Reklama

Boję się ludzkich błędów

02/09/2015 12:50
Czy przywróci trzynastki i podniesie pensje? Kogo zakładnikiem jest dyrektor szpitala? O czym myśli przed snem? Rozmowa z Joanną Harbuzińską-Turek

Pani mama jest przewodniczącą Rady Powiatu Złotowskiego. Biorąc pod uwagę, że szpital podlega pod powiat to chyba niezbyt komfortowa sytuacja?

Moim bezpośrednim przełożonym jest starosta i zarząd powiatu. Oczywiście, startując w konkursie miałam świadomość, że być może przez niektórych będę oceniana przez pryzmat rodzinny. Nie oczekuję, że z racji pełnienia tej funkcji przez mamę będę ulgowo traktowana przez władze powiatu. Z drugiej strony mam nadzieję, że stosunek do mnie nie będzie bardziej surowy niż do innych dyrektorów jednostek. Jestem pewna, że zachowamy z mamą odpowiedni dystans do sytuacji.

Obejrzała już Pani szpital od kuchni. Co rzuciło się Pani w oczy?

Życzliwość personelu i duże inwestycje, które wykonano w ciągu ostatnich lat. Szpital wyróżnia się pozytywnie na tle innych placówek medycznych w regionie. Widać tu dobrą rękę gospodarza, dbałość i zaangażowanie pracowników. Pierwszego dnia spotkałam się z personelem administracji, później w towarzystwie dyrektora Jerzego Janiaka udałam się na obchód szpitala celem przedstawienia się pozostałym pracownikom. W trakcie krótkich rozmów nie ukrywałam, że cieszę się z możliwości pracy w złotowskim szpitalu i liczę na dobrą współpracę.

Reklama

Co Pani sądzi o pomyśle starosty Ryszarda Goławskiego, by odciążyć pielęgniarki, zatrudniając do prac pielęgnacyjnych opiekunki?

Idea nie jest nowa. Przyznam, że był to również element mojej konkursowej prezentacji. Z punktu widzenia opieki nad pacjentem to nie jest zły pomysł. Panie pielęgniarki mają coraz lepsze wykształcenie, zdobywają tytuły magistra, robią kolejne specjalizacje. Często skarżą się, że obciążane są obowiązkami poniżej ich kwalifikacji. W szpitalach na Zachodzie jest personel pomocniczy i to się sprawdza. Gdyby u nas była możliwość jego wprowadzenia, byłoby to korzystne.

Tylko jak miałoby to wpłynąć na podniesienie wynagrodzeń, jak twierdził na naszych łamach starosta?

Personel pomocniczy byłby jedynie odciążeniem pielęgniarek. Tym osobom także musielibyśmy zapłacić. Proste połączenie tych dwóch działań – zatrudnienie jednych i wzrost płac drugich byłoby raczej karkołomnym zadaniem. Chyba że wyjdziemy z założenia, że pielęgniarek jest za dużo. Wówczas oszczędności z zamiany części droższych etatów pielęgniarskich na tańsze personelu pomocniczego można przeznaczyć na wzrost pensji pozostałych pielęgniarek. Ale chyba nie o to nam chodzi? Uważam jednak, że w dalszej przyszłości pomysł wart jest głębszego rozważenia.

Reklama

Pani poprzednik, Jerzy Teusz, bardzo dbał o infrastrukturę i wyposażenie szpitala, zdaniem części pracowników, mniej o ludzi. Pani pójdzie tą samą drogą?

Nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że pan dyrektor Teusz nie dbał o ludzi. Szpital to żywy twór: leczymy ludzi i pracują tu ludzie. O personel trzeba zadbać. Mówię nie tylko o wzroście wynagrodzeń, ale też o pozapłacowym docenianiu pracowników. Mam na myśli poprawę atmosfery, zażegnywanie konfliktów i animozji między poszczególnymi grupami zawodowymi. Ciężko mi oceniać to, co było wcześniej, ale myślę, że większych tego typu problemów nie było.

Planuje Pani zmiany w organizacji szpitala i wymianę ludzi na kluczowych stanowiskach?

Są małe przesunięcia, ale nie planuję poważnych ruchów na stanowiskach kierowniczych. Także mój zastępca, póki co, nie wybiera się na emeryturę.

Reklama

Zrewiduje Pani umowy kontraktowe, które obowiązują w szpitalu? Różnice między stawkami personelu bywają kolosalne.

Nie znam szczegółów umów. Rozumiem, że wynikają one z zakresu obowiązków i posiadanych kompetencji. Wysokość części umów podyktowana jest rynkiem pracy. Jeżeli poszukujemy dobrego specjalisty w wąskiej czy deficytowej specjalności, to jesteśmy niejako jego zakładnikami. Jeżeli nie damy mu satysfakcjonującej stawki, to przejmie go inny szpital, na przykład w Pile.

Przyzna Pani jednak, że lekarze zarabiają bardzo dobrze, personel średni słabo, a na końcu tej wyliczanki są jeszcze pracownicy obsługi.

Panie redaktorze, pan doskonale wie, że głównym przychodem szpitala jest kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, który z roku na rok maleje. Przy tym koszty funkcjonowania stale rosną. Nieodpowiedzialne byłoby więc składanie dziś jakichkolwiek deklaracji płacowych. Wiem, że zabrzmi to górnolotnie, ale chciałabym, żeby każdy z moich pracowników otrzymywał satysfakcjonujące pobory. Ludzie mają na utrzymaniu rodziny i muszą mieć stabilność zatrudnienia, dobre zarobki, satysfakcję z pracy oraz możliwość podnoszenia kwalifikacji. Ideałem byłoby, gdyby wszyscy mieli to finansowe poczucie bezpieczeństwa i do tego będę dążyła.

Reklama

To zakładała Pani koncepcja na funkcjonowanie szpitala, którą wygrała Pani konkurs na dyrektora szpitala?

Opierała się ona głównie na zwiększeniu przychodów szpitala, czyli zabieganiu o wzrost kontaktu z NFZ. Według moich wyliczeń wzrost o 8-10% sprawiłby, że funkcjonowanie szpitala byłoby łatwiejsze.

Tylko jak to zrobić? Jerzy Teusz zabiegał o to przez lata, a miał wydeptane ścieżki w Narodowym Funduszu Zdrowia.

Tak, recepta prosta, trudniej z realizacją… Mimo to będę zabiegała o zwiększenie kontraktu. Po powrocie pani księgowej z urlopu będziemy rozmawiać o tym, gdzie można coś zaoszczędzić. Tyle że za bardzo ciąć kosztów już się nie da, bo dyrektor Teusz przez lata zrobił tutaj dużo.

Przywróci Pani trzynastki?

Nie.

Boi się Pani, że lekarze, pielęgniarki i ratownicy, pracujący po kilkadziesiąt godzin z rzędu, w końcu popełnią błąd, który obciąży szpital i Panią?

Boję się, ale taką mamy rzeczywistość. Nie ogranicza się to tylko do naszego szpitala. Dotyka całego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Z jednej strony niedobór środków, z drugiej dochodzą braki i starzenie się kadry medycznej. Dyrektorzy prowadzą politykę zatrudnienia w naprawdę trudnych warunkach. Przy dzisiejszym poziomie finansowania szpitali odejście od kontraktów byłoby samobójstwem.

Reklama

Czyli nie ma tu miejsca na bezpieczeństwo i stabilizację, o których mówiła Pani wcześniej. Przy kontrakcie dziś ktoś pracuje, a jutro może mu Pani powiedzieć: „nie przychodź”.

Umowa kontraktowa jest podpisywana przez obie strony i pracownik ma świadomość tego, z czym się ona wiąże. Zapisy zawierają tak jak w przypadku umów o pracę zwykle 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Pracownicy również widzą w nich określone korzyści. Już w pierwszym tygodniu mojej pracy pojawiały się prośby o zmianę formy zatrudnienia. Nie demonizowałabym więc kontraktów.

W najbliższych tygodniach rozstrzygnie się, czy szpital uzyska akredytację. Liczy Pani, że ten certyfikat wpłynie na poprawę sytuacji finansowej lecznicy?

Jesteśmy na finiszu ubiegania się o akredytację Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia w Krakowie. To zwieńczenie kilku lat ciężkiej pracy całego personelu z dyrektorem Teuszem na czele. Akredytacja powinna przełożyć się na wyższy kontrakt z NFZ, niższą składkę ubezpieczenia od zdarzeń medycznych, które w końcu zostanie wprowadzone oraz przede wszystkim na wzrost jakości naszych usług, a tym samym większe zadowolenie pacjentów. Poza tym praca zgodnie z procedurami akredytacyjnymi minimalizuje ryzyko popełnienia błędu, co da pracownikom większe poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że teraz personel jest na granicy wytrzymałości, bo godzina zero się zbliża, ale mam nadzieję, że wszyscy rozumieją, jak ważny jest ten certyfikat dla szpitala. Wymagania są bardzo wyśrubowane. Jestem dobrej myśli, ale sukces nie jest przesądzony. Proszę trzymać za nas mocno kciuki.

Reklama

Zamierza Pani rozbudowywać oddział paliatywny? To jeden z tych, który przynosi zyski.

W mojej koncepcji rozwoju szpitala mówiłam o rozbudowie oddziałów mających dziś najwięcej nadwykonań. Mieszczą się tu oddział paliatywny, długoterminowy, psychiatryczny i leczenie uzależnień. To byłaby odpowiedź na zmiany cywilizacyjne i starzenie się społeczeństwa. Z władzami powiatu rozważamy utworzenie oddziałów zamiejscowych szpitala. W tym kierunku powinniśmy iść.

Jak się czuje ktoś, kto, zanim podjął pracę już wiedział, że w przyszłym roku dostanie nagrodę? Gdzie tu motywacja?

Nie wiem, czy dostanę nagrodę. W przypadku dyrektora potrzebny jest wniosek i opiniaRady Społecznej Szpitala. Nie czuję się tak, jakbym tę nagrodę już miała zagwarantowaną.

Reklama

Kryguje się Pani. Niewiadomą może być jedynie wysokość nagrody.

Chciałabym na nią zasłużyć.

Dyrektorem jest Pani od dwóch tygodni. Wyczuła już Pani różnicę między byciem pracownikiem i pracodawcą?

Zdecydowanie trudniej jest być przełożonym niż podwładnym. Co do tego nigdy nie miałam złudzeń. Zasypiam i budzę się z myślą o szpitalu. Mam wolność decyzji, a jednocześnie świadomość ciążącej ogromnej odpowiedzialności. Nie jest to paraliżująca świadomość, ale bez wątpienia duże wyzwanie.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości