To nie była przegrana. Platforma Obywatelska w Wielkopolsce osiągnęła sukces, a w naszym okręgu w szczególności. Przecież mamy tylu posłów, ilu mieliśmy wcześniej! To, że stając do wyborów ryzykuje się swoją głowę, to trzeba brać pod uwagę. Obecnie nie jestem posłem, ale mój wynik oceniam jako dobry, gdyż wygrałem w Złotowie oraz wprowadziliśmy dobrą zmianę do „obiegu wyborczego” w naszym regionie w osobie pani Ani Racy.
To prawda, że kampania w wyborach na burmistrza nie do końca mi wyszła. Muszę jednak zauważyć, że moja działalność publiczna trwa ponad 25 lat. Zaczęło się jeszcze przed 1989 rokiem, następnie – od 1990 roku tworzenie podstaw odrodzonego samorządu gminnego/lokalnego poprzez przewodniczenie Radzie Miejskiej Złotowa i współdziałanie w ramach Zarządu Miasta, następnie samorząd powiatowy, a skończyło posłowaniem. Być może było to pasmo sukcesów, ale dla mnie to był okres intensywnego życia i działania. Przez ten czas pewnie się trochę zmieniłem, „zużyłem”, ale też dojrzałem. Wybory samorządowe w 2014 roku potraktowałem jako swoiste podsumowanie swojej działalności publicznej. Kiedyś zresztą obiecałem sobie i wyborcom, że wystartuję na burmistrza, gdy nie będzie kandydować pan S. Wełniak i to zrobiłem. Nie wygrałem.
Reklama
To zbyt daleko idące stwierdzenie, że takie porozumienie powstało. Rozmawiałem z radnymi z klubu Stanisława Wełniaka o poparciu w wyborach na burmistrza, ale do zawarcia porozumienia nie doszło. Natomiast koalicja, jaka powstała do wyborów do powiatu, mnie nie dotyczyła.
Ona była, ja ją przegłosowałem na „tak” wraz z innymi – głosowanie było jednolite, był to początek 2014 roku. Natomiast później sytuacja zmieniła się na tyle, że powstała lista komitetu z panem Stanisławem Wełniakiem oraz lista Platformy Obywatelskiej. Ja, poza początkowym etapem, nie brałem w tym udziału – powstanie listy Platformy koordynował Heniek Szopiński. Dla mnie wtedy najważniejsze były wybory na burmistrza i dlatego z ludźmi z mojego komitetu umówiliśmy się, że nie będę startować pod szyldem partii.
Jednak zamieszanie z brakiem listy PO sprawiło, że władze partii straciły do Pana zaufanie. 8 miejsce na liście kandydatów do Sejmu to dla urzędującego posła wręcz policzek.Reklama
Sytuacja była trudna, gdyż sondaże dla Platformy były spadkowe. Nigdy nie przekroczyłem 10 tys. głosów - taka była moja zdolność wyborcza w naszym regionie. Tym razem Ania Raca i ja osiągnęliśmy łączny wynik, który potwierdził poparcie dla Platformy, choć był on trochę niższy niż w poprzednich wyborach.
Pyta pan o porażkę. Powiem tak – nie ma rzeczy, które nie zostawiają śladów w naszym życiu. I jeszcze jedno. Być może, gdybym dostał się do drugiej rundy wyborów na burmistrza, to moja pozycja na liście do Parlamentu byłaby inna.
W pewnym sensie. Jak to widać, w polityce nie ma sentymentów... gdyż na mandaty poselskie przekłada się dobry wspólny wynik wszystkich kandydatów - poparciu dla listy. Muszę przypomnieć, że nigdy nie trzymałem i nie będę się kurczowo trzymać „polityki” jako celu mojego życia. Posłem zostałem mając 47 lat i mając już niemało bagażu życiowego i zawodowego. Ta wiedza pozwoliła już wtedy przewidzieć, że bycie posłem raczej nie będzie „na zawsze” – prawnik musi oceniać fakty racjonalnie oraz przez pryzmat tego co niesie życie społeczne czy polityczne.
Reklama
Nie, 8. pozycja na liście pojawiła się później. Moja rezygnacja była wynikiem oceny wyborów samorządowych. Doszedłem do wniosku, że przegrywając wyścig do fotela burmistrza straciłem mandat do przewodniczenia PO w powiecie złotowskim.
To jest sytuacja przejściowa. Pełniłem te obowiązki po złożeniu rezygnacji na prośbę kolegów z zarządu do wyborów parlamentarnych, a potem były wybory nowego przewodniczącego Platformy w Polsce i to już za nami. Dziś zarząd powinien wybrać przewodniczącego w powiecie spośród wiceprzewodniczących albo zwołać zjazd powiatowy.
Dla mnie kres mojej działalności publicznej nadchodzi w sposób naturalny – pamiętajmy, że w życiu społecznym pojawiło się kolejne pokolenie. Nie mówię, że przestanę działać publicznie w ogóle, bo włączyłem się w inicjatywę uhonorowania ks. dr. Bolesława Domańskiego w Złotowie. Warto to zrobić, gdyż Ksiądz patron nigdy nie stawiał siebie jedynie w roli polityka i pokazał, że w trudnych chwilach trzeba wspólnie żyć oraz pracować codziennie, rozwiązując sprawy, aby życie było łatwiejsze i zrozumiałe dla wszystkich.Reklama
Nie rozumiem tak do końca, co ma pan na myśli, mówiąc o Pile, ale nie zgadzam się z takim podejściem do uprawiania polityki. Polityk ma być tym, kto patrzy na Polskę całościowo. W Ministerstwie Sprawiedliwości dotarło do mnie, że Polska jest naprawdę wielka, ale też różna i pogodzenie interesów regionów jest najważniejszym zadaniem polityków, w pierwszej kolejności to zadanie dla rządu i większości parlamentarnej. I choć zawsze wspierałem naszych mieszkańców w takich tematach jak drogownictwo czy służba zdrowia, to nie nazywałem tego załatwianiem.
I to w całym kraju. Trochę się do tego przyczyniłem, by szkoły zawodowe nie zostały wykreślone ze spisu szkół w Polsce. Chociaż ja w pewnym okresie też mówiłem, że młodzi powinni się jak najwięcej uczyć, studiować i poznawać świat. Później jednak zrozumiałem, że nie wszyscy chcą lub mogą pójść na studia. Dziś okazuje się, że dyplom polskiego rzemieślnika coś znaczy, tak w Polsce jak i za granicą. Proszę młodych ludzi o konsekwencję – kończąc szkołę zawodową muszą przystąpić do egzaminów czeladniczych.
Reklama
To jest złe podejście. Może pan w to nie wierzyć, ale ja stawiam sobie racjonalne cele. I wiem, że nie wszystko w życiu się udaje. Swego czasu byłem po prostu radcą prawnym, który intensywnie pracował i to przynosiło mi radość. I tak może być i teraz.
Tak, potwierdzam i jest to ważne zadanie, o którym nie myślałem we wrześniu - październiku 2015 roku. Nabór dla radców prawnych ogłoszono, kiedy byłem jeszcze posłem. Nie zgłosiłem się, bo uznałem, że to nie uchodzi. Teraz udzielam darmowych (!) porad dla mieszkańców w Zakrzewie, Złotowie i Krajence. Taka możliwość pojawiła się w grudniu, gdyż nie został obsadzony punkt przez organizację pozarządową. Uznałem także, że trzeba wykonać zadanie, o które sam przez kilka lat zabiegałem z ramienia Ministerstwa Sprawiedliwości i uchwalałem jako poseł w 2015 roku. Punkty porad działają w całej Polsce. Zgodnie z ustawą umowę mam na rok, więc nie jest to aż takie miękkie lądowanie. Dlatego te usługi wykonuję w ramach rozkręcanej na nowo własnej kancelarii, płacąc oczywiście składki zusowskie i podatki.
Reklama
Znowu widzi pan wszystko przez pryzmat „wielkości”, a życie sprowadza się do tego, co dzieje się dziś, jutro, a więc codzienności. Żadnego zadania w życiu nigdy nie taktuję jako coś gorszego. Sprawy ludzi to dla nich w tym momencie najważniejsza sprawa, a kontakt z ludźmi był i jest dla mnie ważny i zawsze stanowił istotny element działań zawodowych.
Każdy poseł, ja też, miał do czynienia z ludźmi i ich sprawami, ale bardziej przez pryzmat problemów społecznych. Dziś mam kontakt z konkretną sprawą tych osób, które „zwrócą się o poradę” i dokładam starań, aby wyjaśnić sytuację lub ją rozwiązać, załatwić.
Reklama
Nie mówię nie. Zobaczymy, jak sytuacja się wyklaruje. Mam już ponad 57 lat, więc może czas nieco zwolnić.
Do kolejnych wyborów podchodzę raczej ze spokojem. Powiem panu, że gdy szukałem kandydatów na radnych, od wielu osób słyszałem, że teraz nie wystartują, ale za cztery lata może już tak. Może to jest jakaś furtka? A może wrócę do tego, od czego zaczynałem przygodę z działalnością publiczną? Dziś jeszcze o tym nie myślę, ale jeszcze raz dziękuję wszystkim za udzielane mi przez wiele lat wsparcie i poparcie.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Postawił Pan na złego konia
Jeżeli pan Chmielewski nie wie dlaczego przegrywa, to ja mu odpowiem. Dlatego że jest bezbarwny, nie ma ani trochę charyzmy, jest niezdecydowany i mało konkretny. Taki dorodny orzech. Tyle, że w środku pusty. Do tego współodpowiedzialny za nieudolne rządy PO w Warszawie.
a ja? zaliczam się do sukcesów czy porażek?
Postawił Pan na złego konia
Jeżeli pan Chmielewski nie wie dlaczego przegrywa, to ja mu odpowiem. Dlatego że jest bezbarwny, nie ma ani trochę charyzmy, jest niezdecydowany i mało konkretny. Taki dorodny orzech. Tyle, że w środku pusty. Do tego współodpowiedzialny za nieudolne rządy PO w Warszawie.
a ja? zaliczam się do sukcesów czy porażek?