Reklama

Cuda w Sanepidzie

20/10/2014 00:00
Jest jedną z najbardziej nielubianych instytucji. Bez niej jednak miałyby nas zjeść myszy i szczury. O pracy Sanepidu mówi szefowa tej instytucji Halina Godlewska

Bywa Pani bohaterką koszmarnych snów?
Może i się śnię. Zwłaszcza panom. Wiem, że nasze kontrole powodują u ludzi duży stres, ale my nie chcemy ludzi straszyć. Zawsze powtarzam pracownicom, że mają podchodzić do ludzi z kulturą z najwyższej półki.

Mandat także można wystawić kulturalnie?
Karzemy mandatami, ale nie traktujemy ludzi z góry. Reakcje ludzi są wówczas różne, ale nawet mandat wręczyć trzeba z klasą. Poza tym mandat nie ma być kijem do bicia.

Jest norma mandatów, którą muszą wyrobić Pani pracownice?
Skąd. Mówię dziewczynom, że mandaty mają wystawiać tam, gdzie naruszenie przepisów jest ewidentne.

Kontrolujecie punkty gastronomiczne i usługowe, szkoły, zakłady pracy, nawet cmentarze. Wszędzie jest Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna.
Sanepid towarzyszy człowiekowi od łona matki, przez kontrole ilości nocników w przedszkolach, długości ławek w szkołach, warunków w miejscu pracy, aż po kaplice przycmentarne. My musimy się znać niemal na wszystkim.

Tyle że powiedzenie głosi, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.
Do wszystkiego to jest dyrektor, bo musi się na tym wszystkim znać. Natomiast reszta pracownic podzielona jest na sekcje o wysokiej specjalizacji. Choć trochę tak jest, że kiedyś na wszystko dobra była szara maść, a dzisiaj jest Sanepid.

Który to budzi strach wśród restauratorów, sklepikarzy, pracodawców...
Przede wszystkim tam, gdzie jest źle. Choć dziś coraz trudniej mieć bałagan. Zdarzyć się mogą różne rzeczy, tak jak i w domu, ale ogólnie jest z tą higieną coraz lepiej. Nieraz oglądam programy z panią Gessler i dziwię się, skąd ona wybiera te brudy. Oburzam się jako inspektor, bo pytam sama siebie, co robi Sanepid na tamtym terenie.

U nas niczego takiego by nie znalazła?
Nie mam tu na terenie takich zakładów. Nasz powiat jest czysty. Duża w tym zasługa moich pracownic: kompetentnych, profesjonalnych, dyspozycyjnych i zaangażowanych. To one są filarami tej inspekcji.

Tak je Pani chwali, ale jakoś specjalnie za ten trud ich nie wynagradza.
My ciągle mamy problemy finansowe, a nasze pensje zawsze są zamrożone. Jak była mowa o podwyżkach w służbie zdrowia, to my do niej nie należeliśmy. Jak się o podwyżkach nie mówi, to jesteśmy w służbie zdrowia... Skoro rozmawiamy o budżecie, to powiem, że ustalamy go na podstawie wskaźników z 2004 roku.

Coś musi im Pani dawać choćby za dwutygodniowe całodobowe dyżury przy telefonie alarmowym.
Niczym ich nie nagradzam. Pensję mają taką, jak mają, a na premie nie mam pieniędzy. Jak coś uda się uzbierać, bo ktoś jest np. w ciąży, to okazuje się, że kserokopiarka się zepsuła i pieniądze idą na nią. To jest niewdzięczna i trudna praca.

Do tego jeszcze Państwa nie lubią.
No nie lubią, choć nie wiem za co. Przecież mam sympatyczne dziewczyny.

Może przez Państwa restrykcyjność. Podobno jedną z najwyższych w regionie.
I bardzo dobrze. My mamy być restrykcyjne. Wyobraża pan sobie co by było, gdybyśmy odpuściły? To by było rozpasanie sanitarne. Ludzie najchętniej by Sanepid skasowali, ale wtedy dopiero by nas zjadły myszy i szczury, a my jedlibyśmy kurczaki kąpane w chemicznych roztworach.

Ta niechęć wynika chyba także ze strachu przed kontrolą jako taką. Nawet jak ktoś jest w porządku, to obawia się, że coś znajdziecie.
Cóż, ja też się boję kontroli. Zresztą wszystkim nam grozi jakaś kontrola: z ZUS czy Urzędu Skarbowego. W Sanepidzie jest jak u Orwella – wielka siostra patrzy. Tylko podglądu nie mam takiego wielkiego.

Kiedyś Sanepid robił kontrole bez zapowiedzi, a dzisiaj musicie uprzedzać, że przyjdziecie. Wtedy dopiero zaczyna się wielkie pranie i sprzątanie.
Na zapowiedzianą kontrolę mamy trzydzieści dni, ale nie możemy jej zrobić szybciej niż po tygodniu. Jednak właściciel nigdy nie wie, kiedy przyjdziemy. Nie wystarczy, że wypierze fartuchy. Właściciel zakładu kosmetycznego czy fryzjerskiego musi nam pokazać np. rejestry sterylizacji narzędzi, na wszystkim musi mieć daty, a tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Poza tym dla mnie papierkiem lakmusowym działania danego zakładu są jego klienci.

To właśnie oni często informują Państwa o nieprawidłowościach w danym zakładzie?
Ludzie idąc np. do dentysty widzą, czy on bierze dla nich nowe wiertło, a fryzjer nową pelerynkę. Dostajemy czasem sygnały, że fryzjerka używa dla klienta tego samego ręcznika co dla kogoś innego. I na tym ręczniku są jeszcze resztki włosów.

Co Pani robi z taką skargą?
Sprawdzamy to zgłoszenie, bo skargi są dla nas sprawą priorytetową. Mimo że mamy na ich załatwienie czternaście dni. Dzisiaj nie jest łatwo ukryć nieprawidłowości, bo człowiek jak płaci, to i żąda.

Jakie zaniedbania czy przypadki łamania przepisów stwierdzacie Państwo najczęściej?
Kiedyś, na początku mojej pracy w Inspekcji, w Wysokiej widziałam szczura w dzieży, w której wyrabiało się ciasto. Do dziś to pamiętam. Teraz zdarza się, że w niektórych sklepach sprzedawane są produkty przeterminowane. Ekspedientki najczęściej tłumaczą, że nie mają czasu tego sprawdzać lub że taką partię towaru im przywieziono. Często zdarza się to w małych sklepikach.

Żeby kontrola była udana, to ktoś musi podpisać protokół. Zdarza się, że właściciele się przed tym uchylają?

Kiedyś się zdarzało. Mieliśmy taką fryzjerkę, która unikała nas jak ognia, ale zamknięcie zakładu nie jest na nas metodą.

Bo przed Państwem nie da się uciec?
Oj nie. Nie da się uciec przed Sanepidem. Dodam, że w sekcji żywienia kontroli się nie zapowiada. Podobnie dzieje się, gdy mamy sygnał, że zagrożone jest życie i zdrowie ludzi.

Niedawno otrzymała Pani Medal Złoty za Długoletnią Służbę. Czym dla Pani jest ta praca?
Wszystkim. Pracą pierwszą i ostatnią. Staram się wykonywać ją jak najlepiej. Mój rocznik już tak ma.

Ale to chyba nie tylko dzięki rocznikowi wytrzymała Pani w Państwowej Inspekcji Sanitarnej trzydzieści sześć lat, w tym szesnaście na stanowisku Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Złotowie?

To dzięki załodze. Jak ma się takie pracownice, jakie ja mam, to można zdziałać cuda. I my te cuda robimy.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości