Czy powstająca spółdzielnia socjalna stanowi "konkurencję" dla Warsztatu Terapii Zajęciowej? Takie i inne uwagi mieli radni do pomysłu jej utworzenia
Zdecydowanie najdłuższa dyskusja na czwartkowym, wspólnym posiedzeniu komisji Rady Miejskiej Okonka towarzyszyła projektowi uchwały o utworzeniu spółdzielni socjalnej. Nic dziwnego, jest to w powiecie złotowskim pierwsza tego typu placówka. Radni w końcu przyjęli uchwałę, ale nie jednogłośnie.
- Zaczynamy od osób niepełnosprawnych, bezrobotnych, psychicznie chorych, nie radzących sobie życiowo. Chcemy rozpocząć działalność w trzech głównych zakresach: usługi opiekuńcze, dowozy, konserwacja zieleni i odśnieżanie. Oczywiście jest możliwość rozszerzenia oferty, ale chcemy najpierw zobaczyć, jak to wyjdzie. No i czy sobie z tym poradzimy – tłumaczyła Renata Mejnartowicz, dyrektor Zespołu Obsługi Placówek Oświaty, która, jak się później okazało, wyraziła zgodę na bycie prezesem spółdzielni.
Burmistrz Mieczysław Rapta stwierdził, że nie ma obaw, czy gmina sobie z tym poradzi, ma natomiast obawy, czy znajdzie się odpowiednia ilość chętnych do pracy w takiej spółdzielni. – Musimy pamiętać o tym, że spółdzielnia musi zarobić na siebie – mówił. Spółdzielnia otrzymała 52 tysiące złotych z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na utworzenie kilku stanowisk pracy. Jest to zaledwie 60 procent potrzeb, resztę gmina musi pokryć z własnego budżetu. Zgodnie ze złożonym wnioskiem spółdzielnia musi zatrudniać pięć osób niepełnosprawnych przez co najmniej pół roku.
Będzie biuro, będzie poczekalnia, będą toalety
Radną Małgorzatę Marlewską interesowało, dlaczego w statucie jest zapisane, że siedzibą spółdzielni jest Okonek. Renata Mejnartowicz wyjaśniła, że założycielami spółdzielni są dwa podmioty prawne: powiat złotowski i gmina Okonek. - Dlatego też należało wskazać konkretnie, gdzie spółdzielnia będzie się znajdowała. Padła propozycja, żeby siedzibą był budynek przystanku PKS – oświadczyła. Burmistrz dodał, że będzie się tu mieściło biuro spółdzielni, pozwoli to na uruchomienie poczekalni, a tym samym korzystanie ze znajdujących się tam toalet.
Dyrektor ZOPO wyjaśniła, że na razie utworzono pięć stanowisk administracyjnych: konserwator zieleni, pracownik gospodarczy, księgowa, kierownik do spraw usług opiekuńczych i koordynator spółdzielni. Jest jeden warunek – muszą to być osoby niepełnosprawne.
Na siłę nie będą wyciągać!
- Czy spółdzielnia będzie „konkurencyjna” wobec okoneckiego Warsztatu Terapii Zajęciowej? – dopytywał się radny Sebastian Korzeniowski. – Może się okazać, że zmniejszy się liczba uczestników Warsztatu i pod znakiem zapytania stanie jego przyszłość – dodał.
Zdaniem Mieczysława Rapty Warsztat powinien przystosowywać niepełnosprawnych do wykonywania określonych czynności i pobyt w nim nie powinien trwać dłużej niż rok. – Po tym okresie osoba taka powinna być skierowana do innych prac, niestety, ta formuła nie bardzo się sprawdza. Dlatego trzeba dać im możliwość podjęcia normalnej pracy zarobkowej, między innymi w takiej spółdzielni, pod warunkiem, że będą chcieli, bo nikt nikogo z Warsztatu na siłę nie będzie wyciągał – tłumaczył burmistrz.
Z kolei radna Jolanta Grzonka wyraziła obawę, czy WTZ znajdzie chętnych w miejsce tych, którzy odejdą. - Zastanówmy się nad celem. Czy celem ma być zapewnienie naszym mieszkańcom, obciążonym pewnym stopniem niepełnosprawności, pracy, a tym samym zarobku, czy celem jest funkcjonowanie Warsztatu Terapii Zajęciowej jako instytucji? – pytał burmistrz i od razu sam sobie odpowiedział: - Jeżeli celem ma być to drugie, to tracimy z oczu człowieka. Nie podejrzewam, że będą masowe odejścia z WTZ do spółdzielni. Jeśli znajdzie się chętny, to uważam to za duży sukces.
Kierownik Miejsko – Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Jakub Zabrocki, któremu WTZ podlega, uspokajał, mówiąc, że liczba uczestników Warsztatu jest ciągle uzupełniana, na miejsce tych, którzy odchodzą, przychodzą nowi.
Spróbujemy, to się dowiemy
Nie uspokoiło to jednak Sebastiana Korzeniowskiego, który dopytywał się, czyją inicjatywą było utworzenie spółdzielni socjalnej w Okonku. – Bo jeśli coś jest potrzebne, to inicjatywa wychodzi z dołu, jeśli natomiast jest to narzucone z góry, to mam prawo podejrzewać, że chodzi o to, żeby kogoś tam „usadowić” – oświadczył.
Mieczysław Rapta przyznał, że pomysł utworzenia takiej spółdzielni od dawna chodził mu po głowie. – Obserwuję pracę Powiatowego Urzędu Pracy i ośrodków pomocy społecznej i uważam, że w takim stanie prawnym, w jakim one działają, pomoc osobom niepełnosprawnym jest kompletnie nieskuteczna. Bezrobocie nie jest zwalczane, a wręcz ugruntowywane. Nie wiem, czy się u nas uda, ale jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy – oświadczył.
Burmistrz dodał, że pomysł rodził się w kręgu kilku osób: sekretarz gminy Bronisławy Ćwikły, dyrektor ZOPO Renaty Mejnartowicz, kierownika MGOPS Jakuba Zabrockiego i jego. – Po powrocie z urlopu macierzyńskiego pani Renata powiedziała, że dojrzała do realizacji tego projektu i reszta prac już do niej należała - wyjaśnił burmistrz.
Pracują za darmo
Radną Jolantę Grzonka martwiło z kolei co innego. – Czy jeśli ci ludzie zajmą się zielenią i odśnieżaniem, to czy za chwilę nie okaże się, że musimy nasz zakład komunalny reanimować? – dopytywała. – Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej ma się zająć wyspecjalizowaną działalnością, bo w tym jest najlepszy. Chodzi o to, żeby gmina za te same usługi nie płaciła więcej niż jest to konieczne. Konkurencja w tej sprawie dobrze zrobi – oświadczył skarbnik Janusz Mliczak. Mieczysław Rapta przypomniał, że gmina płaci duże pieniądze za opiekę nad ludźmi starszymi firmie spoza Okonka, a która zatrudnia miejscowe opiekunki. – One narzekają, że zarabiają bardzo mało. Spróbujmy więc robić to sami i zobaczymy, jak to się sprawdzi – tłumaczył.
Radni chcieli usłyszeć także, czy już wiadomo, kto jakie funkcje w spółdzielni będzie pełnił. Burmistrz poinformował, że on wyszedł z propozycją, aby prezesem spółdzielni została Renata Mejnarowicz. – Jak to pogodzi z pracą w ZOPO? Obawiam się, że nie da rady – martwiła się radna Małgorzata Marlewska. – Da radę. Ma do pomocy zarząd: Grzegorza Wojtanowskiego, który pomaga nam w tworzeniu spółdzielni, a który utworzył ich w kraju ponad pięćdziesiąt i Huberta Nowaka, który ma ukończone studia w tym kierunku, a odbywa w naszym urzędzie staż. Chcę dodać, że prezes i członkowie zarządu robią to społecznie, nie mają z tego tytułu wynagrodzenia – powiedział już na koniec burmistrz.
Projekt uchwały przeszedł większością głosów, trzy osoby wstrzymały się.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze