Reklama

Czy MGOPS faktycznie nie ma pieniędzy na pomoc biednej kobiecie z dzieckiem?

24/02/2015 08:37
Kolejna mieszkanka Okonka chce ściągnąć do miasta telewizję. Kobieta twierdzi, że pracownicy pomocy społecznej w sprawie pieniędzy na zasiłki kłamią. Ci temu zaprzeczają

Barbara Sajnaj z Okonka uważa, że wyczerpała już wszystkie środki. Walczy o zasiłek dla niepracującej córki, która niedawno urodziła dziecko. W Miejsko–Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej powiedzieli jej, że nie mają na to pieniędzy. - Moja córka jest bez żadnego dochodu, dobrze, że ja dam jej jeść. Byłam w opiece i prosiłam o jakiś zasiłek czy bon żywnościowy, bo ona jest bez środków do życia. Powiedzieli, że nie mają pieniędzy. Wiem, że kłamią – mówi wzburzona kobieta. – Dzwoniłam do Poznania do urzędu wojewódzkiego, powiedzieli, że drugiego lutego pieniądze wysłali. To gdzie się podziały? – pyta. Kilka dni temu ponownie odwiedziła pomoc społeczną. Tym razem jej podanie zostało rozpatrzone pozytywnie. Córce Karolinie przyznano zasiłek okresowy w kwocie 456 zł, ale tylko na luty. – Chciałam, żeby dali mi na piśmie, dlaczego córka nie otrzymywała zasiłku do tej pory, bo mam zamiar od tej decyzji się odwołać do wyższych instancji. Ale nie dali mi – twierdzi Barbara Sajnaj. Jej wzburzenie wzmogło się po wizycie pracownicy MGOPS w jej mieszkaniu. - Przyszła pani na wywiad i zarzuciła mi, że mam nowy telewizor i nowe łóżko dla dziecka. To co? Telewizora nawet nie mogę mieć, a dziecko na podłodze mam położyć?! Lepiej żeby dzieci pozabierali do domu dziecka? – pyta. – Ja nie chcę pieniędzy dla siebie, tylko zasiłku dla Karoliny, bo ona nie ma z czego żyć. Córka choruje, była kilka razy w szpitalu, to kosztuje, ja nie mam z czego ciągle dokładać – dodaje.

[[reklama]]

Zbierają podpisy

Twierdzi, że nie wytrzymała i poszła na skargę do burmistrz Małgorzaty Sameć. Sekretarka zapisała ją na rozmowę dopiero na 16 lutego. Przyjął ją zastępca Jakub Zabrocki, doskonale znający sprawy pomocy społecznej, bo przez kilka lat był kierownikiem MGOPS. - Mówię mu, że w pomocy społecznej dostali pieniądze, a on na to, że napisałam na facebooku, że się za pracowników MGOPS w Okonku wezmę. Tak, wezmę, począwszy od nich, a skończywszy na nim – oznajmia Barbara Sajnaj. Kobieta twierdzi, że zaczęła już zbierać podpisy ludzi, którym w styczniu odmówiono zasiłków. Chęć poparcia zadeklarowały już mieszkanki Lędyczka, m.in. Barbara Zejler–Godlewska, Ilona Kałameja czy Bogusława Fabiszewska z Okonka. Barbara Sajnaj uważa, że ""akcja"" zbierania podpisów dopiero się rozkręca, jej zdaniem w podobnej sytuacji co ona jest znacznie więcej osób.

Podzielili tyle, ile mieli

Ewa Nowak, pełniąca obowiązki kierownika MGOPS, nie chciała się na temat Barbary Sajnaj i jej córki wypowiadać, zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych. Przyznała jednak, że MGOPS otrzymał na początku lutego pieniądze, ale dostali je tylko najbardziej potrzebujący.
Natomiast Jakub Zabrocki twierdzi, że Barbara Sajnaj otrzymuje z pomocy społecznej wszystkie należne jej zasiłki rodzinne i alimentacyjne. Jej córka Karolina jest osobą dorosłą, ma dziecko, dlatego traktuje się ją jako osobną rodzinę. Młoda matka dopiero co złożyła dokumenty do wypłaty zasiłku porodowego i alimentacyjnego. Z pewnością otrzyma je w najbliższym czasie. Jeśli będą pieniądze otrzyma również zasiłek celowy, na razie dostała go tylko za luty, ale MGOPS mógł dzielić tylko tyle, ile dostał z urzędu wojewódzkiego.

Już mnie to nie rusza

Małgorzata Sameć odniosła się do zarzutu kobiety, że nie znalazła dla niej nawet pięciu minut czasu i zapisała ją na rozmowę dopiero na 16 lutego. Burmistrz twierdzi, że to poniedziałek jest dniem, w którym przyjmuje wszystkich petentów. - W inne dni praktycznie już od siódmej rano ktoś na mnie czeka - jeśli mam czas, to przyjmuję. Wyjeżdżam na kilka dni na szkolenie, jak wrócę, to będzie na pewno sporo spraw do załatwienia. Poza tym przez prawie trzy tygodnie odbywały się wybory sołtysów na wsiach, na których większości byłam, stąd dopiero 16 lutego znajdę czas. Nie może tak być, że ktoś przychodzi do urzędu i koniecznie chce się ze mną widzieć, nawet jeśli mam petentów. Taka sytuacja paraliżowałaby pracę burmistrza. Uważałam, że więcej do powiedzenia w tej sprawie miał Jakub Zabrocki, bo on sprawy pomocy społecznej zna od podszewki – tłumaczy Małgorzata Sameć. Barbara Sajnaj uznała, że te wyjaśnienia to dla nie za mało. Zawiadomiła już redaktorów programu ""Interwencja"" Telewizji Polsat. Kazali wysłać wszystkie dokumenty w tej sprawie. Czyżby Okonek czekała kolejna wizyta dziennikarzy telewizyjnych? Niedawno byli tu w sprawie mieszkańców baraku oraz rodziny państwa Rosickich. - Już mnie to nie rusza. Telewizja w Okonku to dla mnie żadna nowość – tak zareagował na groźby kobiety Jakub Zabrocki.

Ryszard Mikietyński
fot. fotolia.pl
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości