Reklama

Co kur... tak długo?!

13/08/2015 06:00
Strach przed śmiercią to nie wszystko. Są jeszcze przekleństwa, smród i rękoczyny. - Bywa, że w karetce jedzie z nami policja - o pracy w pogotowiu mówi Ewa Manthey

To co słyszą budzi niepokój. Tata. Skóra. Sprzedaż. Po kryjomu dzwonią pod 997 i proszą o pomoc. Ze strachu reanimują dalej. Dwóch wytatuowanych mężczyzn z przeszłością kryminalną to wystarczająca motywacja. - Słyszeliśmy szemrania synów pana, któremu nie mogliśmy już pomóc – Ewa Manthey w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Złotowie pracuje od czternastu lat. Obawa towarzyszy jej niemal codziennie. I wcale nie chodzi o ratowanie życia.

Zaufanie i „mięso”

Wyniki światowego badania zaufania do zawodów, przeprowadzonego przez instytut GfK (międzynarodowy koncern zajmujący się badaniem opinii publicznej) pokazują, że ratownicy medyczni cieszą się zaufaniem 88% społeczeństwa. Ewa Manthey tego nie odczuwa. - Starzy pracownicy pogotowia opowiadają, że kiedyś ludzie się cieszyli, jak do zdarzenia przyjechała karetka. Dzisiaj już niekoniecznie – mówi jedna z kilku kobiet pracujących w pogotowiu w Złotowie. Dziś czerwony uniform nie chroni przed agresją.

Reklama

- Tej jest bardzo dużo. Gdy musimy dojechać np. 20 km, to na miejscu czeka nas przywitanie: a co wy k... i ch... tak długo jechaliście?! - widać płeć nie chroni przed obrzucaniem „mięsem”. - Jak są ludzie podpici, to żądają czegoś tam (najczęściej rzeczy niewykonalnych), bo oni płacą podatki – w końcu ratownik jest funkcjonariuszem publicznym. - No i zawsze gapie wiedzą lepiej, co zrobić. Na każdym wypadku znajdą się tacy, którzy mówią: a mnie to uczyli... - Ewa Manthey stara się nie reagować na te zaczepki. Bo telefony ludzie mają w ciągłej gotowości. - Potem można się znaleźć gdzieś w sieci. Dlatego nie możemy dać się sprowokować. Jak nie będziemy wchodzić w dyskusje, to nie będziemy potęgować agresji ludzi – nawet siedząc w swojej kawalerce ratowniczka mówi na tyle cicho, że jej głos ledwie przebija się przez muzykę puszczoną w telewizorze. Może oszczędza struny głosowe na występy? Większość pracowników SzOR-u w Złotowie gdzieś dorabia. Jak nie w innych placówkach służby zdrowia, to poza systemem.

Przetrząsanie piernatów

Ostrzyżenie głowy, polanie gotującą się smołą, posypanie pierzem i wysadzenie na pierwszym miejscu postoju - tak kiedyś karano marynarzy za kradzież. O tym panu na łóżku ratownicy niewiele wiedzą. Czy kradł? Ile wypił? Nie ma z nim kontaktu. Jest za to pierze. Biały puch zmienił nagiego mężczyznę w wielką gęś. Za lep posłużyły ekskrementy. - Musieliśmy go wygrzebać, zabrać na SzOR i umyć. Na oddziale jest pomieszczenie zwane dekontaminacją – opowiada pani Ewa. - Nie ma możliwości, by brudny pacjent trafił na oddział – dodaje.

Reklama

Z higieną bywa różnie. Ewa Manthey ocenia, że odwiedziła już wszystkie meliny w powiecie. Te bez światła, z bezpośrednim widokiem na gwiazdy czy z dziurami w podłodze. Wszędzie ratowników czekają podobne atrakcje. - Czasem jest w drugą stronę – nie idzie odzieży z człowieka zdjąć, tak jest przyklejona. No i bierzemy pacjenta do karetki, a tam nie ma wentylacji czy innej możliwości zneutralizowania zapachów. Jak się da, to jedziemy z otwartym oknem... - opowiada kobieta, poprawiając się na sofie. Szybko jednak dodaje: - Nie chodzi tylko o zaniedbania. Czasem pacjenci wymiotują czy załatwią się z powodu choroby. Oni nie są temu winni.

Funkcjonariusz bezbronny

Ratownik medyczny korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariusza publicznego. Kto go znieważa lub atakuje zagrożony jest surowszą karą niż robiąc to samo wobec przysłowiowego Kowalskiego. Na przykład naruszenie nietykalności cielesnej zagrożone jest tu grzywną, ograniczeniem lub pozbawieniem wolności do lat 3 i ścigane jest z urzędu. Alkohol jednak znosi wszelkie prawa. - Pacjenci pod jego wpływem czy innych środków psychoaktywnych odpinają się z pasów bezpieczeństwa, próbują łapać rzeczy w karetce czy nas szarpać. A my nie mamy środków przymusy bezpośredniego ani żadnej ochrony. Dlatego nieraz policja jedzie z nami w karetce albo tuż za nią, bo my właściwie nie możemy się bronić – Ewa Manthey nie chce opowiadać o grożeniu nożem czy innych atakach. Nie będzie pożyczać historii od kolegów. - Ja uciekać przed nikim nie musiałam – twierdzi pracownica Szpitala Powiatowego im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie. Gdyby musiała, nie wahałaby się ani chwili.

Reklama

Krajenka, daleko stąd

Zmorą pogotowia są numery. Odkąd przez radio nie można podać nazwiska, trafienie do wezwania to prawdziwa sztuka. Co prawda dyspozytorzy w Pile mają mapy, ale powiatu złotowskiego w małych palcach już nie. - Na domach nie ma numerów, a wiele z nich jest nieoznakowanych. Często numery idą tak nie po kolei... Do tego wzywający nieraz sam nie umie wytłumaczyć, gdzie mamy dojechać – twierdzi pani Ewa. Wszystko to wpływa na wydłużenie czasu dojazdu i prowokuje reakcje: Co kur... tak długo?!
A co ratownik sam auto z zaspy wyciągnie? Kilka lat temu w ciągu jednej nocy Ewa Manthey musiała dwa razy pojechać w okolice Krajenki. Akcje zajęły zespołowi wyjazdowemu sześć godzin. Jak to możliwe? - W obu przypadkach musieliśmy wzywać na pomoc gospodarza z ciągnikiem, który nas przeciągnął przez śnieg. Nie było możliwości, byśmy sami tam przejechali. Na szczęście w obu sytuacjach nie było to nic poważnego. Gdyby to był zawał, to pewnie skończyłoby się tragicznie – przypuszcza doświadczona pracownia pogotowia.

W pracy się nie śpi

Jeśli uda się przymknąć oko, to super. Jeśli nie ma czasu na jedzenie, to trudno. Taka praca. Ratownik musi być gotowy na wszystko. - Dyżur to jest czuwanie i wyjazdy. Nie mamy pracy ułożonej tak jak pielęgniarki na oddziałach. One wiedzą, kiedy jest obchód, kiedy leki, toalety... U nas nie można przewidzieć niczego. Można wsiąść rano do karetki i wysiąść z niej po kilku godzinach. Ewentualnie skorzystać z toalety u pacjenta. Jak się da – ratowniczka odpiera zarzuty, że pracownicy SzOR-u wysypiają się podczas dyżurów. - Coraz rzadziej, ale zdarzają się dyżury bez wyjazdu – przyznaje jednak po chwili.

Zasnąć wcale nie jest łatwo. Po latach pracy w systemie dwunastogodzinnym, a coraz więcej osób pracuje bez przerwy i dobę, zegar biologiczny wariuje. - Z wiekiem organizm trudniej się adoptuje. Czasem koledzy budzą się w środku nocy ze strachem, że zaspali na dyżur, a mają wolne – E. Manthey wie, co mówi. Wczoraj miała „dniówkę”, dziś wieczorem zacznie „dobę”. Nam mówi, że nie zna żadnego ratownika, który by nie dorabiał. - Stawka wynosi dwadzieścia parę złotych brutto za godzinę. Trzydzieści złotych to już maks, a ZUS wynosi 1100 złotych – to nie jest mało. Pielęgniarki w oddziałach na pewno mają więcej, o lekarzach nie wspominając – słuchając tego aż chciałoby się powiedzieć: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. W jednym jednak trzeba ratowniczce przyznać rację – pójście służby zdrowia w stronę umów kontraktowych i praca po 250 godzin w miesiącu i więcej kiedyś może zakończyć się tragedią. - Nie dziwię się, że ludzie dorabiają, bo stawki są bardzo niskie. Niedawno w Poznaniu ratownik zaproponował, że będzie pracować za 9 zł na godzinę. Opłaci mu się, bo na cepeenie miał 6 zł... - kobieta przez chwilę milczy. - Teraz, gdy weszły karetki podstawowe, w których jeździmy do zdarzeń bez lekarza i sami decydujemy o podaniu leków czy kierowaniu pacjenta do danego szpitala, też nic się nie zmieniło. Odpowiedzialność jest ogromna, a pieniądze niewielkie - z rozmowy wyłania się obraz niedocenianego zawodu. Osoby, która nie zna dnia ani godziny. - Narodowy Fundusz Zdrowia ogłasza przetargi na karetki i w umowach mamy zaznaczone, że jeżeli szpital straci kontrakt, to nasze automatycznie ulegną rozwiązaniu – pani Ewa przyznaje, że stres odbija się na jej zdrowiu. - Dlatego, choć lubię swoją pracę i chcę ludziom pomagać, to nie widzę siebie w wieku 65 lat w karetce. Na pewno nie będę w stanie pracować tak, jak obecnie. Zresztą pacjenci, których teraz zabieramy do szpitala, mają często mniej lat niż wynosi wiek emerytalny – zauważa ratowniczka.
Przed nią jeszcze kilka dekad pracy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości