Przez prawie piętnaście lat była sekretarzem koła kombatantów w Lipce. Społecznie. – Bo byli mi bardzo bliscy – podkreśla z łezką w oku „Basia od kombatantów”, jak na nią mówią we wsi.
Lipkowscy kombatanci zakończyli niedawno działalność. Fakt ten zgłosili do zarządu powiatowego w Złotowie oraz wójta gminy Lipka.
Z ponad czterystu członków koła na początku działalności, pozostało ich obecnie osiemnastu, w tym tylko kilku czynnych.
– Na palcach jednej ręki można dosłownie zliczyć osoby, które są w stanie funkcjonować w tej grupie – mówi Barbara Piekarska.
– Po prostu dotknął nas ząb czasu – dodaje, z żalem wymieniając ostatnie aktywne koleżanki, z którymi ostatnio współpracowała: Leokadię Redzimską czy Janinę Korniah.
Barbara Piekarska prowadziła dokumentację kombatantów, jak mówi, z sentymentu. Sama przecież nie jest kombatantem.
– Robiłam to, gdyż miałam, jako wieloletni pracownik Urzędu Gminy w Lipce, z nimi stały kontakt – mówi była pracownica do spraw rolnych.
– Wielu z nich było po prostu rolnikami. Siłą rzeczy często z nimi się spotykałam. Ten służbowy kontakt potem, zwłaszcza jak przeszła w 2006 roku na emeryturę, zamienił się w kontakt prywatny.
– Są to ludzie, którzy zasługują na społeczny szacunek – mówi pani Basia.
– Ale jednocześnie należy uszanować wiek naszych kombatantów i nie nadwyrężać ich. Nie ma fizycznie komu chodzić z delegacją pod pomnik, nie ma też w kole żadnego mężczyzny – wyjaśnia.
Dlatego 11 listopada w Lipce odbędzie uroczyste zakończenie działalności koła. Po mszy świętej sztandar stowarzyszenia zostanie przekazany do Izby Pamięci w GOK–u.
– Do każdego kombatanta wysyłam pisma o rozwiązaniu koła – mówi pani Basia, niepisany sekretarz koła – jednocześnie wójt zaprasza ich wszystkich na spotkanie. Próbujemy też odtworzyć historię koła, by ją zaprezentować na gali. Problem jest taki, że nie ma nawet już za bardzo kogo o to pytać… – mówi z nostalgią Piekarska. Wiemy tylko, że koło kombatantów w Lipce powstało równocześnie z innymi kołami, pierwszym jego szefem był prawdopodobnie Stanisław Baryłka. Potem prezesem był śp. Stefan Wołoszyński.
– Pracujemy nad tą historią wspólnie z GOK–iem, ale apelujemy do naszych mieszkańców: jeśli ktoś z państwa ma jakąkolwiek wiedzę historyczną na ten temat, zachęcamy do współpracy i podzielenia się nią z nami i kolejnymi pokoleniami. Jest to dla wielu z nas zakończenie pewnej epoki – mówi pani Barbara.
– Wiele osób z Lipki miało w kole swoje babcie i dziadków. To są wspomnienia, które powoli ustają, ale nie pozwolimy zupełnie o nich zapomnieć.
– Jest mi smutno, że nadszedł taki dzień – dodaje – ale takie jest życie. Należy to zakończyć z należytym honorem. Wyjścia nie ma. Są też kombatanci, których należy otoczyć dodatkową opieką. W tej sprawie Barbara Piekarska wystosuje także pismo do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.
– To się tym ludziom po prostu należy.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kombatanci. To byli życiowo wyjątkowi ludzie. Pionierzy , którzy zasiedlali po wojnie te ziemie nie zawsze początkowo dla nich przyjazne .Ale budowli wszystko od początku . I im wyszło. Pokonał ich ząb czasu. Co do Pani Basi to ona prawie kombatant bo przez te długie lata miała z nimi kontakt wykonując swoją rolną robotę . Znała ich " na dobre i złe."Rozumiem jej nostalgię...
Kombatanci. To byli życiowo wyjątkowi ludzie. Pionierzy , którzy zasiedlali po wojnie te ziemie nie zawsze początkowo dla nich przyjazne .Ale budowli wszystko od początku . I im wyszło. Pokonał ich ząb czasu. Co do Pani Basi to ona prawie kombatant bo przez te długie lata miała z nimi kontakt wykonując swoją rolną robotę . Znała ich " na dobre i złe."Rozumiem jej nostalgię...