Reklama

Braterski pojedynek

05/03/2013 15:40
Zamienili się czasami miejscami w życiu, a mimo różnicy wieku skoczyliby za sobą w ogień. Z braćmi Bielami rozmawia Karol Zabel

Kto częściej wygrywał?
Marcin: Rywalizowaliśmy ze sobą jedynie na treningach i w gierkach na osiedlu. Ja zawsze preferowałem grę w defensywie, Janusz natomiast miał dar zdobywania bramek i nie będę chyba oryginalny jak powiem, że Janusz był w tej rywalizacji zdecydowanie lepszy.
Janusz: Ciężko powiedzieć, graliśmy oficjalnie chyba dwa razy przeciwko sobie. Raz był na pewno remis jak Marcin grał w Pile, a na treningach bywało różnie.

Zdarzało się, że graliście przeciwko sobie. Czy mecze przeciwko bratu wywołały jakieś dodatkowe emocje?
M: Raczej nie, na boisku traktowałem Janusza jak każdego innego zawodnika.
J: Nigdy nie lubiłem grać przeciwko bratu, zawsze jakoś się martwiłem o niego i po każdej akcji czekałem na jego reakcję.

Nie było oporów, by skosić brata? Albo założyć mu siatkę?
M: (Śmiech) Nie było! Co prawda nie pamiętam tego, ale na pewno takie sytuacje miały miejsce, gdyż musiałem jakoś go powstrzymać.
J: Brat był bardzo dobrym, ciężkim do przejścia, walecznym zawodnikiem i nie lubiłem grać przeciwko niemu. Jak już stał przede mną wolałem oddać piłkę lub zagrać z kolegą.

Mieliście swojego mentora?
M: Myślę, że Andrzej Bednarek. Był moim pierwszym trenerem i to jemu chyba najwięcej zawdzięczam. Chciałbym wspomnieć jeszcze o innych szkoleniowcach, z którymi miałem przyjemność trenować: Stanisław Rumiński, Andrzej Maj, Zbigniew Zaorski, Marek Laska, Dariusz Pinkowski, Mariusz Ziatyk, Krzysztof Malarowski, Piotr Muszyński, Roman Michalski, Ireneusz Żendel. Jakby nie patrzeć, każdy z nich dołożył swoją cegiełkę, a jeśli o kimś zapomniałem to z góry przepraszam.
J: Każdy z trenerów miał jakiś wpływ na nasz rozwój. Czy to trener A. Bednarek, czy trenerzy A. Maj, M. Laska i M. Ziatyk. Bardzo ceniłem pracę z byłym zawodnikiem BVB i moim trenerem w Westfalia Rhynern Uwe Grauer. On wiedział wszystko.

Jak trafiliście do piłki? Gdybyście mogli cofnąć czas, zaczęlibyście życie w ten sam sposób?
M: Trafiliśmy dzięki mamie, bo ponoć tata był przeciwny naszemu graniu. Gdybym natomiast mógł cofnąć czas, to na pewno bardziej przykładałbym się do treningów i pracy nad sobą.
J: W rodzinie nie było tradycji piłkarskich i rodzice też nie przywiązywali specjalnie wagi do sportu. Sami zaczęliśmy granie na osiedlu i tak to się zaczęło, a czasu się nie cofnie.

Jak wspominacie te wszystkie lata, kiedy przywdziewaliście trykot Sparty? O czym zawsze będziecie pamiętali, co rozgrzewa Waszą wyobraźnię?
M: To były piękne czasy. Pełen stadion na Mickiewicza, doping kibiców, wsparcie ludzi związanych z klubem, wszystkim zależało na dobrym wyniku i czuć to było na każdym kroku. Do tego była świetna atmosfera w szatni, byliśmy zgraną ekipą na boisku i poza nim.
J: W Sparcie było najlepiej, nikt nie zastanawiał się, co robi ktoś inny poza boiskiem. Chodziliśmy wszędzie razem i spędzaliśmy razem czas prywatnie. Nasi kibice byli znani wszędzie i wszyscy nam ich zazdrościli. Czasami śpiewam sobie nawet: „Już za chwilę, za chwileczkę, Janusz strzeli pod poprzeczkę" (śmiech).

Zawodnicy, którzy zrobili na Was największe wrażenie?
M: Wasilewski i Silva, bo po strasznych kontuzjach wrócili do czynnego uprawiania sportu, a wśród zawodników, z którymi miałem przyjemność grać, to Krzysztof Gazarkiewicz, bo chłop ma już swoje lata, a gra ciągle z taką samą pasją. Gdy grał przeciwko Sparcie zawsze znalazł drogę do bramki (ale może dlatego, że go nigdy nie kryłem), a potem graliśmy już razem w Tarnovii. Krzysiek na boisku to wielki krzykacz i wydaje się, że wielki z niego cwaniak, ale poza boiskiem to zupełnie inna osoba, wspaniały kolega, który nikomu nie odmówi pomocy i zawsze służy radą.
J: Najpierw Maradona. Dzień zaczynałem od oglądania jego akcji na kasecie VHS jeszcze. Potem Baggio, Romario i Ronaldo, ale ten z Brazylii - to był geniusz piłkarski.


Prawie nigdy uśmiech nie schodzi z ust M. Bieli

Przypomnijcie kluby, w których graliście. Jakie wiążą się z tym wrażenia, emocje, wspomnienia?
M: Poza Spartą grałem jeszcze w Iskrze Czernice – świetna atmosfera, fanatyczni działacze, MKP Piła – krótki epizod, Tarnovia Tarnówka - ostatnie lata mojej „kariery”, świetna atmosfera i ludzie, działacze – społecznicy, dla których nie było rzeczy niemożliwych.
J: Sparta Złotów, Sparta-Polonia Jastrowie, Stomil Olsztyn, MKP Pila, Gwardia Koszalin, SV Ostinghausen, BVS Bad Sassendorf, Westfalia Rhynern, Bad Sassendorf.

Pamiętny mecz?
M: Sparta Złotów – Drawa Krzyż, pełen stadion, kibice obu drużyn, doping, wielkie emocje, kontrowersyjne sędziowanie, przerwany mecz i… tylko remis 1:1.
J: Było ich kilka, mecze z Lechem Poznań za czasów Sparty, mecze o awans w ligach niemieckich, mecz sparingowy na kadrze Polski. Udział w derbach Gwardia Koszalin - Kotwica Kołobrzeg - to były emocje.

[[reklama]]


Czym się obecnie zajmujecie?
M: Jestem dwuzawodowcem. Od ponad dwóch lat mieszkam w Szczecinie i pracuję w firmie Dll Partners w Policach jako kosztorysant. Po godzinach pracuję jako doradca ubezpieczeniowy w firmie Aviva.
J: Pracuję w dziale reklamacji i sprzedaży w niemiecko-polskiej firmie produkującej sejfy i szafy na bron Inter-Sicherheits-Service. Połowę miesiąca spędzam w Niemczech, drugą w Polsce.

Jaką rolę w waszym życiu odgrywają kobiety?
M: Hahaha, jak dobrze wiesz, jestem kawalerem i dlatego nic więcej nie powiem.
J: Dobre pytanie. Kobiety chyba zawsze odrywają dużą rolę.

Piłka to rywalizacja i pieniądze. Czy uważacie, że na poziomie 4. ligi, okręgówki, te pieniądze powinny być?
M: Jak najbardziej, tylko wszystko w granicach rozsądku. Piłkarze, mimo że to ich pasja, poświęcają swój czas (kilka miesięcy w roku) na treningi, na mecze, okres przygotowawczy. Trenują i grają nie tylko dla siebie, ale i dla kibiców, którzy chcą ich oglądać, którzy utożsamiają się z drużyną, żyją wynikami, dopingują. Dla kibica to emocje, atrakcja, a dla piłkarza odpowiedzialność.
J: Pieniądze powinny być. Nie wiem, jak jest teraz w Polsce, ale wiem jak było w Niemczech. Tam trenowaliśmy codziennie i w weekend mecz. Jeśli ma ktoś rodzinę, to czasu dla niej z powodu piłki nie ma. Dlatego jak najbardziej tak.

Jak z perspektywy czasu oceniacie Spartę Złotów?
M: Wiele się pozmieniało. My trenowaliśmy na tzw. „postiwie” [stadion na ul. Wioślarskiej – przyp. red.], na kartoflisku, bez szatni, pryszniców i nikt nie narzekał. Dzisiaj klub dysponuje o niebo lepszą bazą treningową, a słychać tylko narzekania… Jeśli chodzi o drużynę, to wydaje mi się, że za naszych czasów była zdecydowanie lepsza atmosfera, a to połowa sukcesu w osiąganiu zamierzonych celów.
J: Sam wiesz, jak było za naszych czasów, nie mieliśmy tyle możliwości rozwoju ile jest teraz. O sztucznych boiskach mogliśmy pomarzyć. Ale jak się chce, to można wszędzie zagrać. Teraz jestem tylko od czasu do czasu na meczu Sparty i trudno mi ocenić grę i atmosferę w drużynie.

Nie macie wrażenia, że piłkarskie umiejętności, które posiadaliście, nie zostały odpowiednio wykorzystane?
M: Nie mnie to oceniać, ale na pewno coś jest na rzeczy. Nasze pokolenie miało zdecydowanie mniejsze możliwości wybicia się i tak naprawdę nikomu z nas nie udało się czegoś szczególnego osiągnąć. Jedynym plusem było to, że stworzyliśmy fajną ekipę, o której nasi kibice wciąż ciepło się wyrażają.
J: Na to pytanie czekałem. Pamiętam jak w juniorach wygrywaliśmy wszystko, co było do wygrania. Mieliśmy wielu utalentowanych chłopaków, ale nie było szkółek piłkarskich, nie było możliwości wyjazdu do dużego miasta i kontynuowania kariery. Dostałem powołanie na zgrupowanie kadry Polski - to oznaczało dla mnie wiele, ale skończyło się bez sukcesów.

Brat pójdzie za bratem. Jak bywało u was? Czy na boisku i w życiu mogliście na siebie liczyć? Wiem, że bywały sytuacje, kiedy zamienialiście się miejscami…
M: Skąd Ty masz takie informacje?! To prawda, kiedyś jak zdawałem egzaminy na studia wyższe Janusz przefarbował włosy, brwi i poszedł za mnie na egzamin. Jak się później okazało Janusz zdał, a ja oblałem z innego przedmiotu. Wracając do Twojego pytania, to owszem: mogłem, mogę i wiem, że zawsze będę mógł liczyć na brata.
J: Na mojego brata zawsze mogę liczyć, jest najuczciwszym człowiekiem jakiego znam. Ale to chyba wszyscy już wiedzą.

Janusz, był okres, w którym chciałeś zostać kulturystą. Nie żałujesz, że zaprzestałeś treningów piłkarskich, a Twoja przygoda z piłką zeszła na drugi plan?
Kulturystą chyba nie, ale bardzo podobało mi się rozwijanie mięśni. Potem zawsze żałowałem tego okresu, kiedy wróciłem do piłki. To że tak potoczyła się moja droga, to zbieg różnych okoliczności. Nigdy nie wiedziałem, czy postawić na wykształcenie, czy na sport i to było przyczyną porażek.

[[reklama]]

Czy kiedykolwiek braliście udział w meczu ustawionym?
M: Karol, odpowiem szczerze: kiedyś nie było piłkarza, który nie grałby kiedykolwiek w meczu ustawionym. Przykro o tym mówić, ale tak niestety było. Na szczęście wiele się pozmieniało w tej materii i teraz jest zdecydowanie lepiej.
J: Ustawionym, gdzie sędzia decydował o losach meczu, to chyba nie. Miałem czasem wrażenie, jak graliśmy w 4. lidze, że sędzia zdecydowanie robił wszystko, żeby drużyna przeciwna wygrała. W Niemczech nie było takich sytuacji.

Oglądacie zapewne Jakuba Wawrzyniaka, Pawła Buzałę. Nie żal, że nie ma Was na ich miejscu?
M: Pewnie, że miło byłoby być na ich miejscu, ale życie potoczyło się jak potoczyło i jestem z tego życia bardzo zadowolony. Wracając do złotowskich zawodników to szczerze im kibicuję i chwalę się tu w Szczecinie, że to wychowankowie Sparty.
J: Szczerze to nie oglądam polskiej piłki w ogóle. Nie mam na to czasu i jeśli już to wolę Bundesligę i El Classico. Ale chwalę się, że chłopaki pochodzą ze Złotowa. Czasem sam się zastanawiam, co by było gdyby… Ale nie da się tego zmienić.

Na jakie pytanie chciałbyś usłyszeć odpowiedź od brata?
M: Kiedy zadzwoni do mamy. Będzie wiedział, o co chodzi.
J: Chciałbym usłyszeć, czy jest ze mnie zadowolony.
M: Powiem Ci później.

Największe rozczarowane w życiu?
M: W każdy wtorek, czwartek i sobotę zaraz po losowaniu lotto.
J: Na pewno to, że w sporcie nie wyszło mi tak jak powinno, plus kilka prywatnych spraw, ale jestem szczęśliwy.

Na koniec trzy krótkie pytania. Real Madryt czy Sparta Złotów?
M: Real Madryt i Sparta Złotów.
J: FC Barcelona. Jak pada nazwa Real to mnie dławi - brat ma tak z Barcą.

Randka z Angeliką Joli czy derby Real Madryt - FC Barcelona?
M: Randka z Angeliną Jolie na derbach Realu z Barcą.
J: Z Angeliną Jolie albo Gisele Bündchen.

Najważniejsze w życiu jest?
M: Zdrowie, wiara w siebie i optymizm.
J: Zdrowie i umiejętność bycia szczęśliwym i to, co ma się w głowie.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości