przesyłowa na tym terenie.
Biznes to jedno ale należy widzieć też człowieka i po ludzku to tego podejść a nie tylko kasa i tylko kasa.
W obecnej dobie nawet kilkugodzinna przerwa w dostawie prądu w gospodarstwie domowym używanej do codziennej egzystencji to duży problem ale co to jakiegoś prezesa czy kierownika ENEA zarabiającego na miesiąc kilkadziesiąt tysięcy obchodzi. Rozumiem gdy ktoś zalega z opłatami kilka miesięcy, bo to rzeczywiście problem ale zaleganie kilkaset zł np. przez kilka tygodni powodem wstrzymania dostawy? To nie wina szeregowych pracowników którzy muszą wykonać polecenie ale tych prezeso-kierowników pobierających najwyższe apanaże mających najwyraźniej odbiorców za śmieci.
Jest niby wolny rynek sprzedawców energii elektrycznej ale co z tego jeśli ENEA jest regionalnym monopolistą w dostawach i dyktuje warunki rozstawiając odbiorców po kątach jak chce. Nic od czasów Komuny w tym temacie się nie zmieniło czyli żaden wolny rynek ale dyktat monopolisty.