Publiczność przyjęła występ bardzo gorąco. Aktorzy dali popis swoich umiejętności, aż trudno uwierzyć, że sztuka mogła w ogóle nie powstać
Zaczęło się jak zwykle, czyli od zebrania aktorów ( w tym roku po odejściu zeszłorocznych maturzystów, pojawiło się siedmiu nowych uczniów) i pomysłu na sztukę. Od tego ostatniego właśnie zaczęły się schody. - Gdy pan Andrzej przedstawił nam pomysł, nie byliśmy zadowoleni. Podobnie jednak było w zeszłym roku, gdy graliśmy sztukę Witkacego. Na początku nie czuliśmy jej. Chcieliśmy coś takiego z naszych czasów. Potem się do tego w końcu przekonaliśmy. Z tą sztuką było podobnie – mówi Karina Buczek, aktorka Teatru Matysarek.
Cień na przyszłość spektaklu położyły również utwory, które aktorzy mieli wykonać samodzielnie. - W tej sztuce jest dużo śpiewania i grania na żywo. To jest bardzo trudne. Z pewnością łatwiej jest śpiewać z playbackiem. Tu mamy muzykę na żywo przy pianinie, flecie, gitarze. Mieliśmy moment zawahania – mówi Andrzej Motak, opiekun Teatru Matysarek.
[[reklama]]
Nie brakowało również dramatycznych momentów. Gitarzysta miał mały wypadek – zranił się w palec. Na szczęście ta historia skończyła się dobrze.
Łatwo zatem nie było. Upór, opanowanie, profesjonalizm i pasja wygrały. Wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik. Przynajmniej publiczność tak odebrała sztukę. Być może była nawet improwizacja, jednak to już pozostaje tajemnicą aktorów.
Premiera "Co się stało"" odbyła się w miniony czwartek (27 listopada). Kolejna okazja do zobaczenia sztuki już 27 grudnia w ramach "Spektaklu dla przyjaciół"".
K. Siekańska
[[gal=1537]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze