Radni debatują nad wprowadzeniem w mieście opłaty adiacenckiej. Chodzi o obowiązek dokładania się mieszkańców i przedsiębiorców do miejskich inwestycji
Na czym polega opłata adiacencka? Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie:
Kowalski ma działkę na terenie Złotowa. Stawia na niej dom. Następnie miasto buduje na tym terenie drogę i lampy uliczne. Dojazd oraz oświetlenie podnoszą atrakcyjność działki i domu Kowalskiego, prawda? Jest więc ona teraz warta więcej niż przed miejskimi inwestycjami. Tu pojawia się opłata adiacencka - miasto ma prawo żądać od Kowalskiego zapłaty części kwoty, o jaką wzrosła wartość jego nieruchomości. Załóżmy, że przed budową drogi i oświetlania warta była ona 400 tys. złotych. Po inwestycji wyceniana jest na 420 tys. złotych. Miasto chce więc od Kowalskiego 10 tys. złotych. Dlaczego? Bo proponowana przez burmistrza Złotowa stawka opłaty adiacenckiej (spowodowanej budową urządzeń infrastruktury technicznej) wynosi 50%. W przypadku wzrostu wartości nieruchomości w wyniku jej podziału stawka ta wynosić ma 30%.
Tak rzecze prawo
Projekty uchwał w tej sprawie burmistrz Adam Pulit przygotował na sesję Rady Miejskiej Złotowa zwołaną na 30 marca. W piątek 20 marca o wprowadzeniu opłaty adiacenckiej dyskutowali radni z komisji bezpieczeństwa publicznego. Dziwili się, skąd taki nacisk urzędników na wprowadzenie tej opłaty. Nie przekonywały ich wyjaśnienia zastępcy burmistrza Małgorzaty Chołodowskiej i skarbnik gminy Jadwigi Skórcz, że podjęcie tych uchwał nakazuje prawo. I to od kilkunastu lat. - Do tej pory gmina nie ponosiła żadnych konsekwencji z tego tytułu – zauważyła radna Anna Rogut. - To było uszczuplenie wpływów gminy – odpowiadała jej sekretarz urzędu Aleksandra Zachęć. Na takim samym stanowisku jak sekretarz stała zastępczyni burmistrza. - Gminy nie mogą dobrowolnie rezygnować z przysługujących im dochodów. Naraża je to na niekorzystne wnioski Regionalnej Izby Obrachunkowej – zauważyła M. Chołodowska. Porządek w dokumentacji to jednak jedno z mniejszych zmartwień radnych. Skoro dotąd nie było problemów z tytułu braku opłaty adiacenckiej, rajcy zaproponowali wprowadzenie przepisu ""martwego"".
[[reklama]]
Nie dobijajmy ludzi
Aby pobrać rzeczoną opłatę miasto musi być pewne, że mu się to opłaci. Jest bowiem zobowiązane zapłacić rzeczoznawcy za oszacowanie wysokości wzrostu wartości nieruchomości przysłowiowego Kowalskiego lub potencjalnego inwestora. Jeśli koszt zatrudnienia rzeczoznawcy będzie porównywalny do wysokości opłaty, to gmina może od jej pobrania odstąpić. - Mamy pracowników, którzy zajmują się nieruchomościami i oni wstępnie ocenią, czy nam się to opłaci – wyjaśniała radnym Jadwiga Skórcz. Stąd proponowane stawki 30 i 50%, czyli maksymalne z możliwych (przepis mówi, że nie mogą one przekroczyć 30% i 50%, odpowiednio dla wzrostu wartości nieruchomości w wyniku podziału i inwestycji samorządu). Miastu ma się to opłacać. Rajcy z komisji bezpieczeństwa (A. Rogut, Roman Głyżewski, Krzysztof Koronkiewicz i Krzysztof Żelichowski) uznali inaczej. – Jak potencjalni inwestorzy zobaczą taką stawkę, to się wystraszą – uznał przewodniczący rady miejskiej K. Żelichowski. Poparła go Anna Rogut: - Z jednej strony chcemy pomóc przedsiębiorcom, a z drugiej wprowadzamy taką opłatę... Zrobił to też K. Koronkiewicz: - Nie dobijajmy ludzi... Argumenty J. Skórcz, że inwestującym pomóc można poprzez ulgi w podatku od nieruchomości, który to jest opłatą cykliczną, a opłata adiacencka jest jednorazowa, na nic się zdały. Rajcy zaproponowali, by stawka opłaty wynosiła 2%. Przy takim poziomie jej pobieranie miastu nie będzie się opłacać. Czy to oznacza, że wilk jest syty i owca cała? Nie do końca. - Wprowadzenie 0% stawki byłoby próbą ominięcia zapisu ustawowego. To samo dotyczy znacznego obniżenia stawki procentowej – wiceburmistrz Małgorzata Chołodowska, podważając pomysł radnych, powoływała się na przepisy prawa. W głosowaniu nad projektami uchwał o opłacie adiacenckiej trzech radnych wstrzymało się od głosu, jeden był przeciwny.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze