Reklama

Brzezińscy muzykę mają we krwi. Poznaj historię zespołu Lotos

29/02/2016 18:30
Nestor rodu kochał grać i śpiewać. Spędzał tak każdą wolną chwilę i skutecznie zaszczepiał tę miłość w kolejnych pokoleniach swojej rodziny

No to gramy!

Czarno-biała fotografia, która jest zapisem początków historii rodzinnej kapeli rodem z Podróżnej doskonale oddaje klimat składów z początku lat 70-tych. Ciemne okulary wokalisty, marynary w kratę, pod nimi kamizelki, kolorowe krawaty i bujny włos na głowie. Akordeon w dłoniach dzierży Tadeusz Brzeziński - muzyk samouk, „człowiek przedwojenny”, wszechstronnie uzdolniony, u którego nie było zmiłuj - każde z dzieci musiało umieć grać na jakimś instrumencie, a najlepiej na kilku - tak jak on. Na wspólnym muzykowaniu upływała więc każda wolna chwila. Nawet w czasie żniw, gdy zbliżał się wieczór i gwar na innych podwórkach po dniu pracy cichł, u Brzezińskich na nowo robiło się głośno. Rozbrzmiewał śpiew wsparty przez akordeon, gitary oraz saksofon. I tak codziennie. Kochali grać.

Skąd oraz kiedy pojawiła się nazwa Lotos - do końca nie wiadomo. Pewnym jest jednak, że w pierwszym składzie grali: Tadeusz Brzeziński, Bogdan Brzeziński, Janusz Brzeziński, Brygida Brzezińska (później Michalska), Władysław Brzeziński oraz Piotr Kaczmarek. To były złote lata dla kapeli, która grała często co weekend, przez niemal wszystkie tygodnie w roku. W okolicy[[pay]] nie było bowiem innych zespołów. Brzezińscy znikali więc z domu w piątek, a wracali w niedzielę. Szło na tym bardzo dobrze zarobić. Na tyle, by jeździć taksówkami, chociaż bywało i tak, że trzeba było sprzedawać niektóre ze zwierząt gospodarskich, żeby kupić instrumenty. Kupić to też stwierdzenie nieco na wyrost. Instrumenty się zdobywało - załatwiało, często podróżując po całym kraju, a później należało się modlić, żeby były sprawne jak najdłużej. Co jednak, jeśli uległy uszkodzeniu? Przykładem może być historia z bębnem od perkusji. Zdobycie nowej membrany okazało się zadaniem niewykonalnym nawet dla pana Tadeusza. Nestor rodu Brzezińskich podjął więc decyzję, że w hodowanym stadzie ubędzie jedna z owiec. Ta najwredniejsza. Jej wygarbowany grzbiet przez wiele kolejnych lat służył później jako nośnik basowego dźwięku.

Reklama

Tamburyn

Rok 1978 to pierwsza z przełomowych chwil w historii zespołu. Z jego składu odchodzą wówczas Tadeusz Brzeziński oraz Bogdan Brzeziński. W nieco okrojonej formie Lotos był jednak dalej gwiazdą okolicznych wesel, biesiad, dożynek czy mini koncertów w krajeńskim parku. To czas, gdy przed mikrofonem jako wokalistka staje Brygida Brzezińska, mająca już wówczas za sobą naukę w szkole muzycznej - zachwyca głosem. W przypadku wykonywania romantycznych ballad na tyle skutecznie, że w kilka lat później poznaje Ryszarda Michalskiego, który oczarowany jej wdziękiem grę w zespole rozpoczyna na... tamburynie. To rodzaj symbolu tej kapeli. Każdy bowiem, kto wchodził w szeregi Lotosu na „dzień dobry” otrzymywał tamburyn. Później, rzecz jasna, następowała przesiadka na poważniejsze instrumenty.

Reklama

Na tamburynie gra Ryszard Michalski. Tamburyn w Lotosie dostawała osoba, która rozpoczynała współpracę z muzykami (fot. z archiwum rodziny Brzezińskich)

Syn za ojca

Początek lat 90-tych i zmiany ustrojowe sprawiły, że dla Władysława Brzezińskiego gra w zespole musiała ustąpić twardym realiom życia. Zaczął wyjeżdżać do Niemiec, by utrzymać rodzinę. To jednak moment, w którym za instrumenty chwyta kolejne pokolenie Brzezińskich. W szeregach Lotosu Władysława, grającego na perkusji, zastąpił jego syn Krystian. W dwa, trzy lata później dołączyli jego bracia Damian i Sebastian. Wielu zapewne pamięta jeszcze ich próby w piwnicy jednego z bloków na osiedlu Święta Ogrodnictwo. Co ciekawe, mało kto skarżył się, że robią hałas. Wręcz przeciwnie, ludzie chętnie wsłuchiwali się w przeboje, które wydobywały się zza drzwi podziemnego pomieszczenia, na których chłopaki gwoździem wydrapali napis „Lotos”.

Reklama

Czy te oczy mogą kłamać... chyba nie (fot. z archiwum rodziny Brzezińskich)

Ich potencjał odkrył też nauczyciel muzyki z SP w Świętej pan Nafalski. Do braci Brzezińskich dorzucił Karolinę Brzezińską oraz Alicję Szczotkę. Tak powstał zespół muzyczny, królujący na szkolnych imprezach.

Nie przyjechali po nas

Rok 1995 to powrót do Lotosu Brygidy i Ryszarda Michalskich. Kapela znów ma potężną siłę grających na żywo instrumentów oraz głosów. Powraca klimat z lat siedemdziesiątych. Ponownie niemal każdy weekend jest wypełniony. Nie ma już problemu z dostępnością do instrumentów, choć też zdarzają się ciekawe sytuacje. Ponieważ zespół nie dysponował wówczas własnym autem, które pomieściłoby ich i sprzęt, w umowie z nimi znajdował się zapis, że jeśli ktoś chce, żeby grali, musi po nich przyjechać. W pewne sobotnie popołudnie auto jednak nie przyjechało. Czekali ubrani w białe koszule, z instrumentami wystawionymi na progu, zastanawiając się, co mogło się stać. Okazało się, że ktoś nie doczytał warunku przywiezienia kapeli. Na wesele po niezłej kłótni w końcu dotarli, zagrali i choć było to niezwykle trudne - porwali publiczność do zabawy.

Reklama

Końcówka lat 90-tych to też złote czasy dla zespołu Lotos. Gra już nowe pokolenie, w sile pięciu osób (fot. z archiwum rodziny Brzezińskich)

Bracia i ich żony

W trzy lata po powrocie do składu, po wakacjach 1998 roku, Brygida i Ryszard odchodzą z niego. Ta pustka nie trwa jednak długo. Krystian, jak do dziś żartuje, na jednym z występów zespołu potyka się o Violettę, która jeździła za Lotosem słuchać, jak grają i śpiewają. Zachwycał ją głos Brygidy, nieśmiało zerkała też na Krystiana. Niedługo później należała już do rodziny i do zespołu, na dobry początek dzierżąc w dłoniach... tamburyn. Może nie identycznie, ale bardzo podobnie było w przypadku Aurelii i Sebastiana. Przez dwa kolejne lata Lotos kwitnie. Świetnie widać to na zdjęciu zrobionym w jednej z nieistniejących już złotowskich restauracji podczas ich gry na zabawie. Uśmiech, radość, energia i zeszyty z utworami, które grał jeszcze Tadeusz Brzeziński. W przypadku niektórych z nich nawet dziś, w dobie internetu, trudno ustalić autora. Choć więc zmieniło się pokolenie, pozostała nazwa i nawiązanie do tego, co przed laty rozpoczął dziadek.
Najsłabszymi były lata 2000-2005. Wydawało się, że zespół nie przetrwa zagranicznych wyjazdów do pracy wchodzących w jego skład muzyków i ślad po Lotosie zaginie. Stało się jednak inaczej. Chociaż Damian nie powrócił już do gry, pozostali Violetta, Aurelia, Krystian oraz Sebastian. Ich gra się wówczas zmieniła, uspokoiła, stała się bardziej dojrzała.

Reklama

- Był taki moment, że w dwa tygodnie musiałam opanować cały repertuar do gry na keyboardzie - wspomina Violetta (fot. z archiwum rodziny Brzezińskich)

Przetrwamy

Od 2012 roku zespół Lotos to już tylko Violetta i Krystian. Brzmienie prawdziwych instrumentów w sporej mierze zastąpiła elektronika, jednak innego wyjścia nie było. Sama muzyka też bardzo się zmieniła. Słowa nie opowiadają już często żadnej historii, chodzi o rytm, o to, żeby było głośno i „pod nogę”. Na szczęście w rodzinnym archiwum muzycznym w dalszym ciągu funkcjonują notatki dziadka, dzięki którym podczas ich występów można posłuchać nie tylko najnowszych kawałków, ale też tych, które porywały ludzi na parkiet w latach 60- tych i 70- tych. Są wśród nich takie, które wyciskają z publiczności łzy.

Reklama

Do dzisiaj w domu Brzezińskich zachowały się zeszyty z utworami, które grał pierwszy skład. Autorów i nazw wielu z piosenek trudno dziś odnaleźć nawet w internecie (fot. z archiwum rodziny Brzezińskich)

Czy na Violi i Krystianie historia się zakończy? Jest nadzieja, że jednak nie. Ich synowie garną się do instrumentów, choć może czasem trudno im jeszcze zdecydować, do których konkretnie. Pewnym jest, że nie ma wśród nich tamburynu. Małą tajemnicą jest też to, że gdy rodziców nie ma w domu, zamykają się w pokoju i ćwiczą. Za kilka lat okaże się, co z tych prób wyszło.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości