Sobota. W wielu domach to czas cotygodniowych generalnych porządków. U Państwa Bińkowskich jest podobnie. Małgorzata, gospodyni domu, trzymając w ręce mopa wita nas w wejściu.
Miałam nadzieję, że trochę się Pani spóźni
– mówi z uśmiechem. Od kilku miesięcy czas bywa u nich dobrem deficytowym. Odkąd w ich domu pojawili się dwaj mali chłopcy (roczny i dwuletni), życie wywróciło się im do góry nogami. Nie narzekają, wręcz przeciwnie, dzięki temu szczęście mnożą razy cztery. Pomysł pomocy innym dzieciom zrealizowali jednak stosunkowo późno, choć w ich głowach zakiełkował już ponad 11 lat temu.
Przez kilka lat staraliśmy się o dziecko. W tamtym czasie pojawiły się rozważania na temat adopcji
– mówi Sebastian Bińkowski.
Los dał nam jednak syna. Po kilku latach pojawiła się natomiast córka. Pragnienie pomocy innym dzieciom mimo wszystko pozostało
– wspomina nasz rozmówca. I tak, kilka lat temu, po długich rozmowach, przekonywaniu się wzajemnie, rozważaniu wszelkich za i przeciw, a przede wszystkim konsultacji z rodzonymi pociechami – Sewerynem i Jagodą – podjęli decyzję. Postanowili zostać rodziną zastępczą.
Dlaczego mielibyśmy nią nie być?
– pyta pan Sebastian.
Mamy już swoje dzieci odchowane. Możemy teraz pomóc innym. Skoro mamy możliwości dać im szczęście i lepszy start, to czemu nie mielibyśmy spróbować?
– wyjaśnia. Gdy rozmawiamy z gospodarzem pani Małgorzata krząta się w kuchni z najmłodszym chłopcem na rękach. Starszy bawi się natomiast z „zastępczą” siostrą. Rodzone dzieci państwa Bińkowskich są dla nich ogromnym wsparciem. Chętnie pomagają w opiece nad maluchami.
Seweryn gdy się dowiedział, że chłopaki mogą od nas odejść, był bardzo zasmucony. Pytał: – Ale że jak? Może tak być, że kiedy wrócę ze szkoły to ich nie będzie?
Reklama
– mówi nasz rozmówca.
Grom z jasnego nieba – Rodzina Bińkowskich o dodatkową „dwójkę” powiększyła się osiem miesięcy temu. Na telefon, po ukończeniu kursu w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Złotowie, para czekała prawie rok...
Tu i teraz – Sytuacja prawna chłopców przebywających u Bińkowskich wyjaśni się w najbliższych miesiącach. Sąd może podjąć jedną z dwóch decyzji: bracia wrócą do rodziców biologicznych po tym, jak...
Za mało – Trudna, często wręcz dramatyczna sytuacja dzieci, które potrzebują pomocy, nie ułatwia decyzji parom, które rozważają rodzicielstwo zastępcze. W Polsce nadal...
Rodzina Bińkowskich o dodatkową „dwójkę” powiększyła się osiem miesięcy temu. Na telefon, po ukończeniu kursu w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Złotowie, para czekała prawie rok.
Informacja o tym, że są chłopcy, którzy potrzebują pomocy przyszła do nas dosłownie z dnia na dzień. Kompletnie nie byliśmy przygotowani
– przypomina pani Małgorzata.
Prawdę mówiąc nie myśleliśmy, że pod naszą opieką znajdą się takie maluchy. W podjęciu decyzji pomogła nam moja mama. Do niej zadzwoniłam w pierwszej kolejności, pytając, czy możemy liczyć na jej pomoc. Mąż pracuje, ja jestem sołtysem, małe dzieci natomiast wymagają nieustannej uwagi. Mama na szczęście się zgodziła, co więcej, była bardzo szczęśliwa z tego powodu
Reklama
– wspomina pani Małgorzata. Chłopcy trafili do nich z rodziny, w której panowały bardzo trudne warunki. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące, nie były łatwe. O ubrania i wszelkie akcesoria do opieki nad takimi maluchami Bińkowscy długo się nie kłopotali. Rodzina i sąsiedzi wsparli ich natychmiast. Co innego sami chłopcy: pierwsze wspólne chwile to było wzajemne poznawanie się, zdobywanie zaufania.
My wiedzieliśmy, że trafią do nas dzieci po przejściach, z problemami. Poza tym rodziny zastępcze mają prawo wiedzieć wszystko na temat swoich potencjalnych podopiecznych. Mogą nawet odmówić opieki, jeśli uznają, że mogą nie dać sobie rady
Reklama
– wyjaśnia pani Małgorzata. Oni, mimo że pełni wątpliwości i obaw, powiedzieli „tak” i nie żałują. Chwil spędzonych z braćmi nie zamieniliby na żadne inne.
Poza tym, gdy patrzymy na to, jakie zrobili postępy... Najstarszy przecież nic nie mówił, a teraz zaczyna wypowiadać pierwsze słowa. Ponadto są uśmiechnięci, nie ma już w nich takiej agresji jak na początku. Do tego pełne brzuszki, aż miło się patrzy
– zauważa mama zastępcza.
Sytuacja prawna chłopców przebywających u Bińkowskich wyjaśni się w najbliższych miesiącach. Sąd może podjąć jedną z dwóch decyzji: bracia wrócą do rodziców biologicznych po tym, jak ci wykażą poprawę lub trafiają do adopcji. Ich historia może się również zakończyć w ten sposób, że do 18. roku życia pozostaną w obecnej rodzinie zastępczej.
Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. Pokochaliśmy ich jak swoje dzieci. Oni są jednak jeszcze mali, mają duże szanse na adopcję i kochającą rodzinę. My natomiast będziemy mogli pomóc kolejnym dzieciom w ten sposób
– wyjaśnia pan Sebastian. I choć mówi to z poważną, wręcz grobową miną, widać, jak zarówno jemu, jak i żonie na samą myśl o oddaniu braci szklą się oczy.
Staram się o tym nie myśleć. Żyjemy z dnia na dzień. Jak będzie trzeba to cóż, pożegnamy się, popłaczemy, ale będzie trzeba żyć dalej
– zaznacza pani Małgorzata.
Trudna, często wręcz dramatyczna sytuacja dzieci, które potrzebują pomocy, nie ułatwia decyzji parom, które rozważają rodzicielstwo zastępcze. W Polsce nadal brakuje tego typu domów. Państwo Bińkowscy są dowodem na to, że warto zaryzykować. Obawy i wątpliwości z pewnością nie będą ich opuszczać. Zresztą, którzy rodzice ich nie mają? Dom pełen miłości to jest to, czego potrzebują te maluchy, które mimo młodego wieku dostały od życia w kość.
One nie są niczemu winne
– zauważa pan Sebastian. Takie rodziny jak państwa Bińkowskich to wspaniała alternatywa dla domów dziecka, w których tej miłości zawsze brakuje, a bez której trudno o prawidłowy rozwój i szczęśliwe dzieciństwo. Nie ma dla poradnika czy też dekalogu potencjalnych rodziców zastępczych, można liczyć jednak na wsparcie specjalistów z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jeśli taka idea pomocy dzieciom zakiełkuje w głowie, warto wykonać pierwszy krok właśnie do tej instytucji. Jedno z czym z pewnością zgadzają się nasi rozmówcy, a co powinno charakteryzować wszystkich rodziców zastępczych, to miłość do każdego dziecka, nie ważne, czy jest twoje, czy nie. Niemniej jednak nie można zapominać o swoich pociechach.
Nasze dzieci nawet przez chwilę nie zwątpiły w to, że mama i tata je kochają
– zapewnia Sebastian Bińkowski.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To prawda wielkim poświęceniem jest wychowywać nie swoje dziecko.Rodziny takie potrzebują wsparcia a tego niestety brakuje! Rodzicielstwo jest piękne to na zastępstwie też,ale to nie tylko ochy i achy to ciężka praca i może o tym też ktoś powinien napisać.
Niestety nie wszystko jest takie piękne.Choć rodzice zastępczy dadzą całych siebie nie zawsze są w stanie pomóc dzieciom skrzywdzonym po traumach.A współpraca z urzędami to pomyłka !!!
Podziwiam, jesteście dzielni i niesamowici. Kto wychowuje jedno obce dziecko, zasługuje na szacunek i wspieranie z każdej strony.
To prawda wielkim poświęceniem jest wychowywać nie swoje dziecko.Rodziny takie potrzebują wsparcia a tego niestety brakuje! Rodzicielstwo jest piękne to na zastępstwie też,ale to nie tylko ochy i achy to ciężka praca i może o tym też ktoś powinien napisać.
Niestety nie wszystko jest takie piękne.Choć rodzice zastępczy dadzą całych siebie nie zawsze są w stanie pomóc dzieciom skrzywdzonym po traumach.A współpraca z urzędami to pomyłka !!!
Podziwiam, jesteście dzielni i niesamowici. Kto wychowuje jedno obce dziecko, zasługuje na szacunek i wspieranie z każdej strony.