Obrady poza ustalonym wcześniej kalendarzem pracy rady wzięły się z pilnej potrzeby wprowadzenia zmian dotyczących tegorocznego budżetu. Chodzi o budowę chodnika i ścieżki rowerowej na ulicy Złotowskiej w Łobżenicy, która przyniosła gminie oszczędności w kwocie 57 tys. zł. Zadanie, które miejscowy samorząd realizuje wspólnie z powiatem pilskim, wyceniano pierwotnie na około 300 tys. zł, cena po przetargu zatrzymała się na kwocie poniżej 190 tys. zł. W związku z wystąpieniem dodatkowych, dostępnych środków pojawił się pomysł, by rozszerzyć zakres prac o wymianę chodnika przy Złotowskiej, prowadzącego od liceum w stronę remizy OSP oraz wykonanie zjazdów z jezdni w stronę posesji, przy których chodnik połączony ze ścieżką rowerową już istnieje.
Dodatkowe prace powiat wycenił na około 200 tys. złotych, proponując, jak w przypadku poprzedniego zadania, partycypację gminy na poziomie 50% wartości inwestycji. Radni zgodzili się więc, by zaoszczędzone 57 tys. złotych przekazać na rozpoczęcie prac jeszcze w tym roku. W budżecie na rok 2016 zabezpieczona zostanie kwota 43 tys. złotych, która pozwoli w całości odmienić obraz pieszych traktów przy Złotowskiej. Przewodniczący komisji finansowej Edward Starszak stwierdził, że komisja takie propozycje zmian w budżecie i w Wieloletniej Prognozie Finansowej oceniła jako racjonalne. Od kilku tygodni w miejscach, gdzie prace już się zakończyły, rozpoczęła się rekultywacja terenów zielonych. Złotowska ma się stać jedną z wizytówek Łobżenicy.
Przy okazji nadzwyczajnego posiedzenia burmistrz Piotr Łosoś przedstawił rajcom informację na temat prowadzonych inwestycji. Jedna z nich dotyczyła drogi gruntowej na trasie Dźwierszno Wielkie - Górwatki, na remont której przetarg wygrała firma ZULiT, należąca do Romana Jopka. Zadanie ma wartość 248 tys. zł, z czego 150 tys. zł stanowi dotacja z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Gruntów Rolnych. Radnych zainteresowało, dlaczego gmina tak dużo dopłaca, gdyż na ogół udział samorządu przy pieniądzach przekazywanych z FOGR może wynosić jedynie 10%, a w tym przypadku sięga 40%. W odpowiedzi usłyszeli, że koszt naprawy tego odcinka, który ciągnie się aż do granicy województwa, źle oszacowano w budżecie, który konstruował jeszcze Eugeniusz Cerlak. Do wyboru było więc albo dołożyć środki i wykonać to zadanie, albo porzucić je, tracąc też środki z dotacji. Wskazywano, że choć przy trakcie nie mieszka zbyt wiele osób, to jednak droga jest uczęszczana, bo jeżdżą nią uczniowie technikum rolniczego w Sypniewie. Radni mieli też obiekcje co do firmy, która wygrała przetarg, a która w ich opinii nie wszystkie zadania wykonywała w przeszłości należycie. - Czy nad wykonawcą jest ustanowiony nadzór inwestorski? - pytał Ryszard Biniak. - Tak. Odbierane są poszczególne etapy budowy, by nie było sytuacji, w której nie możemy ocenić, jak wykonano tzw. prace zanikające. Wygląda to więc tak: robione jest korytowanie - odbieramy je. Kładziona jest podbudowa – oceniamy, czy zostało to zrobione dobrze itd. – mówił burmistrz Piotr Łosoś.

Zdaniem Marka Czerczaka budowa chodnika przy ulicy Targowej jest zbyt droga. Radny pytał, skąd wziął się taki kosztorys
Sprawę niedoszacowania radni wytknęli też przy budowie chodnika na ulicy Targowej, która, według budżetowych założeń, kosztować miała około 45 tys. złotych. Okazało się, że najniższa cena w przetargu, wygranym przez łobżenicką firmę Skorbud, to 65 tys. zł. Skąd te różnice - pytał m.in. Marek Czerczak. - To była wartość wirtualna, nigdzie nie sprawdzona, nigdzie nie szacowana – odpowiadał Piotr Łosoś. Dodał, że wyższy koszt wziął się m.in. z potrzeby rozbiórki ogrodzenia firmy przewozowej czy budowy na jednym z fragmentów inwestycji muru oporowego, by nowy chodnik się nie rozjechał. Podał też najwyższą kwotę, która padła w przetargu - 78 tys. zł. Marek Czerczak nadal wskazywał, że budowa tego chodnika jest droga, wyliczając cenę za metr. W odpowiedzi burmistrz wskazał, że jeśli radni wiedzą, gdzie są firmy, które staną do przetargu i zadanie zrealizują dobrze oraz tanio, niech je do tego zachęcają. Włodarze chętnie z takiej pomocy rajców skorzystają.
Przy okazji tej dyskusji powrócił też temat wiejskich świetlic, które remontowano kilka lat temu, a w których ponownie komisja rewizyjna już w nowej kadencji stwierdziła usterki. Najpoważniejsze z nich dotyczą przeciekających dachów w Dębnie, Dźwiersznie i Szczerbinie. Radni dopytywali o wyegzekwowanie napraw gwarancyjnych. – Tam gdzie to było możliwe, usterki zostały naprawione w ramach gwarancji, w pozostałych świetlicach termin gwarancji minął – mówił P. Łosoś. Pojawił się głos, że informacje o tym, że świetlice nie były naprawiane należycie sygnalizował już kilka lat temu śp. radny Andrzej Mojsiewicz. - Też denerwuje mnie, że musimy po raz kolejny wydawać pieniądze na coś, co powinno być zrobione dobrze od razu. Sami wiecie, jak było za poprzedniego burmistrza. To było jak walenie głową w mur. Można było chodzić, mówić, prosić, nawet codziennie - nie dawało to żadnej reakcji, żadnej dyskusji. O wielu sprawach jako radni sygnalizowaliśmy i nic się w sprawie nie działo. W pewnym sensie mam poczucie winy za taki stan rzeczy, ale prawda jest taka, że radny bez pomocy burmistrza naprawdę może niewiele – mówił P. Łosoś. Pojawiło się też pytanie, czy skoro dziś stwierdza się tak poważne uchybienia poprzedniej władzy, czy wyciągnięta zostanie za to jakaś odpowiedzialność. - Nie jesteśmy przecież bierni.
Nieprawidłowości zostały zasygnalizowane prokuraturze. Podobnie jak Wy czekamy na rozwój sprawy - skwitował burmistrz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze