Reklama

Bezdomny niczym bóg

30/05/2016 19:00

Nad Jeziorem Zaleskim mieszka bezdomny. Z folią nad głową i bobrami pod posłaniem z wykładziny. Zbiera wyroki, by zimę przesiedzieć w ciepłym więzieniu. - Wybyczę się, przytyję, stówkę na wyjście dadzą - mówi
 

Widzieliście go? Pcha wózek wypchany rdzewiejącym „zarobkiem” albo zbiera szkło przez innych opróżnione. Zaraz mówią, że pije, że wszystko na przelew idzie. A człowiek nie wielbłąd, z krążeniem problemy rozwiązywać musi procentami.

Muszę mieć trochę we krwi, bo się przewrócę

– mówi Józef Kucharski. Amarenę, najtańsze marketowe wino, bardzo popularne wśród kolegów, pija.

Reklama

Poszukaj teraz dobrego wina – poszłem nawet do Zacisza, zobaczę lampkę dobrego wina. Jakie dobre? To jest to samo! Podobne, tylko droższe i palone cukrem, jakie niedobre!

– mówi, odstępując obrotowe krzesło bez oparcia. Siedzieć trzeba prosto jak struna albo łokcie wbijać w kolana. Europaleta drży pod nogami.

Te dziury zasypałem, bo wychodziły tędy, teraz płyną sobie dalej

– mówi dziki lokator. Ale bobry pierwsze tu były i w nocy o swoje walczą.

No hałasują. Spać nie mogę, bo kołdrę mam za wąską, a ja się wiercę, bo z tym kręgosłupem mam problem, opowiada właściciel kawałka nieba nad jeziorem. Ostatnio to niebo złe jest na niego – wściekle atakuje foliowe ściany wiatrem i deszczem.

Reklama

Ale już sobie wszystko foliuję. Tu zamykam, folię spuszczam i już nie będzie przeciągów. Mchu nazbierałem, tu zatkam i już

– pan Józef, ślusarz, spawacz, dekarz, zna wszystkie zawody. Tyle że papieru na każdy nie ma. Czerwoną pieczęć przybili mu na świadectwie z podstawówki tylko, bo krowy ważniejsze były. Paść trzeba było, doić, oporządzać, na naukę czasu nie starczało.

XXL po niemiecku

Po co chwalić się tym, czego się nie ma? Ekshibicjonizm? Skąd. A może „wszystkojedność”, życie i tak przelatujące między palcami, uciekające dzień po dniu.

Reklama

I chęć powiedzenia: mam was wszystkich w d... Na przykład kajakarzom, którzy oglądają nagiego jak dziwadło jakieś. Albo i ojcu, który na potrzeby szybkiego tłumaczenia synowi sytuacji człowieka bez stałego dachu nad głową nazywa partyzantem jakimś.
Na dziko pan Józef oprowadza po włościach, które zajął niczym kowboj na Dzikim Zachodzie. Od tego zwalonego pnia do tamtych drzew wszystko jego jest. Przyjęte bez sprzeciwu, nie licząc naruszających ciszę nocną bobrów.[[pay]]

Jedna ściana ze ściętego przez bobry drzewa, druga z desek, pośrodku drewniana półka zawalona skotłowanymi rzeczami, pędzel do golenia (Jak będę chodzić?), poduszka, kołdra, buty z Niemiec (jedne na niedzielę).

Reklama

Od sąsiada dostałem, bo mnie tu ludzie lubią, bo im pomagałem

– twierdzi, poprawiając czapkę. Mam w dupie noclegownię – rzuca.

Opieka mi na buty dać nie chciała, tak ciężko było 50 zł wypisać? Zgroza

– dorzuca, siadając na pieńku.

W lesie jestem bogiem - mówi bezdomny

Bezdomny na zagrodzie. Na gwoździu kubek powiesi, ramkę po prezerwatywie (Ludzie takie dla picu kupują – śmieje się), kalkulator bez energii.

Chcę półki porobić, bo będzie zasiłek, trzeba będzie coś pokupić. Teraz mam jeden, drugi garnek, mam patelnię, to już jestem bogiem w lesie

Reklama

– żartuje, wystawiając do światła jedynego zęba. Niemal złoty, choć swój, niczym włosy na głowie.

Pomysł, by zająć kawałek brzegu w ubiegłym roku się zrodził. Z braku zgody na nierówność rzekomą.

Dlaczego jedni wypić w noclegowni mogą

– pyta

a ja nie?

Za karę dwa dyżury od 6 do 22 miał wziąć. A położyć się musi, bo kręgosłup mu się rozchorował.

To ja udowodnię, że też wypiję, karzcie mnie

– uznał, przyjmując procenty. Poza tym kto to widział, żeby o 8 rano go wypędzać, a o 16 pozwalać wracać. Jak ten pies bez budy ganiać nie będzie. Budę własną zrobi.

Reklama

Grill schowałem w zeszłym roku, folię zwinąłem, schowałem. Ciuchów trochę miałem, tu poszłem, tam poszłem. Jeden mi mówi po niemiecku: XXL. Mów że po naszemu wzrost, to ja ci powiem: 170 na 80 w pasie, a on mi wyjeżdża z niemieckiego

– opowiada jak obóz w szuwarach rozwinął.

Życie na glukozie

Ze dwa miesiące tak siedzi. Rano drewek nazbiera, kawę wypije, pieczone jabłuszko zje, papieroskiem popchnie. Poranek jak w Hiltonie, tylko materac gumę złapał, a wykładziny to izolacja jednak niższej klasy. I radio, cholera, wysiadło.

Reklama

Bym se posłuchał, ale pecha mam.

No i z tym jedzeniem bieda.

Zęby żeby zrobić?

– pyta. Nie da się. Gdzie z 317 złotych, Józef mówi, że tyle zapomogi dostaje.

Ja mikry jestem do jedzenia

– dorzuca, sięgając po słoiki. Mielonka – tak napisali na etykiecie, ale w smaku nie jest to, co pisze. Brzoskwinie i liczi w syropie, zagraniczne, dziadostwo za słodkie.

Miód dobry, polski, w gorącej wodzie rozpuszcza i do kawy, i herbaty dodaje.

Wodę piję z jeziora przegotowaną, pewno. Nas na darmo komandos w wojsku nie szkolił

Reklama

– wspomina.

Dziecięcy basenik sprawdza się jako wanna i miejsce do prania. Wodę podgrzewa słoneczko

Kawy pić dużo musi, bo na niedomaganie serca pomaga, organizm rozgrzewa.

Na miesiąc nieraz kilo kawy mi nie starczało, a dzisiaj jeszcze nie jadłem, bo nie mam, wypiłem dwie kawy

– dopowiada. A że dostaje dary z Caritasu? Gulasz mu panie z ośrodka pomocy społecznej polecają.

Z czego? Z kota? Takie głupie zapytanie, bo pani pensję ma

– odpowiada.

Do gulaszu to mięska trzeba, przyprawy... Ja dobrze gotuję. Weź sól, pieprz, majeranek, kup pani. Ile wyjdzie?

Reklama

– pyta ową pracownicę, przechadzając się po obozie. Siekierami z amerykańskiej stali się chwali. Jako ślusarz i spawacz robił, to wie, co mówi.

Wczoraj barszczyk zrobił z paczki, ale kubki smakowe go odrzuciły. Sam lubi ugotować, na śmietanie, nie bogato, ale inaczej.

Będę wodę pił z cukrem, żeby glukoza była, ale tego nie ruszę

– twierdzi. A jak przyjdą dzikie owoce, to wyżywi się, że ho ho. Byle go przedtem nie zamknęli, bo na odsiadkę to Józef czas już sobie wybrał.

Psucie budżetu

W zupełności panu wytłumaczę: 112 zł dostałem do płacenia za 0,8 metra drewna. Później drugie 225 zł za to samo. Nie będę płacił! 480 godzin do odróbki. O, nie! Ja się na to państwo narobiłem dość. Zamykajcie mnie. Spokojnie

Reklama

– opowiada o kradzieży Józef Kucharski, zacierając szorstkie, silne dłonie. Czy pozory aż tak mylą? Bo bezdomny twierdzi, że pracować już nie może. Bo ręce wysiadły, kręgosłup siadł, serce i płuca siadły też. No dusi się normalnie.

Ja mam taki plik badań, tylko w starostwie to jest, bo częściowo jest w Poznaniu i tu, i tam

– twierdzi, ale nie ma czym się okazać. Dziesięć lat stara się o stały dochód z ZUS–u.

Chcesz pan rentę uzyskać, to orzecznikowi musisz 2 tys. zł wpłacić, prywatnie. Jak ja bym miał 2 tys. zł, to bym chleb kupił

– zapewnia, drapiąc się po rudej, przerzedzonej czuprynie. Albo wino zrobił, bo na tym się zna. Sake nawet upędzić umie: mało ryżu, trochę cukru i to mleko łupnie mocniej od spirytusu wyciśniętego z rodzimego ziemniaka.

Oj, gubi go ten alkohol. Ta chęć utrzymania pionu. Wytrzeźwiałkę w Pile regularnie odwiedza, a to takie życie nad stan, bo 300 zł za noc to nie ma. No i potem wrócić do siebie musi, pociągiem na przykład, na kredyt państwa. I znowu płacić nie ma z czego.

Po co mnie policja wiezie, jak wiedzą, że nie mam pieniędzy? To tak ciężko pomóc, bym siedział w domu, opał miał... Dwie wytrzeźwiałki, dwa mandaty, kto zapłaci? Kiedyś mi policja powiedziała: panie, a co pana budżet obchodzi? A ja: panie, a kto na ten budżet robił od początku? Ile pan masz lat, ile ja?

– rzuca się, choć ledwo pięćdziesiąt jeden krzyżyków ma na karku.

Mnie nie stać na chlebek, to wam będę niszczył budżet

– uznał.

Do tego niszczenia Józef Kucharski zbiera się od kilkunastu tygodni. Ma już dwadzieścia godzin do odróbki, jakiś mandat się znajdzie, za picie coś dorzucą.

Nawywijam trochę i całą zimę przesiedzę, jakie mam wyjście? A za kratami trzy razy dziennie jedzenie, nawet dwa razy w tygodniu kąpiel, nie muszę się przejmować. Jeszcze ubiorą i dadzą kasę na wyjście, stówkę

– Józef K. planuje odsiadkę na zimę. Takie wczasy poza Złotowem, bo on recydywa jest i tu go trzymać nie mogą. Może to i lepiej – klimat zmieni i lepiej na tym wyjdzie.

W Złotowie kiedyś dwie dychy tylko dawali

– zaznacza. Ostatnio osiem miesięcy świat zza krat oglądał.

Wybyczyłem się, przytyłem, przyjechałem. Co, źle mi? Do emerytury wytrzymam.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    fikimiki - niezalogowany 2016-06-01 15:27:51

    no widzisz. a Tom chce mu sie do wyra pchać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Brunon50 - niezalogowany 2016-06-01 13:51:46

    Józek miał babę ale go wycyckała i ona z innych chłopem teraz łazi po Złotowie, a Józek ma chyba nową babkę i dużo ładniejszą od ex..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    fikimiki - niezalogowany 2016-06-01 13:14:11

    pytasz o Toma czy Józka?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości