Reklama

Co z tym „Gryfem”?

06/05/2019 18:30

Czy rzeczywiście nie radzi on sobie ze sprzątaniem miasta i karmieniem dzieci?

– Narzekają od dawna, że nie jest tak, jak ma być – na pytanie o jakość jedzenia serwowanego przez Spółdzielnię Socjalną „Gryf” odpowiada Edward Czajka. Wiceprezes na co dzień pracuje w ekipie sprzątającej Okonek, wozi niepełnosprawnych i jedzenie właśnie. W kuchni działającej w byłym przedszkolu miejskim bywa jednak często.

– Próbowałem te obiady, te wszystkie dania i nie mogę powiedzieć, że jest coś nie tak. Moim zdaniem jest wszystko w porządku – mówi członek zarządu „Gryfa”, z zawodu budowlaniec. Jego refleksja na temat narzekań na jakość jedzenia jest prosta:

Reklama

– Jeden rodzic powie, że to jest nie tak, drugi, że to jest nie tak. Nie jesteśmy w stanie dla każdego rodzica dopasować tak, jak powinno być.

Posiłki w spółdzielni gotują trzy panie. Spod ich ręki wychodzą śniadania, obiady i podwieczorki, które trafiają do placówek oświatowych w Okonku. Dowozi je „Gryf”. Całodzienne wyżywienie przedszkolaka kosztuje 12 zł. Płacą rodzice.

– Nie można powiedzieć, że to jest wygórowana cena – uważa wiceprezes Czajka. Rozmawiamy z nim pod nieobecność prezes spółdzielni, Iwony Żerko. Co ciekawe, w „Gryfie” słyszymy, że prawo do reprezentowania go ma Renata Zabrocka, choć w spółdzielni zatrudniona nie jest. To ona wymyśliła Spółdzielnię Socjalną „Gryf” jako sposób na zatrudnienie kilkunastu osób „wykluczonych z normalnego życia”. Pomysł spodobał się ówczesnemu burmistrzowi Mieczysławowi Rapcie i w październiku 2014, przy współpracy Fundacji AKME, powstała, pierwsza w powiecie złotowskim, spółdzielnia socjalna. Jej założycielami były powiat złotowski oraz miasto i gmina Okonek.

Reklama

Niemal od początku kulinarnej przygody „Gryfa” w mieście słychać narzekania na jakość serwowanego przez niego jedzenia. Zwłaszcza w porównaniu z kuchnią pań zatrudnionych wcześniej w miejskim przedszkolu. Rodzice przedszkolaków mówią, że spółdzielnia gotuje za tłusto i za ciężko. Niezdrowo dla małych dzieci.

– Zdecydowanie było mało warzyw i owoców w menu, porcje na podwieczorki często były zbyt małe dla dzieci – mówi Dagmara Tarnowska–Baran, dyrektorka Niepublicznego Przedszkola i Żłobka „Delfinek”. Rodzice jej podopiecznych zbuntowali się na początku tego roku, gdy wzrosła cena dziennego wyżywienia z 9,60 zł na 12 złotych.

Reklama

– Spotkaliśmy się z przedstawicielami spółdzielni, powiedzieliśmy sobie, co mieliśmy do powiedzenia i sytuacja się naprawdę poprawiła, przynajmniej w naszej placówce. Jeżeli mam jakiekolwiek zastrzeżenia co do jakości posiłków, dzwonię do Spółdzielni i informuję ich o tym, co należałoby zmienić, poprawić. Póki co moje uwagi są rzetelnie poprawianie i mam nadzieję, że tak pozostanie. Od czasu zebrania naprawdę nie mogę narzekać na współpracę – pani Dagmara wspomina spotkanie z lutego.

Ewa Szczerba, księgowa „Gryfa”, która ma znacznie więcej do powiedzenia niż wiceprezes, uważa, że posiłkom tym dziś nie można wiele zarzucić. I wymienia: śniadanie – pieczywo mieszane, zupa mleczna, wędlina, warzywa; obiad – zupa, drugie danie i kompot; podwieczorek – czasami kolorowe kanapki, czasami ciasto drożdżowe z rodzynkami, do tego kakao i jabłko.

Reklama

– Jadłospis jest urozmaicony, dania mogą się powtarzać nie częściej niż co dwa tygodnie – zapewnia, czytając z kartki wiszącej na ścianie w biurze spółdzielni. Siedziba „Gryfa” znajduje się w byłym przystanku PKS. Remont obiektu za ok. 30 tys. zł przeprowadziła gmina.
Skoro tak, to skąd te narzekania? Pod sondą, którą przeprowadziliśmy na portalu zlotowskie.pl zaroiło się od negatywnych komentarzy.
„Powiem tak. Spółdzielnia Gryf to syf. Gotują dla dzieci tłusto, bardzo mącznie, wszystkie zupy zagęszczane mąką A podwieczorki dwa chrupki kukurydziane i kisiel do popicia albo najtańszy jogurt z biedronki za 60 groszy lub jedno ciastko kwiatek z marmoladą na środku za 2.3 zł. Jak dzieci pytają jaka zupa to nawet nie da się jej nazwać. Gotują najtańszym kosztem A jakość produktów pozostawia wiele do życzenia bo są to produkty z najniższej półki. Wstyd.”

„Za żywienie dziecka jestem w stanie zapłacić aktualną stawkę, jak każdy rodzic, albo i więcej ale pod warunkiem, że dziecko wróci do domu niegłodne i nie powie że dziś na obiad był makaron z pokrojoną parówką i kukurydza, a na podwieczorek 1 cząstka mandarynki – nie takie założenie chyba ma catering? Niegrzecznie z mojej strony, ale nie sposób inaczej wyrazić tego słowami – wygląda na to, że płacimy za śmieciowe jedzenie”

Reklama

Pojawiły się także głosy w obronie spółdzielni.

„Pozdrawiam rodziców, którzy narzekają na jedzenie, a sami pchają w dzieci słodycze, chipsy, parówki i inne podobne rzeczy. Jak chcecie na podwieczorek pudding chia, to zapłaćcie dwa razy więcej. Ponoć jak jest zdrowy koktajl bananowy, to dzieci nie chcą jeść... Interesuje mnie skąd dzieci to wynoszą. Dla niepoinformowanych zapraszam do wybranej lektury odżywianie dzieci (łazanki można podawać dzieciom od 8 miesiąca życia).”

Komentarze są anonimowe, więc i może ostrzejsze niż wypowiedzi sygnowane nazwiskiem, ale może coś w nich jest? Problem zasygnalizowaliśmy burmistrzowi. Andrzej Jasiłek jednak nie widzi wielkich uchybień w działalności spółdzielni.

Reklama

– Na miarę swoich możliwości oni dobrze wykonują swoje zadania – mówi zarówno o przygotowywaniu posiłków, jak i usługach opiekuńczych oraz sprzątaniu miasta (o tym za chwilę).

Być może jednak powinien pochylić się nad apelami rodziców, którzy proponują przeprowadzenie kontroli kuchni, a nawet powołanie komisji złożonej z rodziców. Niektórzy nawołują do zmiany dostawcy posiłków.

O tym, że jest to możliwe, świadczy przykład Niepublicznego Przedszkola Twórczego „Jedyneczka”. Ewa Żerko zachwala firmę z Okonka, która dostarcza jej posiłki. O złotówkę taniej niż „Gryf”.

Reklama

Czy Okonek jest brudny?

Na to pytanie mieszkańcy już raz odpowiadali. W naszej sondzie nie mieli wątpliwości, czy powiedzieć „tak”. Tylko czy to wina Spółdzielni Socjalnej „Gryf”? W 2018 roku gmina zleciła jej sprzątanie miasta za niemal 40 tys. złotych. W bieżącym oczyszczanie Okonka (opróżnianie koszy ulicznych, sprzątanie miasta i zamiatanie chodników) to koszt 45.600 złotych. O porządek w pozostałych miejscowościach gminy dba Miejski Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Okonku. Oczyszczanie przez niego przystanków PKS i wiat rekreacyjnych oraz koszy ulicznych to koszt 39.600 zł rocznie.

– Śmiejemy się już z tego mówienia, że Okonek jest brudny. Czy sypiące się na chodnik tynki są naszą „zasługą”? – mówi księgowa Szczerba.

Reklama

– Naszym obowiązkiem jest posprzątać, pozamiatać, zebrać śmieci, opróżnić kosze. Nikt nie będzie codziennie zmiatał wszystkich chodników czy całej ulicy – dodaje. Z kolei E. Czajka podkreśla, że mieszkańcy miasta nie współpracują z „Gryfem”.

– Teraz przejdzie pracownik, sprzątnie, a za godzinę jest to samo. Dzieciaki idą, rzucą papier, ten rzuci to, ten to – opowiada. Jego obserwacje potwierdzają użytkownicy portalu zlotowskie.pl.

„Czego oczekujecie, że będzie błysk? Gdzie ludzie potrafią bezczelnie koło takiego pracownika wyrzucać śmieci na ziemię zamiast do kosza? Sam byłem świadkiem takiej sytuacji, na własne oczy widziałem jak traktują ich ludzie.”

Reklama

„Czystość nie zachwyca, ale mieszkańcy też nie szanują i zaniedbują sami. Na 1 miejscu zmieniłabym „tę fontannę”, bo przypomina 3 popielniczki lub miski. To już Jastrowie bardziej się rozbudowano i lepiej wygląda.”

Mimo to wielu okonecczan nie szczędzi krytyki pracownikom spółdzielni. Mówią o bałaganie, fruwających śmieciach i piasku zalegającym na chodnikach. „Gryf” to syf – piszą.

Andrzej Jasiłek jednak podkreśla, że wiele osób źle oceniających spółdzielnię nie do końca zadaje sobie sprawę z zakresu jej działalności.

Reklama

– Część ludzi uważa, że to jest tych dwóch ludzi sprzątających Okonek plus księgowa i prezes. A ich działalność jest o wiele szersza – twierdzi burmistrz Okonka.

– Niektóre wspólnoty zlecają im sprzątanie klatek, mają też około 20 podopiecznych wymagających pomocy, niedołężnych. Ich działalność jest społecznie bardzo ważna i potrzebna.

Co do samego utrzymania porządku, to włodarz gminy uważa, że „widać to ich sprzątanie”. Zastrzeżenia ma jedynie do sposobu wywożenia przez pracowników spółdzielni zmiotek. Nie mogą oni ładować ich na busa. Na to jednak pan Andrzej będzie mieć sposób: – Jeżeli gmina kupi zamiatarkę uliczną, to problem czystości miasta w jakiś sposób zostanie rozwiązany.

„Gryf”, czyli pomoc dla niepełnosprawnych

– Na miarę naszych możliwości i umiejętności radzimy sobie nie najgorzej – E. Szczerba przypomina, że Spółdzielnię Socjalną „Gryf” tworzą osoby niepełnosprawne.

– Powstała ona po to, żeby pomóc ludziom takim jak my. Powstała w czasach, kiedy ciężko było znaleźć pracę ludziom, którzy są niepełnosprawni i nie mogą pewnych rzeczy wykonywać – zaznacza.

Zgadza się, ale to nie oznacza, że władze i pracownicy „Gryfa”, a także jej główny klient, czyli samorząd, nie powinien rozważyć krytycznych głosów płynących pod ich adresem. Jak choćby ten:

„Wyniki sondy nie pozostawiają żadnych złudzeń! Takie organizacje to relikt przeszłością, a niewidzialna ręka rynku robi swoje. Prywaciarz nie dopuściłby do takiej sytuacji na pewno, bo by mu za bardzo zależało... Pomysł był od początku poroniony, efekty mamy dzisiaj. Ludzie z pracy spółdzielni są bardzo niezadowoleni i to jest sygnał najważniejszy! Jeżeli zarządzający nic z tym nie zrobi, konflikt będzie się pogłębiał”.

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-05-06 23:38:11

    Papier przyjmie wszystko... "Jadłospis jest urozmaicony, dania mogą się powtarzać nie częściej niż co dwa tygodnie" - co za brednie, co kilka dni na podwieczorek chrupki! Ile razy w tygodniu jest makaron z truskawkami? Mam wrażenie, że układający jadłospis nie zna innych owoców niż truskawki, rozumiem w sezonie, ale poza, kiedy nie ma dostępu do świeżych... I nie, nie daję moim dzieciom chrupek, chipsów itp., a moje posiłki nie są przepełnione mąką i tłuszczem. Gdyby wszystko było jak należy, nikt by się nie czepiał spółdzielni.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-05-10 10:14:30

    Pytanie jest jedno dlaczego przedszkole które tak narzeka i rodzice mają taki wielki problem nie zmieni dostawcy jedzenia?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama