Przykład Tomasza Jędrzejewskiego opisanego w artykule "Kilka miesięcy temu uległ wypadkowi. Jest sparaliżowany i czeka na rehabilitację" nie jest odosobniony. Kolejki do szpitali rehabilitacyjnych bywają bardzo długie. Szpital Uniwersytecki im. A. Jurasza w Bydgoszczy przyjmuje 360 pacjentów rocznie, a czas oczekiwania na rehabilitację ogólnoustrojową i przewlekłą wynosi ok. 2 lat, natomiast na wczesną rehabilitację neurologiczną od 14 do 30 dni.
Podobnie jak przy długości pobytu czas oczekiwania zależy od wielu czynników, m.in. czasu zachorowania, stanu pacjenta, jednostki chorobowej
Reklama
– twierdzi rzecznik placówki Marta Laska.
Czy to znaczy, że pan Tomasz mógłby trafić pod opiekę specjalistów wcześniej niż w roku 2018, a w najlepszym wypadku w 2017? Tak. Powinien być już rehabilitowany.
Zaniechanie rehabilitacji, a nawet tylko opóźnienie tego procesu może spowodować straty dla zdrowia, które będą bardzo trudne lub wręcz niemożliwe do odtworzenia
– ocenia prezes oddziału opolskiego Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii, dr Marcin Krajczy. Takiego samego zdania jest współwłaścicielka Ośrodka Rehabilitacji Dzieci „Zabajka 2” w Złotowie Katarzyna Klaczyńska.
W tym pierwszym okresie – miesiące, rok – rehabilitacja jest najważniejsza. Plastyczność mózgu, zdolność regeneracji niektórych komórek nerwowych – przy odpowiedniej stymulacji – ma tu ogromne znaczenie
– tak podpowiada jej doświadczenie. Potwierdzają to specjaliści z Narodowego Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.
Od czasu przystąpienia do rehabilitacji po zabiegu uzależnione jest to, jak i czy pacjent w ogóle wróci do sprawności. Jeśli rehabilitacja podjęta jest zbyt późno, zabieg może stać się nieefektywny, a w konsekwencji pójść na marne
Reklama
– mówi w ich imieniu rzecznik Kacper Krzysztofik.
O tym, że system jest niewydolny, pracujący na różnych szczeblach mówią od lat.
Jeżeli rehabilitacja trwa trzy tygodnie, to skąd są te wieloletnie kolejki?
– nie kryje zdziwienia oddziałowa Zakładu Opiekuńczo–Leczniczego Szpitala Powiatowego w Złotowie Teresa Marchlewicz–Pachuc (to na tym oddziale robią wszystko, by utrzymać pana Tomasza w jak najlepszej kondycji). Marta Laska odpowiada, że długość pobytu w szpitalu im. Jurasza zależy od wielu czynników, m.in. jednostki chorobowej, czasu zachorowania i wynosi on od 21 do 90 dni.
Długi okres oczekiwania chorych na procedury rehabilitacyjne wynika z mało korzystnych umów zawartych przez placówki rehabilitacyjne z Narodowym Funduszem Zdrowia, płatnikiem za wykonane procedury medyczne. Umowy te są niewystarczające w stosunku do istniejących potrzeb, niejednokrotnie z roku na rok stają się coraz mniejsze
– zauważa dr Krajewski. No właśnie, pieniądze. Tomasz Jędrzejewski mówi, że gdyby je miał już dawno byłby rehabilitowany. I nie musiałby się modlić, by doczekał przyjęcia do szpitala bez przykurczów. Być może, bo dostęp do ośrodków prywatnych wcale nie jest taki łatwy.
Bywa, że czas oczekiwania sięga kilku miesięcy, ale może być to i tak szybciej niż na NFZ. Dlatego rodziny chorych zbierają pieniądze, czasem opłacają rehabilitację z odszkodowań, jeśli doszło do wypadku, a w międzyczasie zapisują się do placówek publicznych, bo ciągłość rehabilitacji jest bardzo ważna
– twierdzi K. Klaczyńska.
Ze szpitala w Złotowie wyszło pismo, w którym oddziałowa i lekarz kierujący oddziałem zwrócili placówce w Bydgoszczy uwagę na względy społeczne, mogące mieć wpływ na szybsze przyjęcie pana Tomka. Niestety, system nie rozróżnia przypadków lżejszych i cięższych, pilnych i takich, które mogą poczekać. Sparaliżowany człowiek nie ma preferencji jak np. honorowy dawca krwi, czekający na wizytę u lekarza.
Największy problem jest z pacjentami pourazowymi, którzy zabieg i rehabilitację powinni mieć natychmiast – oni w NFZ muszą czasem czekać nawet do połowy roku
– podaje K. Krzysztofik (pan Tomasz jest już 9 miesięcy po wypadku).
Spowodowane jest to tym, że wszyscy pacjenci w kontraktach z NFZ traktowani są jednakowo, zarówno ci, którzy mają chorobę zwyrodnieniową i ci, którzy wymagają rehabilitacji w wyniku wypadków. Wszyscy mają taką samą dostępność do zabiegów
– twierdzi. Jego zdaniem lekarze potrafią jednak wskazać przypadki pilne i odpowiednio zareagować.
W naszym Instytucie staramy się racjonalnie wyznaczać terminy w zależności od tego, jak szybkiej reakcji wymaga przypadek pacjenta (ocenia to lekarz)
– tyle w teorii. A w praktyce? To najlepiej ocenić mogą ci, którzy zabiegają o przyjęcie pacjentów przez specjalistyczne ośrodki rehabilitacyjne. Złotów kierował pana Tomka do Bydgoszczy i Białogardu.
Zastanawiam się, dla kogo jest rehabilitacja? Coraz częściej myślę, że dla takich osób jak my – chcących zregenerować sobie siły. Nie wiem, czy ktoś jeszcze „bierze” takich chłopaków jak Tomek, których trzeba pielęgnować. Oddziały rehabilitacyjne tego nie robią, bo to jest dla nich kłopot. Coraz mniej wierzę w oddziały rehabilitacyjne
Reklama
– w głosie T. Marchlewicz–Pachuc słychać rozgoryczenie.
W Szpitalu Uniwersyteckim im. A. Jurasza w Bydgoszczy w pierwszej kolejności przyjmowani są pacjenci po świeżych incydentach neurologicznych, którzy są hospitalizowani w innych klinikach szpitala, tak aby zachować ciągłość leczenia: neurologia, neurochirurgia, OIOM itd.
– informuje rzecznika placówki.
Pytanie o to, czy rzeczywiście stan, w jakim znajduje się T. Jędrzejewski sprawia, że jest odsuwany na dalszy plan, kierujemy do szpitala im. Jurasza oraz do Narodowego Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Pierwszy odpowiada, że nie. Marta Laska zapewnia, że przeszkodą do przyjęcia pacjenta nie jest ani rurka tracheotomijna, ani odleżyna. Zaś Kacper Krzysztofik twierdzi:
Czasem, gdy brakuje odpowiednio doświadczonych lekarzy, a przypadek pacjenta jest wyjątkowo trudny, to lepiej żeby taki lekarz nie podejmował się leczenia pacjenta, ponieważ może wyrządzić więcej szkód niż korzyści. W takiej sytuacji należy uczciwie odesłać pacjenta do innego specjalisty.
A czas ucieka. Z każdym dniem coraz trudniej będzie usprawniać pana Tomasza. Nic dziwnego, że czuje się on rozgoryczony. Na leczenie pieniędzy nie ma ani on sam, ani NFZ. Bo to, że ośrodki rehabilitacyjne przyjmują tylu pacjentów ilu przyjmują ma być winą zbyt niskich kontraktów. Średni koszt pobytu pacjenta na oddziale rehabilitacyjnym w szpitalu im. Jurasza to 10 tys. złotych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
a oddziałowa oddziału paliatywnego p. Pachuc tak uczciwie przyjmuje wg.kolejności zgłoszeń ?
Jak może być inaczej, skoro są osoby które nagminnie korzystają z wszelkiej możliwej i dostępnej dla nich rehabilitacji.Cierpią na zwyrodnienie bądź są po operacji kręgosłupa i korzystają na przemian raz z sanatorium raz z oddziału rehabilitacji a potem kilka razy w roku z rehabilitacji w przychodni.Tak jakby tylko ta garstka cwaniaków potrzebowała pomocy.Wędrują po skierowania od jednego lekarz do drugiego i blokują miejsca ludziom którzy potrzebują pomocy w tej chwili.Co z tego, że masz na skierowaniu cito i tak będziesz czekał bo pani X w tym roku już czwarty raz się rehabilituje. Gdyby były jakieś limity to nie byłoby takiego bałaganu i wszyscy inni potrzebujący mieliby większą możliwość dostania się na zabiegi
Konieczność rezonansu magnetycznego kolana, najbliższy termin w obrębie kilkuset kilometrów na skierowanie z NFZ za rok, płatne prywatnie ok. 500 zł ,,od ręki"". Służba Zdrowia jest sama chora od dawna, bardzo dawna. Żadna opcja polityczna nie chce doprowadzić do normalności nie wiedzieć czemu (strach prze buntem? układy?). Ze składkami zdrowotnymi to tak jak z tymi do ZUS, wszyscy płaca do jednego wora nie mając wpływu na ich przeznaczenie, jedni wykorzystują swe udziały finansowe w 500%-ach a inni w 5%-ach, po śmierci nie wykorzystana część przepada, płatnik praktycznie nie ma żadnej kontroli nad przymusowo oddawanych pieniądzach.
Nie bez przyczyny mówi się, że ,,tylko ryba nie bierze"". Rozumie się, że lekarz jako wysokiej klasy specjalista (nie ten z Jastrowia stomatolog który wyrywa jedynie pół zęba resztę pozostawiając chirurgowi szczęki) musi nieźle zarabiać, ale one powinny być adekwatne do dochodów polskiego a nie jak oni chcą zachodniego społeczeństwa.
Od kilku tygodni się to poprawia, wiele tych długich kolejek było spowodowane tym, że stare babcie rejestrowały się do 4-5 specjalistów na raz (tak na wszelki wypadek, gdzie szybciej się dostanie) i w ten sposób tworzyły się te sztuczne kolejki. Teraz aby się zarejestrować, trzeba dać skierowanie które zostaje już w poradni, więc można zarejestrować się tylko do jednego specjalisty.
Jeśli zapłacisz to oczywiście zwykły szaraczek szybciej się dostanie.może i nawet przed elitą. Ale nie nie, oni absolutnie nie biorą. Znajomy znajomego znajomy ma dziś 83 lata a zabieg na zaćmę wyznaczony za 3 lata ,oczywiście zapłacił i już jest po. Da się ? Tylko trza zapłacić bo przecież chłop przez całe życie Zusu pewnie nie płacił i dlatego tak się dzieje
Polska rzeczywistość, ostatnio gdzieś mówili o czasie oczekiwania do specjalistów . o ile się nie mylę to było gruuubo ponad 10 lat i to nie młodego, tylko babinki 80letniej...więc takie dwa lata to pikuś
Szpitale MSWiA ,,elitę"" (polityków i ich rodziny) przyjmują ,,od ręki"", a plebs musi czekać kilka lat by w tym czasie wyciągnąć nogi.
a oddziałowa oddziału paliatywnego p. Pachuc tak uczciwie przyjmuje wg.kolejności zgłoszeń ?
Jak może być inaczej, skoro są osoby które nagminnie korzystają z wszelkiej możliwej i dostępnej dla nich rehabilitacji.Cierpią na zwyrodnienie bądź są po operacji kręgosłupa i korzystają na przemian raz z sanatorium raz z oddziału rehabilitacji a potem kilka razy w roku z rehabilitacji w przychodni.Tak jakby tylko ta garstka cwaniaków potrzebowała pomocy.Wędrują po skierowania od jednego lekarz do drugiego i blokują miejsca ludziom którzy potrzebują pomocy w tej chwili.Co z tego, że masz na skierowaniu cito i tak będziesz czekał bo pani X w tym roku już czwarty raz się rehabilituje. Gdyby były jakieś limity to nie byłoby takiego bałaganu i wszyscy inni potrzebujący mieliby większą możliwość dostania się na zabiegi
Konieczność rezonansu magnetycznego kolana, najbliższy termin w obrębie kilkuset kilometrów na skierowanie z NFZ za rok, płatne prywatnie ok. 500 zł ,,od ręki"". Służba Zdrowia jest sama chora od dawna, bardzo dawna. Żadna opcja polityczna nie chce doprowadzić do normalności nie wiedzieć czemu (strach prze buntem? układy?). Ze składkami zdrowotnymi to tak jak z tymi do ZUS, wszyscy płaca do jednego wora nie mając wpływu na ich przeznaczenie, jedni wykorzystują swe udziały finansowe w 500%-ach a inni w 5%-ach, po śmierci nie wykorzystana część przepada, płatnik praktycznie nie ma żadnej kontroli nad przymusowo oddawanych pieniądzach.