Moim bezpośrednim przełożonym jest starosta i zarząd powiatu. Oczywiście, startując w konkursie miałam świadomość, że być może przez niektórych będę oceniana przez pryzmat rodzinny. Nie oczekuję, że z racji pełnienia tej funkcji przez mamę będę ulgowo traktowana przez władze powiatu. Z drugiej strony mam nadzieję, że stosunek do mnie nie będzie bardziej surowy niż do innych dyrektorów jednostek. Jestem pewna, że zachowamy z mamą odpowiedni dystans do sytuacji.
Życzliwość personelu i duże inwestycje, które wykonano w ciągu ostatnich lat. Szpital wyróżnia się pozytywnie na tle innych placówek medycznych w regionie. Widać tu dobrą rękę gospodarza, dbałość i zaangażowanie pracowników. Pierwszego dnia spotkałam się z personelem administracji, później w towarzystwie dyrektora Jerzego Janiaka udałam się na obchód szpitala celem przedstawienia się pozostałym pracownikom. W trakcie krótkich rozmów nie ukrywałam, że cieszę się z możliwości pracy w złotowskim szpitalu i liczę na dobrą współpracę.
Reklama
Idea nie jest nowa. Przyznam, że był to również element mojej konkursowej prezentacji. Z punktu widzenia opieki nad pacjentem to nie jest zły pomysł. Panie pielęgniarki mają coraz lepsze wykształcenie, zdobywają tytuły magistra, robią kolejne specjalizacje. Często skarżą się, że obciążane są obowiązkami poniżej ich kwalifikacji. W szpitalach na Zachodzie jest personel pomocniczy i to się sprawdza. Gdyby u nas była możliwość jego wprowadzenia, byłoby to korzystne.
Personel pomocniczy byłby jedynie odciążeniem pielęgniarek. Tym osobom także musielibyśmy zapłacić. Proste połączenie tych dwóch działań – zatrudnienie jednych i wzrost płac drugich byłoby raczej karkołomnym zadaniem. Chyba że wyjdziemy z założenia, że pielęgniarek jest za dużo. Wówczas oszczędności z zamiany części droższych etatów pielęgniarskich na tańsze personelu pomocniczego można przeznaczyć na wzrost pensji pozostałych pielęgniarek. Ale chyba nie o to nam chodzi? Uważam jednak, że w dalszej przyszłości pomysł wart jest głębszego rozważenia.
Reklama
Nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że pan dyrektor Teusz nie dbał o ludzi. Szpital to żywy twór: leczymy ludzi i pracują tu ludzie. O personel trzeba zadbać. Mówię nie tylko o wzroście wynagrodzeń, ale też o pozapłacowym docenianiu pracowników. Mam na myśli poprawę atmosfery, zażegnywanie konfliktów i animozji między poszczególnymi grupami zawodowymi. Ciężko mi oceniać to, co było wcześniej, ale myślę, że większych tego typu problemów nie było.
Są małe przesunięcia, ale nie planuję poważnych ruchów na stanowiskach kierowniczych. Także mój zastępca, póki co, nie wybiera się na emeryturę.
Reklama
Nie znam szczegółów umów. Rozumiem, że wynikają one z zakresu obowiązków i posiadanych kompetencji. Wysokość części umów podyktowana jest rynkiem pracy. Jeżeli poszukujemy dobrego specjalisty w wąskiej czy deficytowej specjalności, to jesteśmy niejako jego zakładnikami. Jeżeli nie damy mu satysfakcjonującej stawki, to przejmie go inny szpital, na przykład w Pile.
Panie redaktorze, pan doskonale wie, że głównym przychodem szpitala jest kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, który z roku na rok maleje. Przy tym koszty funkcjonowania stale rosną. Nieodpowiedzialne byłoby więc składanie dziś jakichkolwiek deklaracji płacowych. Wiem, że zabrzmi to górnolotnie, ale chciałabym, żeby każdy z moich pracowników otrzymywał satysfakcjonujące pobory. Ludzie mają na utrzymaniu rodziny i muszą mieć stabilność zatrudnienia, dobre zarobki, satysfakcję z pracy oraz możliwość podnoszenia kwalifikacji. Ideałem byłoby, gdyby wszyscy mieli to finansowe poczucie bezpieczeństwa i do tego będę dążyła.
Reklama
Opierała się ona głównie na zwiększeniu przychodów szpitala, czyli zabieganiu o wzrost kontaktu z NFZ. Według moich wyliczeń wzrost o 8-10% sprawiłby, że funkcjonowanie szpitala byłoby łatwiejsze.
Tak, recepta prosta, trudniej z realizacją… Mimo to będę zabiegała o zwiększenie kontraktu. Po powrocie pani księgowej z urlopu będziemy rozmawiać o tym, gdzie można coś zaoszczędzić. Tyle że za bardzo ciąć kosztów już się nie da, bo dyrektor Teusz przez lata zrobił tutaj dużo.
Nie.
Boję się, ale taką mamy rzeczywistość. Nie ogranicza się to tylko do naszego szpitala. Dotyka całego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Z jednej strony niedobór środków, z drugiej dochodzą braki i starzenie się kadry medycznej. Dyrektorzy prowadzą politykę zatrudnienia w naprawdę trudnych warunkach. Przy dzisiejszym poziomie finansowania szpitali odejście od kontraktów byłoby samobójstwem.
Reklama
Umowa kontraktowa jest podpisywana przez obie strony i pracownik ma świadomość tego, z czym się ona wiąże. Zapisy zawierają tak jak w przypadku umów o pracę zwykle 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Pracownicy również widzą w nich określone korzyści. Już w pierwszym tygodniu mojej pracy pojawiały się prośby o zmianę formy zatrudnienia. Nie demonizowałabym więc kontraktów.
Jesteśmy na finiszu ubiegania się o akredytację Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia w Krakowie. To zwieńczenie kilku lat ciężkiej pracy całego personelu z dyrektorem Teuszem na czele. Akredytacja powinna przełożyć się na wyższy kontrakt z NFZ, niższą składkę ubezpieczenia od zdarzeń medycznych, które w końcu zostanie wprowadzone oraz przede wszystkim na wzrost jakości naszych usług, a tym samym większe zadowolenie pacjentów. Poza tym praca zgodnie z procedurami akredytacyjnymi minimalizuje ryzyko popełnienia błędu, co da pracownikom większe poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że teraz personel jest na granicy wytrzymałości, bo godzina zero się zbliża, ale mam nadzieję, że wszyscy rozumieją, jak ważny jest ten certyfikat dla szpitala. Wymagania są bardzo wyśrubowane. Jestem dobrej myśli, ale sukces nie jest przesądzony. Proszę trzymać za nas mocno kciuki.
Reklama
W mojej koncepcji rozwoju szpitala mówiłam o rozbudowie oddziałów mających dziś najwięcej nadwykonań. Mieszczą się tu oddział paliatywny, długoterminowy, psychiatryczny i leczenie uzależnień. To byłaby odpowiedź na zmiany cywilizacyjne i starzenie się społeczeństwa. Z władzami powiatu rozważamy utworzenie oddziałów zamiejscowych szpitala. W tym kierunku powinniśmy iść.
Nie wiem, czy dostanę nagrodę. W przypadku dyrektora potrzebny jest wniosek i opiniaRady Społecznej Szpitala. Nie czuję się tak, jakbym tę nagrodę już miała zagwarantowaną.
Reklama
Chciałabym na nią zasłużyć.
Zdecydowanie trudniej jest być przełożonym niż podwładnym. Co do tego nigdy nie miałam złudzeń. Zasypiam i budzę się z myślą o szpitalu. Mam wolność decyzji, a jednocześnie świadomość ciążącej ogromnej odpowiedzialności. Nie jest to paraliżująca świadomość, ale bez wątpienia duże wyzwanie.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze