Reklama

By żyło się lepiej

26/01/2013 00:00
Nieszczelne okna, zarwana podłoga, a w powietrzu zapach pleśni spowodowany wszechobecnym grzybem na ścianach. - Czy tak da się mieszkać? - pytają lokatorzy

Losy rodziny Gryczków na łamach „Aktualności Lokalnych” opisywane były nieco ponad rok temu. Wówczas do redakcji zadzwonił zdesperowany mężczyzna, który mówiąc wprost o chorobie psychicznej, która go dotknęła, poprosił o pomoc dla swojej rodziny, żyjącej w skrajnym ubóstwie. Nie trzeba było długo czekać, by napłynęła pomoc. Jednak kilkanaście miesięcy później telefon zadzwonił ponownie.



Wejście do budynku dawnej szkoły zdobi odpadający tynk i grzyb na ścianach

Tam się nie da mieszkać
Rozmówczynią okazała się być Anna – znajoma Lidii Gryczko, która odwiedziła rodzinę kilka tygodni temu. Kobieta jest zbulwersowana stanem mieszkania socjalnego. – Wszędzie grzyb i wilgoć, a przez to dzieci ciągle chorują. Tam się nie da mieszkać – powtarzała. Przedstawiona sytuacja wydawała się być o tyle trudna, że w zamieszkującej lokal rodzinie pojawiło się nowe dziecko.



Wilgoć i grzyby pojawiają się na wszystkich ścianach

[[reklama]]
Witrogoszcz Wieś – to tutaj mieszkają Gryczkowie. Budynek szkoły podstawowej, w której powstały mieszkania socjalne, pamiętał już zapewne lepsze czasy. Gdyby nie dym leniwie snujący się z jednego z kominów, można by pomyśleć, że nikt tu nie mieszka.
W zdezelowanych drzwiach wejściowych pojawia się Piotr Gryczko. Już od progu mężczyzna zaprasza, żeby na własne oczy zobaczyć, jak jest w środku. Przedsionek przed głównym korytarzem daje przedsmak wrażeń. Czarny od grzyba sufit, na ścianach łuszcząca się lamperia i odpadający fragmentami tynk. – O proszę, nawet drzwi już zaczynają gnić – mówi. Kilka metrów dalej na korytarzu panuje chłód. Ponownie ma się wrażenie, że czas się tu zatrzymał w chwili, gdy skończyła się ostatnia lekcja. Na suficie tego pomieszczenia dostrzec można ślady po kapiącej z góry wodzie. – Robili ten dach raz, a potem znowu, bo za pierwszym dalej ciekło – mówi P. Gryczko. Mężczyzna dodaje, że teraz jest z tym spokój.
[[nowa_strona]]
Pokój z klasą?
Na końcu korytarza znajduje się ich mieszkanie. Oprócz drzwi, aby dostać się do środka, pokonać trzeba jeszcze kotarę z tkaniny. Ta ma zabezpieczać przed wciskającym się z korytarza zimnem. Wewnątrz dawnej klasy jest już ciepło. – Ten piec kaflowy jest dobry, długo trzyma ciepło i dobrze to nagrzewa – mówi mężczyzna. Po pokoju z zaciekawieniem kręcą się dzieci, najmłodsze z nich, kilkumiesięczne, kwili cicho na rękach Lidii Gryczko. Za chwilę pojadą do lekarza, obawiają się jednak, że ten nie zaszczepi dziecka, bo ma ono katar. – Dzieci ciągle chorują – mówi kobieta, wymieniając szereg dolegliwości związanych głównie z układem oddechowym. Powietrze w pomieszczeniu faktycznie jest dziwne – zatęchłe. P. Gryczko po chwili zaczyna pokazywać wszystkie newralgiczne miejsca. Przy oknach straszą czarne pasy. – To grzyb – mówi. Ten sam widok spotkać można na linoleum i każdej ze ścian. – Wszystko musimy trzymać na wierzchu, bo inaczej gnije – dodaje mężczyzna, wskazując jeszcze na zarwaną w kilku miejscach podłogę. Jego zdaniem to wina wilgoci. W pomieszczeniu brakuje wentylacji. – Nie mogę otworzyć okna, bo przy tych temperaturach zaraz się ono zbije – mówi. Mężczyzna pokazuje inne okno, które próbował kiedyś otworzyć, a w którym po nieudanej próbie zamiast szyby jest styropian. Zapytany o znajdującą się w rogu ich mieszkania kratkę wentylacyjną twierdzi, że zasypana jest gruzem. Załamując ręce P. Gryczko dodaje, że gdyby tylko miał materiały, sam podjąłby się odnowienia mieszkania, bo na wynajem innego ich nie stać. Nie mają pracy. Sześcioosobowa rodzina utrzymuje się głównie z rent. Ich miesięczny budżet to nieco ponad 1000 zł. W łazience, do której idzie się przez korytarz, jest trochę lepiej. Grzyba nie ma, ale nie ma też choćby prysznica. – Wystarczyłby brodzik – resztę sam zrobię - mówi.
[[reklama]]



Fragment niedokończonej naprawy instalacji elektrycznej

Czy jest szansa?
Anna Gryniewicz, dyrektor Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łobżenicy zna sprawę tej rodziny i tego budynku. – Udzielamy pomocy materialnej i żywnościowej. Lokatorzy nie są też zobligowani do płacenia czynszu. Jeśli chodzi o budynek, to uszczelniliśmy dach i to właściwie wszystko co można było zrobić – mówi. Budżet, którym dysponuje UMiG w Łobżenicy nie pozwala na to, aby wyremontować obiekt do wyższego standardu, brakuje też jakiejkolwiek alternatywy, bo innych mieszkań socjalnych na terenie gminy po prostu nie ma. Dyrektor MGOPS widzi jednak możliwość pomocy w remoncie, w sytuacji, w której znalazłyby się na przykład przekazane na ten cel materiały budowlane. – W momencie gdyby mieszkańcy nie potrafili wykonać samodzielnie wszystkich prac, możemy ich również wspomóc pracownikami interwencyjnymi, którzy często mają doświadczenie w pracach budowlanych – dodaje Anna Gryniewicz.

***
Apel o pomoc kierowany jest zwłaszcza do osób, które mogłyby przekazać materiały budowlane: cement, deski, armaturę łazienkową itp. Informację na temat tego, co jest najbardziej potrzebne i przydatne, można uzyskać pod numerem telefonu łobżenickiego MGOPS: 67 286 81 30.

Sz. Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości