Czy obecny sezon będzie dla niego tym wyjątkowym? Czy strzeli w końcu gole na miarę swojego potencjału?
Gdyby ilość wypracowanych sytuacji zamienił na bramki, mógłby być w czołówce strzelców ekstraklasy. Paweł Buzała, bo o nim mowa, to zawodnik, który według dziennikarzy sportowych robi na boisku „wiatr”. Można się z tym zgodzić lub nie. Po wojażach w Lechu Poznań i GKS Bełchatów Paweł powrócił ponownie do Lechii Gdańsk, gdzie pod okiem trenera Michała Probierza, po czterech kolejkach, ma już na koncie dwa trafienia (Jagielonia i Cracovia). Zanim jednak do tego doszło zawodnik Lechii rozegrał na PGE Arenie w Gdańsku mecz, o którym marzy wielu. 30 lipca Lechia zagrała z FC Barceloną naszpikowaną gwiazdami światowej piłki.
P. Buzała: – Od strony technicznej to spotkanie nie różniło się od innych. Były specjalne piłki, którymi nie gramy w ekstraklasie i koszulki zrobione wyłącznie na ten jeden mecz. Na stadionie przewaga liczebna była po stronie kibiców Barcelony. Nasi fani nie zorganizowali na to spotkanie specjalnego dopingu. Fajnie to wszystko jednak wyglądało, bo oprócz barw biało–zielonych były kolory bordowo-granatowe. Sam mecz był dla każdego z nas dużym przeżyciem, ale wychodząc na takie spotkanie nie myślisz o tym. Pewnie 90% zawodników zagrało po raz pierwszy i ostatni z Barceloną, dlatego wspomnienia zachowamy do końca życia. Generalnie piłkarsko nie czułem dużej różnicy miedzy nami. Zagraliśmy agresywnie i nie pozwoliliśmy na dużo gwiazdom „Barcy”. Wymiany koszulek po meczu nie było, chociaż liczyliśmy na to. Ja swój trykot zabrałem do domu. Największe wrażenie zrobił na mnie zawodnik środkowej formacji Sergi Roberto. Leo Messi wiadomo - klasa światowa. [[reklama]]
Ostatnie występy Pawła w ekstraklasie to wspomniane dwie bramki, ale również bardzo aktywna postawa na boisku. Co ma na to wpływ?
- Trener obdarzył mnie zaufaniem, próbuję to wykorzystać. Jako drużyna gramy dobrze, a mnie samemu łatwiej jest wówczas strzelać gole. Czujemy pewność siebie. Trener jest dobrym psychologiem i to przekłada się na naszą postawę na boisku. Szkoleniowiec pokazuje nam, kto jest szefem, a my to przyjmujemy i gramy swoje. Jeśli będę zdrowy, ominą mnie kontuzje, to spokojnie mogę dobić do 10 goli w sezonie. Ważniejsze jest jednak nie kto strzela, ale zwycięstwo drużyny. Nie zapominajmy, że to sport drużynowy. Ja na siłę nie chcę nikomu nic udowadniać. Przed nami teraz spotkanie w Warszawie z Legią i zupełnie spokojnie do niego podchodzimy. Mecz jak inny. Zapowiada się ciekawe spotkanie, my i Legia gramy przecież ofensywnie. Jedziemy po zwycięstwo, a boisko zweryfikuje wszystko. Przed nami jeszcze 37 kolejek, więc poczekajmy przynajmniej do zimy z oceną mojej gry i naszego zespołu – zakończył napastnik Gdańska.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze