- Żadne polskie gospodarstwo nie zarabia dziś na świniach. Każdy rolnik do sztuki tucznika dopłaca około 130 złotych - mówi Jacek Januszewski. - Jak długo możemy produkować poniżej kosztów? - pyta Tadeusz Brzeziński. Nasi rozmówcy straty notują od trzech lat
Producenci trzody chlewnej zaliczają największe od dwóch dekad dołki finansowe. - Ceny, na które dziś możemy liczyć, są na poziomie tych z 1996 roku – mówi Jacek Januszewski, rolnik z Franciszkowa, prowadzący gospodarstwo wraz z bratem Jerzym (panowie specjalizują się w produkcji zwierzęcej). Około 3,50 zł netto za kilogram (plus indywidualna dopłata do żywej wagi) – tyle wart jest dziś całoroczny wysiłek rolnika. Całoroczny, bo nasi rozmówcy hodują w tzw. cyklu zamkniętym. Oznacza to, że nie kupują prosiąt czy warchlaków, a przechodzą przez cały proces hodowli – od pokrycia maciory do sprzedaży tucznika. Wszystko trwa około dwunastu miesięcy. Czas to jedno. Drugie – zysk nigdy nie był pewny, bo w ciągu wspomnianego roku cena potrafiła zmieniać się diametralnie, inna sprawa natomiast, że w ostatnim czasie o zarobkach w ogóle nie ma mowy.
""[...] trudna sytuacja na rynku budzi coraz silniejszą falę niezadowolenia wśród producentów świń. Coraz głośniej domagają się oni interwencji ministerstwa rolnictwa. Wskazują, że brak opłacalności produkcji pcha rolników w stronę tuczu nakładczego lub zmusza do porzucania tego zajęcia. W najgorszej sytuacji są ci, którzy zainwestowali w nowe budynki i mają do spłacenia wysokie kredyty [...]"" PJ, Top Agrar (nr 1, 2015)
W gospodarstwach usługowych (a takie na terenie powiatu złotowskiego funkcjonują) jest zdecydowanie bardziej kolorowo. Pracują one w oparciu o cykl otwarty, w którym rolnicy stawiają na możliwie szybki tucz, a co za tym idzie – na coś w rodzaju pensji. Świadomie piszemy o zysku w ten sposób, wszak trzeba wiedzieć, że w tym przypadku pieniądze są pewne. Dlaczego? Otóż dlatego, że do chlewni gospodarstw usługowych trafiają warchlaki, które (inaczej niż w przypadku naszych rozmówców) błyskawicznie, to znaczy w czasie krótszym niż trzy miesiące, ""przeskakują"" do kategorii ""tucznik"". Szybki tucz to zatem łatwiejszy i pewny pieniądz, bo umowa, jaką rolnik zawiera z firmą, która zajmuje się tzw. tuczem usługowym, to jasne zasady. Sposoby rozliczania, jak opowiada Tadeusz Brzeziński, są dwa: płaci się albo około 7 złotych miesięcznie za każdą sztukę, która jest na stanie w gospodarstwie, albo za każdego odstawionego tucznika (w granicach od 30 do 40 złotych), przy czym trzeba zaznaczyć, że rolnik kontraktowy dziennie jest w stanie odstawić nawet do stu świń (nasi rozmówcy około stu sześćdziesięciu w miesiącu). Dlaczego panowie Januszewski i Brzezińscy nie chcą zatem wejść w drugi model gospodarstwa? Otóż jest jeden haczyk – zorientowani w temacie wiedzą, jaki. Warchlaki z reguły dowożone są z zagranicy. Jak wyjaśniają nasi rozmówcy – głównie z Danii (zwanej świńskim zagłębiem Europy) i z Niemiec. - Polskim rynkiem trzody chlewnej rządzi zachodnie lobby – uważają, przy czym zaznaczają, że na sterowanie cenami (głównie w dół) pozwala właśnie tucz kontraktowy dla zagranicznych producentów będący gwarancją ciągłości dostaw mięsa. Jacek Januszewski: - Obcym grupom kapitałowym zależy na tym, by tucznik był tani. Po pierwsze dlatego, by innym nie opłacało się produkować, po drugie – by w razie braków można go było dokupić za małe pieniądze.
Bez perspektyw, bez nadziei
- Na dziś każdy rolnik musi do tucznika dopłacić około 130 złotych – obrazuje rolnik z Franciszkowa. - Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, rolnicy będą likwidować trzodę – uważa. Sam, oczywiście ze względów finansowych, nie raz już taką opcję rozważał. W 2012 roku do interesu dołożył około 170 tysięcy złotych. To nie kwota szacunkowa, ale skrupulatnie wyliczona w oparciu o analizę kosztów uwzględniającą m.in. zakup paszy, paliwa, energii elektrycznej, usług weterynaryjnych, inseminację i prace najemne. Skąd ta wysokość? Wyprodukowanie 100 kilogramów żywca to, według twardych obliczeń, koszt 618 złotych (co daje 6,18 zł za kilogram). Tymczasem dwa lata temu w skupach płacono 5,33 zł/kg – do każdego tucznika rolnik musiał zatem dołożyć 85 złotych. - Jak długo można produkować poniżej kosztów? - pyta Tadeusz Brzeziński i dodaje, że przez sytuację na rynku trzody wielu rolników, którzy decydując się na modernizację swoich gospodarstw pozaciągali kredyty, nie mogą odbić się od dna. Sam do produkcji zwierzęcej dokłada od trzech lat i – jak zaznacza – z każdą obniżką cen jest coraz bliższy podjęcia decyzji o przejściu na produkcję wyłącznie roślinną. Nie jest to jednak tak łatwe, jak mogło by się wydawać. Wygaszanie hodowli trzody trwa rok. - A w ciągu roku – jak przyznaje rolnik z Radawnicy – różne pomysły chodzą człowiekowi po głowie. Jest też nadzieja – że może w końcu będzie lepiej. Nasi rozmówcy, nią właśnie karmieni, uparcie ciągną za sobą wózek pt. ""trzoda"" (nie w pełnym jednak wymiarze, wszak w chlewniach naszych rozmówców jest jeszcze miejsce na pół tysiąca świń). Napędza ich coś jeszcze. - Tyle człowiek zainwestował w obiekty, wybudował i wyremontował chlewnie, a teraz to wszystko ma stać puste? - pyta Tadeusz Brzeziński. - Wciąż się jeszcze łudzimy, że uda się nam przeczekać trudne czasy, choć coraz trudniej w to wierzyć – zaznacza Jacek Januszewski. - Przed likwidacją powstrzymuje nas sentyment – przyznaje. - Może się ktoś uśmiechnie, ale jesteśmy patriotami. Patriotyzm dla nas, ludzi mieszkających na wsi, zawsze uchowała się wiara i polski język, jest bardzo ważny. Zależy nam na tym, by w Polsce było polskie, dobrej jakości mięso, nie nafaszerowane antybiotykami czy regulatorami wzrostu. - Ci co wciąż trzymają trzodę to albo patrioci, albo idioci – podsumowuje Jacek Januszewski, dodając, że rolnicy, którzy w czas zlikwidowali hodowle, dziś mogą się cieszyć, że dopisał im refleks.
Na marginesie
Obu panów, prócz cen (co ciekawe krach na rynku trzody pozostał bez wpływu na sklepowe metki kiełbas, wędlin i mięsa), mierzi jeszcze jeden fakt. - O polskich rolników w ogóle się nie dba, nikt nie broni rodzimego rynku, nie mamy reprezentanta na szczeblu krajowym – mówią. - Jesteśmy traktowani po macoszemu. Takie organizacje jak Izby Rolne, Kółka Rolnicze czy Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej, a w szczególności Rząd, nie dbają o interes polskiego rolnika, oddając go na pożarcie obcemu kapitałowi. Zostaliśmy sprzedani – obaj mają takie odczucie. - Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że w kwestii produkcji mięsa wieprzowego to jako kraj nie jesteśmy już samowystarczalni. Musimy importować to mięso, a przecież byliśmy potęgą w tej dziedzinie. Przegrywamy ""mecz"" na własnym podwórku, a nikt na to nie reaguje – zauważają panowie Januszewski i Brzeziński. Wracając do sklepowych cen: - Denerwujący jest fakt, że drastyczny spadek cen żywca wieprzowego nie ma większego odzwierciedlenia w cenie towarów. Trudno odmówić naszym rozmówcom racji – faktem jest, że na polskich rolnikach odbijają się wieloletnie zaniedbania, m.in. w obszarze organizacji rynku trzody chlewnej, który tak naprawdę został pozostawiony na pastwę losu (choć może trzeba by napisać ""na pastwę rynku europejskiego"", z którym nie są w stanie konkurować). Panowie Januszewski i Brzeziński jeszcze dokładają, bo póki co mają z czego (odbicie zapewnia im produkcja roślinna). A co z mniejszymi rolnikami, którzy mają po kilka hektarów i parę czy paręnaście sztuk zwierząt?
Równia pochyła
Najwyższe w ostatnim czasie ceny w skupach odnotowano 12 września 2013 roku – 6,20 złotych. - Wtedy za odstawienie czterdziestu pięciu świń dostałem 31.500 złotych – rolnik z Franciszkowa wspomina dobre czasy. Dziś, by rolnikom opłacało się hodować trzodę, cena musiałaby ""podskoczyć"" do 5,50-5,60 zł/kg. Niestety, jest coraz taniej – aktualnie w skupach płaci się 3,50 zł/kg. Prognozy na 2015 rok są mało pomyślne. - Wykończą nas – obawiają się nasi rozmówcy i wieszczą likwidację stad. Co zostanie zatem Polakom, gdy taki scenariusz się urzeczywistni? Mięsa wieprzowego na pewno na rynku nie zabraknie, ale czy będzie ono pochodziło z rodzimych hodowli? Szczerze możemy w to wątpić. Wygląda na to, że jeśli polscy rolnicy w końcu skapitulują, będziemy skazani na mięso z zachodnich, przemysłowych tuczarni, gdzie o dobrym smaku i jakości nie ma co marzyć.
Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze