Reklama

Cztery plus dwa

18/12/2016 19:00
Dlaczego zostali rodziną zastępczą? – A dlaczego nią nie zostać? – pyta Sebastian Bińkowski z Paruszki

Sobota. W wielu domach to czas cotygodniowych generalnych porządków. U Państwa Bińkowskich jest podobnie. Małgorzata, gospodyni domu, trzymając w ręce mopa wita nas w wejściu.

Miałam nadzieję, że trochę się Pani spóźni

– mówi z uśmiechem. Od kilku miesięcy czas bywa u nich dobrem deficytowym. Odkąd w ich domu pojawili się dwaj mali chłopcy (roczny i dwuletni), życie wywróciło się im do góry nogami. Nie narzekają, wręcz przeciwnie, dzięki temu szczęście mnożą razy cztery. Pomysł pomocy innym dzieciom zrealizowali jednak stosunkowo późno, choć w ich głowach zakiełkował już ponad 11 lat temu.

Reklama

Przez kilka lat staraliśmy się o dziecko. W tamtym czasie pojawiły się rozważania na temat adopcji

– mówi Sebastian Bińkowski.

Los dał nam jednak syna. Po kilku latach pojawiła się natomiast córka. Pragnienie pomocy innym dzieciom mimo wszystko pozostało

– wspomina nasz rozmówca. I tak, kilka lat temu, po długich rozmowach, przekonywaniu się wzajemnie, rozważaniu wszelkich za i przeciw, a przede wszystkim konsultacji z rodzonymi pociechami – Sewerynem i Jagodą – podjęli decyzję. Postanowili zostać rodziną zastępczą.

Reklama

Dlaczego mielibyśmy nią nie być?

– pyta pan Sebastian.

Mamy już swoje dzieci odchowane. Możemy teraz pomóc innym. Skoro mamy możliwości dać im szczęście i lepszy start, to czemu nie mielibyśmy spróbować?

– wyjaśnia. Gdy rozmawiamy z gospodarzem pani Małgorzata krząta się w kuchni z najmłodszym chłopcem na rękach. Starszy bawi się natomiast z „zastępczą” siostrą. Rodzone dzieci państwa Bińkowskich są dla nich ogromnym wsparciem.  Chętnie pomagają w opiece nad maluchami.

Seweryn gdy się dowiedział, że chłopaki mogą od nas odejść, był bardzo zasmucony. Pytał: – Ale że jak? Może tak być, że kiedy wrócę ze szkoły to ich nie będzie?

Reklama

– mówi nasz rozmówca.  


W dalszej części artkułu przeczytasz:

Grom z jasnego nieba – Rodzina Bińkowskich o dodatkową „dwójkę” powiększyła się osiem miesięcy temu. Na telefon, po ukończeniu kursu w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Złotowie, para czekała prawie rok...

Tu i teraz – Sytuacja prawna chłopców przebywających u Bińkowskich wyjaśni się w najbliższych miesiącach. Sąd może podjąć jedną z dwóch decyzji: bracia wrócą do rodziców biologicznych po tym, jak...

Za mało – Trudna, często wręcz dramatyczna sytuacja dzieci, które potrzebują pomocy, nie ułatwia decyzji parom, które rozważają rodzicielstwo zastępcze. W Polsce nadal...

Reklama

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Grom z jasnego nieba

Rodzina Bińkowskich o dodatkową „dwójkę” powiększyła się osiem miesięcy temu. Na telefon, po ukończeniu kursu w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Złotowie, para czekała prawie rok.

Informacja o tym, że są chłopcy, którzy potrzebują pomocy przyszła do nas dosłownie z dnia na dzień. Kompletnie nie byliśmy przygotowani

– przypomina pani Małgorzata.

Prawdę mówiąc nie myśleliśmy, że pod naszą opieką znajdą się takie maluchy. W podjęciu decyzji pomogła nam moja mama. Do niej zadzwoniłam w pierwszej kolejności, pytając, czy możemy liczyć na jej pomoc. Mąż pracuje, ja jestem sołtysem, małe dzieci natomiast wymagają nieustannej uwagi. Mama na szczęście się zgodziła, co więcej, była bardzo szczęśliwa z tego powodu

Reklama

– wspomina pani Małgorzata. Chłopcy trafili do nich z rodziny, w której panowały bardzo trudne warunki. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące, nie były łatwe. O ubrania i wszelkie akcesoria do opieki nad takimi maluchami Bińkowscy długo się nie kłopotali. Rodzina i sąsiedzi wsparli ich natychmiast. Co innego sami chłopcy: pierwsze wspólne chwile to było wzajemne poznawanie się, zdobywanie zaufania.

My wiedzieliśmy, że trafią do nas dzieci po przejściach, z problemami. Poza tym rodziny zastępcze mają prawo wiedzieć wszystko na temat swoich potencjalnych podopiecznych. Mogą nawet odmówić opieki, jeśli uznają, że mogą nie dać sobie rady

Reklama

– wyjaśnia pani Małgorzata. Oni, mimo że pełni wątpliwości i obaw, powiedzieli „tak” i nie żałują. Chwil spędzonych z braćmi nie zamieniliby na żadne inne.

Poza tym, gdy patrzymy na to, jakie zrobili postępy... Najstarszy przecież nic nie mówił, a teraz zaczyna wypowiadać pierwsze słowa. Ponadto są uśmiechnięci, nie ma już w nich takiej agresji jak na początku. Do tego pełne brzuszki, aż miło się patrzy

– zauważa mama zastępcza.

Tu i teraz

Sytuacja prawna chłopców przebywających u Bińkowskich wyjaśni się w najbliższych miesiącach. Sąd może podjąć jedną z dwóch decyzji: bracia wrócą do rodziców biologicznych po tym, jak ci wykażą poprawę lub trafiają do adopcji. Ich historia może się również zakończyć w ten sposób, że do 18. roku życia pozostaną w obecnej rodzinie zastępczej.

Reklama

Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. Pokochaliśmy ich jak swoje dzieci. Oni są jednak jeszcze mali, mają duże szanse na adopcję i kochającą rodzinę. My natomiast będziemy mogli pomóc kolejnym dzieciom w ten sposób

– wyjaśnia pan Sebastian. I choć mówi to z poważną, wręcz grobową miną, widać, jak zarówno jemu, jak i żonie na samą myśl o oddaniu braci szklą się oczy.

Staram się o tym nie myśleć. Żyjemy z dnia na dzień. Jak będzie trzeba to cóż, pożegnamy się, popłaczemy, ale będzie trzeba żyć dalej

– zaznacza pani Małgorzata.

Reklama

Za mało

Trudna, często wręcz dramatyczna sytuacja dzieci, które potrzebują pomocy, nie ułatwia decyzji parom, które rozważają rodzicielstwo zastępcze. W Polsce nadal brakuje tego typu domów. Państwo Bińkowscy są dowodem na to, że warto zaryzykować. Obawy i wątpliwości z pewnością nie będą ich opuszczać. Zresztą, którzy rodzice ich nie mają? Dom pełen miłości to jest to, czego potrzebują te maluchy, które mimo młodego wieku dostały od życia w kość.

One nie są niczemu winne

– zauważa pan Sebastian. Takie rodziny jak państwa Bińkowskich to wspaniała alternatywa dla domów dziecka, w których tej miłości zawsze brakuje, a bez której trudno o prawidłowy rozwój i szczęśliwe dzieciństwo. Nie ma dla poradnika czy też dekalogu potencjalnych rodziców zastępczych, można liczyć jednak na wsparcie specjalistów z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jeśli taka idea pomocy dzieciom zakiełkuje w głowie, warto wykonać pierwszy krok właśnie do tej instytucji. Jedno z czym z pewnością zgadzają się nasi rozmówcy, a co powinno charakteryzować wszystkich rodziców zastępczych, to miłość do każdego dziecka, nie ważne, czy jest twoje, czy nie. Niemniej jednak nie można zapominać o swoich pociechach.

Reklama

Nasze dzieci nawet przez chwilę nie zwątpiły w to, że mama i tata je kochają

– zapewnia Sebastian Bińkowski.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rodzic - niezalogowany 2016-12-20 15:01:48

    To prawda wielkim poświęceniem jest wychowywać nie swoje dziecko.Rodziny takie potrzebują wsparcia a tego niestety brakuje! Rodzicielstwo jest piękne to na zastępstwie też,ale to nie tylko ochy i achy to ciężka praca i może o tym też ktoś powinien napisać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Rodzic - niezalogowany 2016-12-19 10:25:43

    Niestety nie wszystko jest takie piękne.Choć rodzice zastępczy dadzą całych siebie nie zawsze są w stanie pomóc dzieciom skrzywdzonym po traumach.A współpraca z urzędami to pomyłka !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    złotowianka - niezalogowany 2016-12-18 20:53:32

    Podziwiam, jesteście dzielni i niesamowici. Kto wychowuje jedno obce dziecko, zasługuje na szacunek i wspieranie z każdej strony.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości